<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571</id><updated>2012-02-15T19:25:19.488+01:00</updated><title type='text'>Paprosze życie, czyli będąc młodym psychologiem...</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>69</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-111220749191833903</id><published>2012-02-15T08:07:00.003+01:00</published><updated>2012-02-15T08:29:57.717+01:00</updated><title type='text'>Zasypani!</title><content type='html'>Witam się spod grubej warstwy śniegu :-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-p8P0l1NgTpA/TzteUylxFTI/AAAAAAAAGCY/lBsbUXwijM8/s1600/8%252815.02.2012%2529.JPG"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-p8P0l1NgTpA/TzteUylxFTI/AAAAAAAAGCY/lBsbUXwijM8/s200/8%252815.02.2012%2529.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5709260663892809010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W Łodzi zima się rozszalała. Po ok. dwóch tygodniach siarczystych mrozów, temperatura stała się trochę łaskawsza, ale za to - co było do przewidzenia - rozhulały się śnieżyce. Wyglądam ja dziś rano przez okno, a tam gruba warstwa białego puchu i dalej pada. Wszystkie sąsiedzkie samochody nagle stały się białe, nie wiadomo, gdzie się kończy chodnik, a zaczyna ulica. Dziecko zafascynowane stoi z nosem przy szybie :-)&lt;br /&gt;Nie przepadam za zimą, ale muszę przyznać, że ładnie to wygląda.&lt;br /&gt;Załączone zdjęcie zrobiłam dziś rano, to nasz widok z balkonu. Niestety nie oddaje rzeczywistego stopnia zasypania ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym u nas wszystko względnie OK.&lt;br /&gt;Dzieć całymi dniami zasuwa po mieszkaniu, domagając się nieustannej uwagi. Gdy się uderzy - potrafi pokazać, gdzie go boli, przychodzi i nadstawia uszkodzone miejsce do pocałowania ;-) Naśladuje dźwięki wydawane przez kota, psa, krowę, kurę i świnkę. Wyraźnie wie, czego NIE CHCE i potrafi dobitnie dać to do zrozumienia ("Chcesz iść spać?" - "Ne"). Nadal kocha się kąpać, z upodobaniem podaje kotu do pyszczka kocie ciasteczka, sam wsiada na łosia na biegunach i huśta się jak szalony. Rozumie zaskakująco dużo, codziennie nas czymś zadziwia - wczoraj na przykład podał K. ręcznik w łazience, gdy ten skończył się myć :-) Uwielbia pasjami ogórki kiszone, nie pogardzi białym serem, brokułami, herbatnikami i czekoladą :-) Chętnie odwiedza swoją młodszą o 3 miesiące sąsiadkę i coraz mniej boi się obcych. Czasami doprowadza mnie do szału swoim jęczeniem, ale tak w ogóle to jest strasznie fajnym chłopcem :-) Wierzyć się nie chce, że zaraz będą dwa lata jak dowiedziałam się o ciąży! :-o Ani się obejrzę, a nasz mały chłopiec będzie szedł na studia :-D I wtedy w końcu może odpocznę ;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-111220749191833903?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/111220749191833903/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=111220749191833903' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/111220749191833903'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/111220749191833903'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2012/02/zasypani.html' title='Zasypani!'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-p8P0l1NgTpA/TzteUylxFTI/AAAAAAAAGCY/lBsbUXwijM8/s72-c/8%252815.02.2012%2529.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-3879381919286263323</id><published>2012-02-01T11:14:00.003+01:00</published><updated>2012-02-01T11:40:10.596+01:00</updated><title type='text'>Czasu, czasu, czasu trzeba mi!</title><content type='html'>No i mamy za swoje. Życzyłam sobie, żeby zima przyszła choć na parę dni i się doczekałam :-/ Na samą myśl o wyjściu z domu mi zimno :-/ Wczoraj na drogę do pracy byłam ubrana tak: oczywiście bielizna, grube rajstopy, skarpetki, buty zimowe, bluzka z długim rękawem, wełniany bezrękawnik, wełniany sweter, wielki szalik, kożuch, czapka, na czapce kaptur od kożucha, rękawiczki. A w torebce butelka z ciepłą wodą ;-) Ledwie się poruszałam w tych wszystkich warstwach, ale opłaciło się - poza palcami i nosem nie zmarzłam :-)&lt;br /&gt;Ja już chcę wiosnę! ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chcę więcej czasu.&lt;br /&gt;Ostatnio nie mam go na nic, dziś może trochę luźniej, K. ma ferie, więc nie muszę non-stop patrzeć na Tymka, od czasu do czasu się zmieniamy ;-) A tak to Tymek - praca - dom - Tymek - dom - praca - dom - Tymek - dom... Są chwile, gdy nie pamiętam jak się nazywam...&lt;br /&gt;W pracy... Mama opowiadała mi nieraz, że bywa, że nie ma się czasu zrobić siku. Myślałam, że to przesada. Nie, to nie przesada, sprawdziłam :-/ I wciąż kontakt z różnymi biednymi ludźmi i ciągła gotowość do słuchania... Mama, która się rozwodzi, jej córka nie może sobie z tym dać rady, były mąż ją nęka. Inteligentny chłopiec, który nie potrafi inaczej radzić sobie ze złością, niż przylaniem komuś - jego mama uważa, że jest okropny i za karę zabrania mu oglądać TV (nie widzi chyba powodów frustracji własnego dziecka, które dla mnie są oczywiste). Dziewczynka, która boi się zostawać w przedszkolu. Dziewczynka, która boi się spać. Tata, który wychowuje sam dorastającą córkę... Ludzie, historie, problemy - przelewane na mnie. Wystarczy, że posłucham, że powiem, że coś się da z tym zrobić, że spróbuję, że tak się zdarza, że to normalny etap w rozwoju... Biorę na siebie ich zmartwienia. Wychodzą zazwyczaj uśmiechnięci, gdy wyznaczam im kolejną wizytę, widzę, że czują ulgę. Ja wychodzę ciężka, sztywna z napięcia, na trzęsących się nogach. Mija kilka godzin zanim zrzucę z siebie te cudze ciężary, przestanę o nich myśleć, rozluźnię mięśnie... W czasie pracy nie dzwonię do domu, żeby zapytać jak Tymek, nie czuję potrzeby, a nawet gdyby - nie mam czasu... Ktoś mi powiedział: ale fajna praca - posiedzieć 4 czy 6 godzin na fotelu i posłuchać cudzej gadaniny... Ale to niestety nie tak fajnie. Jak się okazało, że w piątki jestem w poradni 6 godzin to doświadczeni psycholodzy powiedzieli - "Strasznie dużo! Zamęczysz się!" Daję radę, ale lekko nie jest. W piątek wracam do domu o 20 - jest zimno, ciemno, boli mnie krzyż i ramiona z napięcia. Marzę już tylko o tym, żeby wypić herbatę, zjeść kolację i położyć się spać. Na szczęście mogę - muszę przyznać, że małżonek się stara - czeka na mnie kolacja, kuchnia jest ogarnięta, dziecko zaopiekowane :-) Jakoś sobie radzimy. Tylko ciągle w niedoczasie. Bo przychodzi weekend i trzeba posprzątać, poodkurzać, uzupełnić jakieś papiery, przygotować jakieś zajęcia, między nami wciąż chodzi Tymo i żąda uwagi... Marzy mi się urlop OD WSZYSTKIEGO, taki 2-3 dniowy. Może za jakiś czas... Wyślę męża z młodym do dziadków do Sieradza na weekend, a sama będę spać i oglądać filmy, jedząc chipsy ;-) Taa, już to widzę... nie umiałabym się zrelaksować, gdybym widziała na podłodze okruszki, a na stole kubki do zmycia... Ale tak czy owak byłoby fajnie (nie do wiary, jeszcze rok temu bym się zapłakała, jakbym miała zostać sama choć na jedną noc!). Może na wiosnę ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprzednio życzyłam sobie zimy. Teraz życzę sobie żeby ta zima już poszła. I czasu więcej - na relaks, na sen, na bezmyślne siedzenie przed komputerem ;-)&lt;br /&gt;I Wam też.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-3879381919286263323?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/3879381919286263323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=3879381919286263323' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/3879381919286263323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/3879381919286263323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2012/02/czasu-czasu-czasu-trzeba-mi.html' title='Czasu, czasu, czasu trzeba mi!'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-6649866713729704914</id><published>2012-01-06T12:15:00.004+01:00</published><updated>2012-01-06T12:32:21.997+01:00</updated><title type='text'>W nowym roku...</title><content type='html'>... chciałabym życzyć wszystkim, aby nadchodzące 12 miesięcy przyniosło dużo dobrego.&lt;br /&gt;Żeby wszyscy byli zdrowi, żeby spełniały się marzenia, żeby nie brakowało kasy, miłości i dobrego humoru.&lt;br /&gt;I żeby w grudniu może jednak nie było końca świata ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z nowym rokiem u nas zmiany.&lt;br /&gt;Przede wszystkim - przegrupowania w aktywności zawodowej ;-) Zaczęłam pracę na pół etatu w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Jak na razie byłam tam raz, powinnam być dziś, ale Trzej Królowie dali mi trochę wolnego ;-) Sprawa jest o tyle ekscytująca, że muszę do poradni dojeżdżać ponad pół godziny, z przesiadką. Pół roku temu, gdyby mi ktoś powiedział, że będę w stanie to zrobić, popukałabym się chyba w głowę. A jednak, a jednak! Wstałam we wtorek ciemnym świtem i gdy jeszcze wciąż było ciemnawo - pomaszerowałam na przystanek, choć nogi miałam jak z galarety :-p Wsiadłam w mój autobus, na Placu Barlickiego ledwie złapałam przesiadkę (uff, gdybym nie zdążyła, musiałabym czekać na zimnie 15 minut), dotarłam do poradni, po drodze jeszcze sprawdzając sobie na przystanku autobusy powrotne. Dopełniłam różnych formalności z panią sekretarką, odbyłam błyskawiczne przeszkolenie bhp, poznałam drugą panią psycholog, z którą będę odwiedzać szkoły, ustaliłyśmy z grubsza jak będzie wyglądała nasza wspólna praca. I tak zleciały 4 godziny. Znowu pomaszerowałam na przystanek, w autobusie poczułam, że nadchodzi atak paniki. Olałam go (choć nie było to łatwe), minął tak nieoczekiwanie jak się pojawił. Przesiadłam się na Placu Barlickiego, w znakomitym humorze wysiadłam na Retkini i spacerkiem wróciłam przez osiedle do domu. To się nazywa SUKCES :-D&lt;br /&gt;W tym czasie Konrad z Tymkiem byli sami "na gospodarstwie" i muszę powiedzieć, że dali sobie radę śpiewająco :-)&lt;br /&gt;Tak że mój powrót do aktywności zawodowej zapowiada się obiecująco. Odpukać - oby tak zostało :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I żeby było jeszcze bardziej świeżo w nowym roku - zmieniliśmy z Tymkiem fryzury ;-) Ostrzygłam się całkiem krótko, a Tymusiowi zdyscyplinowaliśmy troszkę jego bujną, wpadającą w oczy, grzywę. Wkrótce na Picasie będzie można zobaczyć nasze nowe wcielenia ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec jeszcze raz życzę wszystkim wszystkiego dobrego. I żeby zima przyszła choć na parę dni :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-6649866713729704914?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/6649866713729704914/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=6649866713729704914' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6649866713729704914'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6649866713729704914'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2012/01/w-nowym-roku.html' title='W nowym roku...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-6802995366270179640</id><published>2011-12-17T09:28:00.003+01:00</published><updated>2011-12-17T09:42:28.777+01:00</updated><title type='text'>Przedświątecznie.</title><content type='html'>Do wigilii tydzień.&lt;br /&gt;Tej prawdziwej, bo my mamy znowu dwie w tym roku ;-) Jedną już we wtorek, u Rodziców. I choć to trochę dziwne - wigilia w zwykły dzień, 4 dni przed tą właściwą - to jakoś cieszę się na to. Tak bardzo lubię wigilię, że może być jak dla mnie nawet trzy razy w roku ;-)&lt;br /&gt;Zaczyna się przedświąteczna krzątanina, choć świąt jakoś w powietrzu się nie czuje. Śniegu niet, pogoda za oknem raczej mi dziś wygląda na wczesny listopad... Cóż, nihil novi, nie pamiętam kiedy ostatnio na wigilię był śnieg i mróz... Ale u nas zaczyna być świątecznie. Wszystkie prezenty już kupione, czekają w różnych skrytkach na pakowanie. Małżonek wybył właśnie na drugą turę przedświątecznych zakupów. Mamy już ser na sernik, polewy czekoladowe, mak, bakalie, barszcz, czerwone bombki i białe lampki choinkowe (jakoś tak patriotycznie ;-) Trzeba jeszcze nabyć kolorową posypkę do ciasta, śledzie, wstążeczkę do prezentów, świąteczne serwetki... No i choinkę, ale to dopiero koło środy, może w czwartek.&lt;br /&gt;Uwielbiam ten czas, choć roboty sporo.&lt;br /&gt;Przede mną mycie okien, odkurzanie we wszystkich kątach, mycie podłóg, pieczenie sernika. A to wszystko z Tymkiem na głowie :-p Wesoło będzie :-p&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio cierpię na chroniczny brak czasu, ale chciałam się odmeldować :-) Żyję i mam się całkiem nieźle. A teraz lecę na miotle do obowiązków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pięknych świąt wszystkim!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-6802995366270179640?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/6802995366270179640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=6802995366270179640' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6802995366270179640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6802995366270179640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/12/przedswiatecznie.html' title='Przedświątecznie.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4641254526466161482</id><published>2011-11-25T22:29:00.003+01:00</published><updated>2011-11-25T22:53:29.385+01:00</updated><title type='text'>Jakby to było  przed chwilą...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-mCpu4yzm8so/TtANvB9mHXI/AAAAAAAAF6s/4cxtsSPVPhc/s1600/brzuch%2B-%2B38tc%252B5d%2BIII.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-mCpu4yzm8so/TtANvB9mHXI/AAAAAAAAF6s/4cxtsSPVPhc/s200/brzuch%2B-%2B38tc%252B5d%2BIII.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679054231745994098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; font-style: italic;"&gt;Na chwilę przed wyjazdem do szpitala.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę dziś, bo im bliżej imprezy z okazji Tymka urodzin, tym mniej mam czasu. Więc jutro na pewno nie dałabym rady.&lt;br /&gt;Tymek jeszcze nie ma roku ;-)&lt;br /&gt;Rok temu o tej porze po raz ostatni kładłam się spać jako ciężarna. Oczywiście jeszcze o tym nie wiedziałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26 listopada rano obudził mnie niezbyt silny skurcz.&lt;br /&gt;Byłam spokojna.&lt;br /&gt;Nie bałam się (do czasu ;-)&lt;br /&gt;Było zimno i szaro. Chyba jakiś smętny śnieg leżał.&lt;br /&gt;Założyłam kolorowy szal i okropną kurtkę w rozmiarze 44 bodajże - specjalnie kupioną na okoliczność wychodzenia z wielkim brzuchem w okresie późno-jesiennym.&lt;br /&gt;Tamten dzień okropnie mi się dłużył, a już odczekiwanie 5 godzin od ostatniego posiłku, żeby móc się położyć pod nóż, trwało wieki. Wtedy. Dziś mam przed oczami tylko migawki, jakby wszystko trwało chwilę, jak w przyspieszonym tempie. Taksówka, izba przyjęć w jednym szpitalu, kolejna taksówka, kolejna izba przyjęć, cichy korytarz patologii ciąży.&lt;br /&gt;Telefon do Mamy. Telefon do Taty. Telefon do Konrada.&lt;br /&gt;Szpitalna koszula jak z worka uszyta, cewnik, wenflon, winda...&lt;br /&gt;I nagle już nie było brzucha. Były zawroty głowy po znieczuleniu i dziwne ciągnięcie w podbrzuszu. A potem ból, ale do wytrzymania ;-)&lt;br /&gt;I świadomość, że kilka pięter wyżej, czeka na mnie mój syn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie był łatwy rok, ale jednocześnie - wspaniały.&lt;br /&gt;Tymek jest słodkim chłopakiem.&lt;br /&gt;Ma nadal świetny apetyt, choć trudno mu się ostatnio skupić na jedzeniu - wszystko go ciekawi.&lt;br /&gt;Ma 9 zębów i kolejne w drodze.&lt;br /&gt;Od dwóch dni sam chodzi, wydłużając za każdym podejściem dystans. Z impetem siada na tyłku co jakiś czas, wstaje i idzie dalej.&lt;br /&gt;Przytula się, całuje mnie w brzuch ;-)&lt;br /&gt;Rozumie coraz więcej słów, ostatnio "koza", "gitara", "okno" :-)&lt;br /&gt;Jest moim pomocnikiem - jak mówię "idziemy odkurzać" to leci wyciągać odkurzacz z szafy. I próbuje wstawiać pranie - wkłada jedną rzecz do pralki, przymyka drzwiczki i kręci programatorem :-D&lt;br /&gt;Coraz weselej z nim jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uczy mnie wciąż spokoju, cierpliwości, daje siłę do zmagania się ze słabościami. Choćbym nie wiem jak była smutna albo wkurzona - jego uśmiech zawsze poprawia mi humor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z okazji pierwszych urodzin - SPEŁNIENIA MARZEŃ, SYNKU!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4641254526466161482?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4641254526466161482/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4641254526466161482' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4641254526466161482'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4641254526466161482'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/11/jakby-to-byo-przed-chwila.html' title='Jakby to było  przed chwilą...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-mCpu4yzm8so/TtANvB9mHXI/AAAAAAAAF6s/4cxtsSPVPhc/s72-c/brzuch%2B-%2B38tc%252B5d%2BIII.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-3047278844323732100</id><published>2011-10-26T10:14:00.003+02:00</published><updated>2011-10-26T10:34:37.276+02:00</updated><title type='text'>Rok temu...</title><content type='html'>Dokładnie rok temu dwóch panów montowało nam w przedpokoju wielką szafę z lustrem.&lt;br /&gt;Dokładnie rok temu, późnym popołudniem siedziałam z Mamą w poczekalni okropnej przychodni na Piotrkowskiej. Czekałam na wizytę u kardiologa. Poczekalnia zapchana, przede mną z 15 osób, nikt nie kwapił się, żeby mnie przepuścić. Siedziałam więc na niewygodnym  krześle, w koralowym swetrze i gapiłam się na falujący brzuch. Tymek dawał znać, że też mu się nudzi ;-) Nie wiem dlaczego, ale zapamiętałam ten koralowy sweter już chyba na zawsze.&lt;br /&gt;Wieczorem wróciłam do domu, ledwie się tocząc, bo mały chyba mi się na jakimś nerwie położył i ból promieniował od biodra aż do kolana...&lt;br /&gt;Wpadła kuzynka Anula, wypiłyśmy szybką herbatę.&lt;br /&gt;Kto by wtedy pomyślał, że równo miesiąc później będę chodzić po korytarzu porodówki i czekać na cesarkę... ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś Tymo ma 11 miesięcy.&lt;br /&gt;Wyszedł mu siódmy ząb.&lt;br /&gt;Staje bez podparcia na kilka sekund.&lt;br /&gt;Pokazuje palcem, co by chciał dostać.&lt;br /&gt;Rozumie słowa "misio", "kotek", "picie", "piłeczka", "chrupki", "lew", "chodź", "brawo" - gdy usłyszy to ostatnie, zaczyna klaskać i mówi "babo" :-D&lt;br /&gt;Za miesiąc skończy rok. Już tyle czasu jest z nami, a ja ledwie mogę uwierzyć, że spotkało nas takie szczęście.&lt;br /&gt;Obślinione, potargane szczęście z szaroniebieskimi oczami :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-3047278844323732100?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/3047278844323732100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=3047278844323732100' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/3047278844323732100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/3047278844323732100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/10/rok-temu.html' title='Rok temu...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-977108640233310171</id><published>2011-09-26T10:46:00.004+02:00</published><updated>2011-09-26T11:41:25.461+02:00</updated><title type='text'>O pracy w domu.</title><content type='html'>Niedawno w jakimś czasopiśmie natknęłam się znowu na artykuł (a właściwie wywiad z pewną panią), w którym pojawił się motyw kobiety "siedzącej w domu" i tego, że gdyby "mamom na etacie" zapłacić za wszystkie obowiązki wykonywane w domu, to wyszłaby mniej-więcej średnia krajowa.&lt;br /&gt;Prawda to czy nieprawda?&lt;br /&gt;Mój mąż uważa, że niby robię dużo rzeczy w domu, ale przecież tak naprawdę to sporo siedzę bezczynnie :-D&lt;br /&gt;W ogóle nie zdaje sobie sprawy (i podejrzewam, że wielu mężczyzn pracujących zawodowo tak ma), z jak licznych pierdół składa się codzienne życie przeciętnej "kury domowej" (ach, jak ja lubię to określenie :-) )&lt;br /&gt;Weźmy za przykład środę;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzę się rano, męża już nie ma, bo wychodzi przed 6,30. Około siódmej wzywa mnie ze swojego pokoju potomek. Zwlekam się, idę po niego. Teraz trzeba do kuchni, zagotować szybko trochę wody, dolać do chłodnej z poprzedniego dnia, zrobić mleko, dać potomkowi. Oczywiście butlę trzeba trzymać, bo jest za leniwy, żeby obsłużyć się samodzielnie.&lt;br /&gt;Leżymy jeszcze trochę, ale muszę być czujna, bo potomek pełza i skacze po całym łóżku, a wolałabym żeby nie spadł. Ósma - wstajemy na dobre. Jem śniadanie, potomek w swoim foteliku albo się przygląda albo marudzi, żeby też mu dać. Daję kawałek bułki z masłem albo chrupka kukurydzianego i jest chwila spokoju ;-) Sprawdzam pocztę na laptopie.&lt;br /&gt;Pamiętać żeby zagotować wodę na mleko na drugie śniadanie dla Dziecia.&lt;br /&gt;Ugotować jajko na twardo do zupki dla niego. Wyjąć indyka z zamrażarki, żeby się rozmrażał - na zupkę.&lt;br /&gt;Przewinąć Dziecia, ubrać go w dzienne ciuchy, umyć mu zęby.&lt;br /&gt;Wśród wrzasków z małego pokoju umyć szybko i ubrać siebie.&lt;br /&gt;Wśród dalszego marudzenia szybko rozładować zmywarkę, zdjąć pranie z suszarki, wstawić do pralki następne.&lt;br /&gt;Pobawić się z potomkiem, bo samodzielna zabawa zazwyczaj jest be. Przy odrobinie szczęścia mogę jednak usiąść na parę minut do komputera, sprawdzić wiadomości, poczytać forum, bo czasem młody pobawi się sam z dziesięć minut :-) Wykorzystuję ten czas na oddech.&lt;br /&gt;Już dziesiąta - przygotować mleko, na mleku kaszkę, nakarmić Dziecia łyżeczką. Teraz można go uśpić, przy dobrych wiatrach pośpi z półtorej godziny.&lt;br /&gt;Mogłabym w tym czasie odpocząć, ale gdzie tam - trzeba przecież obiad dla niego ugotować.&lt;br /&gt;No tak, ale najpierw nakarmić kota, pościelić łóżko - zapomniałam o tym!&lt;br /&gt;Pomyśleć, co trzeba kupić, wysłać listę zakupów mężowi.&lt;br /&gt;Dobrze, zabieram się za zupkę. Obieram i kroję ziemniaki, marchew, pietruszkę, buraka, wrzucam na wrzątek. Za jakiś czas dodaję indyka, mrożony groszek, kaszę mannę, od czasu do czasu mieszam, żeby nie przywarło. Na koniec trochę posiekanego koperku. Ugotowaną zupkę miksuję (po uprzednim odłożeniu kilku kawałków marchewki i ziemniaków, żeby było w zupce coś do gryzienia), odkładam porcję "na dziś", przelewam wrzątkiem dwa słoiczki, nakładam do nich porcje na dni następne.&lt;br /&gt;Teraz trzeba ogarnąć kuchnię - włożyć rzeczy do zmywarki, niektóre umyć ręcznie, zetrzeć blaty.&lt;br /&gt;Posegregować zdjęte z suszenia pranie, powiesić to, które się uprało.&lt;br /&gt;Chwila odpoczynku przy drugim śniadaniu. Mogę popisać na blogu ;-)&lt;br /&gt;Jeszcze ogarnąć salon, zetrzeć kurze.&lt;br /&gt;Dzieć się budzi.&lt;br /&gt;Przewinąć, ubrać jego, ubrać siebie i może na krótki spacer? Chodzimy 40 minut, wracając wstępujemy do budki koło bloku po ziemniaki.&lt;br /&gt;Nagle jest już trzynasta - nakarmić dziecko.&lt;br /&gt;Po swoim obiedzie dziecko siedzi niezadowolone w foteliku, a ja muszę się wziąć za nasz... Sos do makaronu - 20 minut roboty. Gotuję makaron dla siebie, odkładam sos dla męża. Dochodzi druga - mogę zjeść obiad. Potomek w foteliku nadal marudzi, muszę go przekupić chrupkiem kukurydzianym.&lt;br /&gt;Schować zupki w słoiczkach do lodówki.&lt;br /&gt;Znów się pobawić - potomek nie znosi bezczynności. Wrzucamy szmaciane owoce do szuflady. Wrzucamy i wyjmujemy, wrzucamy i wyjmujemy - nieskończoną ilość razy ;-) Potomek zajmuje się demolowaniem pudła z pieluszkami - mogę chwilę poczytać :-)&lt;br /&gt;Zaślinił się - przebrać, przy okazji przewinąć.&lt;br /&gt;Idziemy do kuchni - trzeba uprzątnąć po szykowaniu obiadu.&lt;br /&gt;Uśpić potomka.&lt;br /&gt;Spakować śmieci do wyniesienia, uprasować parę rzeczy, poszukać w internecie ciuchów dla małego na zimę, zadzwonić do Urzędu Pracy.&lt;br /&gt;Pobudka i znów proszę się bawić - tym razem turlamy piłeczkę po salonie. Dzieć szybko się nudzi i zaczyna ganiać kota po całym pokoju. Pilnować żeby się nie uderzył o kaloryfer i nie przewrócił na siebie krzesła!&lt;br /&gt;Przygotować herbatkę z kopru i spróbować wmusić potomkowi.&lt;br /&gt;Wraca mąż - dać mu obiad, zrobić herbaty. Rozpakować zakupy, które przyniósł.&lt;br /&gt;Jak zje, przejmuje na jakiś czas potomka, bo trzeba poodkurzać. Zasuwam z odkurzaczem po całym domu.&lt;br /&gt;Spróbować znowu wmusić herbatkę w dziecko.&lt;br /&gt;Przygotować podwieczorek dla młodego (utrzeć jabłko, rozgnieść banana), podać podwieczorek.&lt;br /&gt;Zagotować wodę na wieczorne mleko.&lt;br /&gt;Przewinąć, przebrać, bo ślina tworzy na bodziaku plamę od szyi do pępka.&lt;br /&gt;Pobawić się, popilnować. Może wyjść jeszcze na spacer?&lt;br /&gt;W biegu jem podwieczorek, udaje mi się 15 minut posiedzieć przy laptopie, dziecko gania kota.&lt;br /&gt;No właśnie, kot - zapomniałam usunąć to i owo z kuwety!&lt;br /&gt;Kolejna próba podania herbatki.&lt;br /&gt;Znowu przebrać, bo znowu ślina do pępka...&lt;br /&gt;Pora kolacji - zagotować trochę wody, dodać do chłodnej, zrobić mleko, przygotować kaszkę, podać łyżeczką.&lt;br /&gt;Kolacja dla nas, dziecko marudzi w foteliku.&lt;br /&gt;Zjadamy, dziecko zatkane kawałkiem chleba ;-)&lt;br /&gt;Ogarnąć kuchnię - włożyć rzeczy do zmywarki, umyć niektóre ręcznie, zetrzeć blaty. Zamieść podłogę, bo połowa chleba tam właśnie wylądowała - w bardzo drobnych kawałkach.&lt;br /&gt;Rozebrać potomka do kąpieli, wytrzeć dupsko umazane czymś obrzydliwym ;-)&lt;br /&gt;Mąż zabiera dziecko do wanienki, ja na kolanach zbieram z podłogi w małym pokoiku szmaciane owoce, warzywa, książeczki, piłeczki, plastikowe kubeczki i ciuchy wywleczone z dolnej szuflady komody. Wietrzę, przygotowuję łóżeczko, idę pomóc w kąpieli. Wycieram, ubieram, układam do snu. Buzi, kołysanka, "dobranoc", wychodzę.&lt;br /&gt;Wreszcie jestem wolna ;-)&lt;br /&gt;No to jeszcze uprasować pościel i koszulę dla męża na jutro. Pościelić. Pozbierać zabawki rozwleczone po salonie.&lt;br /&gt;W lodówce czeka brokuł do zamrożenia na zimowe zupki dla dziecka. Podzielić na różyczki, zblanszować, poporcjować, zamrozić.&lt;br /&gt;Zagotować i odlać wodę na jutrzejsze mleko.&lt;br /&gt;Godzina 21,30. Zjadam kiwi. Oglądam w necie odcinek serialu. Siedzę na forum. Położę się za półtorej godziny, może dwie. To mój jedyny czas wolny w ciągu dnia tak naprawdę, szkoda mi spać...&lt;br /&gt;Jutro znowu o siódmej wstanę robić mleko...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-977108640233310171?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/977108640233310171/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=977108640233310171' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/977108640233310171'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/977108640233310171'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/09/o-pracy-w-domu.html' title='O pracy w domu.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-979841779960216133</id><published>2011-09-06T11:13:00.003+02:00</published><updated>2011-09-06T11:38:25.317+02:00</updated><title type='text'>Zmiany, zmiany... Pozytywne.</title><content type='html'>Dzieje się.&lt;br /&gt;Dzieje się dobrze :-)&lt;br /&gt;Może nie ogólnie, bo problemów trochę mamy, jak każdy, ale w jednej dziedzinie dzieje się rewelacyjnie.&lt;br /&gt;Chcę się tym z Wami podzielić.&lt;br /&gt;Nie jest tajemnicą, że choruję na nerwicę lękową. Od lat. Boję się sama poruszać po świecie "poza domem", właściwie do niedawna czułam się bezpiecznie jedynie w czterech ścianach. Na zewnątrz zawsze z kimś - do lekarza, na spacer, do sklepu...&lt;br /&gt;Ci, którzy znają mnie mniej, może nie wiedzą, że od ponad 2 lat do całkiem niedawna bałam się bez asysty obejść własny blok dookoła.&lt;br /&gt;W sumie to choruję dłużej, ale były momenty lepsze i gorsze. W Anglii i po powrocie z niej, gdy brałam jeszcze leki, było znośnie, ale kiedy na przełomie 2008 i 2009 roku odstawiłam je - robiło się tylko gorzej i gorzej...&lt;br /&gt;Nie umiem powiedzieć dokładnie, co mnie zmobilizowało, żeby wreszcie coś z tym zrobić.&lt;br /&gt;Chyba mój Syn, który daje mi niesamowitą siłę i motywację do zmian, do pracy nad sobą. I może też trochę perspektywa olbrzymich problemów finansowych (bo już do roboty czas iść). W każdym razie kopnęłam się wreszcie w dupsko i w lipcu udałam się do psychiatry (oczywiście nie pierwszy raz w życiu, ale po baaardzo długiej przerwie). Odszukałam panią doktor, do której mam całkowite zaufanie. Ponieważ zależy mi na niej konkretnie, to niestety muszę jeździć do niej na drugi koniec miasta (na razie nie sama ;-) ) ale myślę, że warto.&lt;br /&gt;Przepisała mi lek. Lek psychotropowy. Wiem, że wielu ludzi boi się tych substancji, ale są chwile w życiu, że lepiej je brać i funkcjonować w miarę normalnie, niż codziennie budzić się z lękiem, jak się przetrwa kolejny dzień i czy przypadkiem nie trzeba będzie iść np. z synem do lekarza i "O Jezu, jak ja sobie wtedy dam radę?"...&lt;br /&gt;Setaloft, bo tak się nazywa akurat mój lek, wyrwał mnie w ciągu kilku tygodni z zaklętego kręgu obezwładniającej obawy przed wyjściem z domu.&lt;br /&gt;Mijają dwa miesiące od kiedy zaczęłam go brać.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-2pqx240GX68/TmXp9tptDgI/AAAAAAAAFy0/tsZV0ZL5MfQ/s1600/IMG_1488.JPG"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-2pqx240GX68/TmXp9tptDgI/AAAAAAAAFy0/tsZV0ZL5MfQ/s200/IMG_1488.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5649178554041961986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chodzę z Tymkiem na spacery po osiedlu. Już nie dookoła bloku, ale dookoła jakichś 10 bloków.&lt;br /&gt;Siedzimy na placu zabaw.&lt;br /&gt;Jeździłam niedawno sama rowerem po osiedlu.&lt;br /&gt;Już trzy razy jechałam kawałek sama tramwajem - pierwszy raz od... Nie pytajcie nawet.&lt;br /&gt;Noc z soboty na niedzielę spędziłam w domu sama z Tymkiem - wykąpałam go, położyłam spać, pooglądałam serial, położyłam się i zasnęłam bez większych problemów.&lt;br /&gt;A dzisiaj pokonałam kolejną "górę" - poszłam z małym na zakupy do naszego pobliskiego Tesco. I zrobiłam je. I przeżyłam :-D I wychodząc ze sklepu miałam ochotę krzyczeć z radości :-)&lt;br /&gt;Powoli, małymi kroczkami, zaczynam odzyskiwać normalne życie. Mam nadzieję, że tym razem już się nie cofnę. A jeśli nawet, to szybko się podniosę i spróbuje od nowa.&lt;br /&gt;Nie jest idealnie. Dużo mi brakuje do normalnego funkcjonowania. Sama na drugi koniec miasta na razie nie odważę się jechać. Iść na spacer gdzieś na Lublinek też nie. Jak robię coś nowego - wchodzę do sklepu, zapuszczam się gdzieś dalej w osiedle - denerwuję się. Łomocze mi serce, mam miękkie nogi, drżą ręce. Ale już się tego nie obawiam tak panicznie. Mówię sobie "trudno, to minie, to tylko moja wyobraźnia" i idę :-)&lt;br /&gt;Po raz pierwszy od... nie mam pojęcia, jak dawna... potrafię siedzieć na ławce i rozkoszować się tym. Nie patrzę nerwowo na zegarek, nie myślę ciągle, że jestem poza domem. Wystawiam twarz do słońca, czytam i delektuję się tą chwilą. Zwyczajnie cieszę się spacerem z Synem. Tak jak powinno być :-)&lt;br /&gt;Nie jestem pewna, skąd się bierze ta siła, której tak długo mi brakowało, ale chyba z bezgranicznej, bezwarunkowej miłości do Tymka. Z tego, że chcę być jak najlepszą mamą, pokazać mu świat, nie przelewać na niego moich obaw. Chcę żeby mógł na mnie polegać, czuć się ze mną bezpiecznie.&lt;br /&gt;Dziękuję ci, Synku :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-979841779960216133?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/979841779960216133/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=979841779960216133' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/979841779960216133'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/979841779960216133'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/09/zmiany-zmiany-pozytywne.html' title='Zmiany, zmiany... Pozytywne.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-2pqx240GX68/TmXp9tptDgI/AAAAAAAAFy0/tsZV0ZL5MfQ/s72-c/IMG_1488.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-734379957756010921</id><published>2011-07-13T21:52:00.004+02:00</published><updated>2011-07-13T22:16:35.645+02:00</updated><title type='text'>Lipiec.</title><content type='html'>Od kilku dni zabieram się, żeby poczynić wpis i jakoś nie idzie...&lt;br /&gt;Czuję, że wypadałoby się odezwać, ale jakoś czasu brak, ewentualnie weny. No i w sumie nic szczególnego się nie dzieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znów się lato rozpanoszyło, choć dopiero co była przecież wiosna.&lt;br /&gt;Rok minął nie wiadomo kiedy - dwanaście miesięcy temu poczułam w brzuchu pierwsze delikatne pukanie, drganie i od tego czasu nic już nigdy nie będzie się równać z tym magicznym uczuciem. Nie wiedziałam jeszcze, czy smyra mnie po pęcherzu chłopiec czy dziewczynka. Zaokrąglał mi się brzuszek i strasznie mi się to podobało. Na dobre rozpoczął się remont naszego mieszkania.&lt;br /&gt;Aktualnie zawartość brzucha, zwana Tymkiem, śpi w naszej wyremontowanej sypialni, po tym jak godzinę ją usypialiśmy (zawartość, nie sypialnię, rzecz jasna ;-) Tak od kilku dni jest - długie, burzliwe usypianie, nocne pobudki, a w ciągu dnia skrócone drzemki, wieczne marudzenie i płacz do utraty tchu, gdy tylko zniknę z pola widzenia... Podobno jest coś takiego, jak kryzys ósmego miesiąca. Coś mi się widzi, że to właśnie to...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wakacje mijają nam, a zwłaszcza Konradowi, dosyć pracowicie. Zabrał się bowiem za wykańczanie różnych dupereli remontowych, których nie udało się zrobić w zeszłym roku. Mamy więc w końcu plafon w salonie (zamiast gołej żarówki ;-p) , suszarkę do bielizny pod balkonowym sufitem (jest genialna!), wentylację w łazience już prawie ;-)&lt;br /&gt;Wieczorami dla relaksu oglądamy filmy. Czasem Konrad ogląda coś sam po rosyjsku, czasem razem wybieramy jeden z wielu, wielu filmów czekających na obejrzenie chyba ładne 3 lata... I tak zaliczyliśmy już "Zagubioną autostradę" (nie mam pojęcia o co chodziło, jak to u Lyncha;-) , "Dzikość serca" (dziwny, ale dla Cage'a warto;-) , "Zapach kobiety" (wspaniały!), "Człowiek z blizną" (ostatnie 20 minut przespałam ;-) , "Tożsamość" (ja ponownie, ale znowu mnie zaskoczył) oraz "Skandalista Larry Flynt" (bardzo dobre).&lt;br /&gt;Przez te filmowe wieczory chodzimy późno spać (północ to norma, zdarza się i o pierwszej), a potem Dzieć łobuzuje po nocy, więc wiecznie chodzimy niewyspani.&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że nie wyśpię się już nigdy :-p Czego Wam nie życzę.&lt;br /&gt;I zmykam dziś może trochę wcześniej do łóżka :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-734379957756010921?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/734379957756010921/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=734379957756010921' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/734379957756010921'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/734379957756010921'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/07/od-kilku-dni-zabieram-sie-zeby-poczynic.html' title='Lipiec.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-98000102022729608</id><published>2011-06-25T14:12:00.006+02:00</published><updated>2011-06-25T18:34:28.977+02:00</updated><title type='text'>Wakacyjnych wspomnień ciąg dalszy.</title><content type='html'>Obiad dla nas wstawiony do pieca, zupka jarzynowa w brzuchu Dziecia, można pisać dalej ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy poznałam Konrada, przestałam jeździć z Rodzicami w góry (czy gdziekolwiek). Myślę, że nie dlatego, że go poznałam, ale to po prostu był już taki czas - gdybym była wtedy tzw. singielką, to pewnie zaczęłabym jeździć z koleżankami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze nasze wspólne wakacje to wspomniany już obóz harcerski w Bieszczadach - jakoś niewiele stamtąd pamiętam, ale może usprawiedliwia mnie fakt, że byłam otumaniona zakochaniem ;-) To co utkwiło mi w głowie, to mój wielki pech zdrowotny - w czasie pobytu zrobił mi się ohydny czyrak, użądliło mnie jakieś dziadostwo w stopę (podejrzewam, że był to szerszeń) - przez kilka dni nie mogłam chodzić, a tuż przed powrotem dorobiłam się kaszlu i gorączki; jak się okazało po przyjeździe do Sieradza - miałam zmiany w oskrzelach i chyba w płucach nawet. Przyszli teściowie leczyli mnie jak własną córkę :-) Tego samego lata wybraliśmy się we dwoje pod namiot, na wieś, do teściów kuzynki Agnieszki. Wieś nazywała się Mogilno, myliśmy się głównie szlauchem, a produkty żywnościowe trzymaliśmy w torbie termicznej w dołku wykopanym w ziemi :-) Było dosyć ekstremalnie, ale... byliśmy we dwoje i oczywiście tylko to się wtedy liczyło :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne lata to krótkie improwizowane wyjazdy z ekipą sieradzką, pod namioty albo do domków letniskowych. Najpierw, chyba po mojej maturze, obskurne pole namiotowe Szałe pod Sieradzem. Wesoła gromadka, piękna pogoda, niezbyt czysty zalew :-) Moje główne skojarzenia z tym wyjazdem - dziurawy ponton, który posłużył do wyprawy niejakiego Fakulca po gruszki. Jedzenie "gorących kubków" w środku nocy przed namiotem. Spacery do wsi po denaturat do kochera :-D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później (nie pamiętam czy rok czy dwa lata) - Borki (wedle folderu reklamowego - lepsze od Majorki ;-) z Michałem i Markiem. Noce w namiotach, podróże stopem do Tomaszowa, rezerwat Niebieskie Źródła, bilard w naleśnikarni, wieczorne spacery, gapienie się w gwiazdy, wypatrywanie nietoperzy, długie rozmowy o pierdołach :-) Fantastycznie wspominam tamte kilka dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-wfPALuI0w7A/TgYDjrpyT8I/AAAAAAAAFeI/60RtCS2dmck/s1600/Pla%25C5%25BCa%252C%2B%25C5%259Alesin%252C%2Bsierpie%25C5%2584%252705..jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-wfPALuI0w7A/TgYDjrpyT8I/AAAAAAAAFeI/60RtCS2dmck/s200/Pla%25C5%25BCa%252C%2B%25C5%259Alesin%252C%2Bsierpie%25C5%2584%252705..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622185096366936002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ślesin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Któreś kolejne wakacje, pewnie rok później, to Ślesin, tym razem domek letniskowy, nasza dwójka, Marek i Ufo. Boski pstrąg w pobliskiej smażalni, ping-pong z Ufokiem, chińskie zupki jedzone na ganku, spacery po okolicy, rowery wodne i... kajak (tak odważyłam się!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej surrealistyczne Dresso pod Sulejowem - drewniane domki w środku niczego, a dokładniej w środku lasu. Niedaleko bilard, piłkarzyki, rzeka, do której pierwszego popołudnia wleźliśmy w ubraniach i pizza w Sulejowie. Tego dnia, gdy byliśmy na tej pizzy, urodził się syn Agnieszki - Kubuś. Pamiętam jak dziś telefon od mojej Mamy - wyszłam na taras tej pizzerii i podekscytowana słuchałam nowin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 2008 roku wakacje spędziliśmy w Anglii, szykując się już psychicznie do powrotu po kilku miesiącach "wygnania" - dokładnie 18 sierpnia wsiedliśmy w Liverpoolu w samolot do Łodzi :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa lata temu kilka dni znowu w Borkach, tym razem nie pod namiotem, a w drewnianym domku i nie z Misiem i Markiem, ale z Ufokiem. I znowu naleśnikarnia (niestety - bilard zlikwidowali), wyprawy do Tomaszowa (tym razem nie stopem, a Mazdą Ufoka), spacery na tamę i długie sesje badmintona na trawie :-) Stamtąd miły kolega Ufo odwiózł nas do hotelu SPA Magellan, w którym to weekendowy pobyt wygrał mój małżonek. Było bosko - basen, jacuzzi, fantastyczne jedzenie, a za oknem - las. In minus - Konrad wrócił stamtąd z poważnym zapaleniem ucha. No ale było, minęło. Pamiątką po tej chorobie jest... hodowana do dziś broda ;-) Nie chciało mu się wtedy golić i jakoś mu się spodobało ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ecPeWojI9s4/TgYEyZuBw3I/AAAAAAAAFeY/SWxqJ1cNf1s/s1600/IMG_2330.JPG"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ecPeWojI9s4/TgYEyZuBw3I/AAAAAAAAFeY/SWxqJ1cNf1s/s200/IMG_2330.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622186448762553202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;                                                                        &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Borki 2 (foto Ufoka)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zeszłoroczne wakacje wspominam z mieszanymi uczuciami. Nigdzie nie byliśmy. Remontowaliśmy mieszkanie. A właściwie Konrad remontował, no i robotnicy. Pył, brud, smród, hałas, bajzel... Ale jednocześnie to miłe wspomnienia, bo na tamten czas przypadł drugi trymestr mojej ciąży. A więc nie tylko pamiętam brud i hałas, ale też upragnione zaokrąglanie się brzucha, pierwsze wyraźne ruchy małego, USG połówkowe, na którym dowiedzieliśmy się, że Tymek to Tymek...&lt;br /&gt;Mnóstwo, mnóstwo wspomnień - piosenek, kolorów, zapachów, rozmów. I prawie same miłe. Oczywiście pamiętam, że nie było zawsze idealnie - czasem się chorowało, kłóciło z Rodzicami albo z Konradem, czasem pogoda była do bani, żarcie nie takie, w łazience zimna woda (albo dobrze jak łazienka w ogóle była - patrz pole namiotowe Szałe), czy rzeczony remont... Ale trzymam się tych dobrych momentów i wspominam je z wielkim uśmiechem na twarzy :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym roku... Cóż, fundusze chyba nie pozwolą nam na żaden wyjazd, zresztą przy tak małym dziecku muszą być jednak względnie dobre warunki - choćby ciepła woda, łóżko, kuchenka. Odwiedzimy pewnie Sieradz - będziemy chodzić na lody i nad rzekę, oglądać pociągi, odwiedzać prababcię... I będzie też ekstra :-)&lt;br /&gt;A za rok... Kto wie? Może wypuścimy się z małym pod namiot do Borek? ;-) Na Majorce nie byłam, nie mam porównania. Marek twierdzi, że Majorka jednak fajniejsza, ale mnie tam się w Borkach podoba ;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-98000102022729608?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/98000102022729608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=98000102022729608' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/98000102022729608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/98000102022729608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/06/wakacyjnych-wspomnien-ciag-dalszy.html' title='Wakacyjnych wspomnień ciąg dalszy.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-wfPALuI0w7A/TgYDjrpyT8I/AAAAAAAAFeI/60RtCS2dmck/s72-c/Pla%25C5%25BCa%252C%2B%25C5%259Alesin%252C%2Bsierpie%25C5%2584%252705..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-2831596446217353678</id><published>2011-06-25T12:54:00.003+02:00</published><updated>2011-06-25T13:19:42.324+02:00</updated><title type='text'>Wakacyjne wspomnienia.</title><content type='html'>Zainspirowała mnie do tego wpisu Mama, wspominając swoje różne wakacyjne eskapady...&lt;br /&gt;Jak niemal wszyscy - uwielbiałam i uwielbiam wakacje. Oczywiście gdy byłam dzieckiem i nastolatką, były bardziej ekscytujące choćby z tego względu, że nie chodziło się do szkoły;-) Niemniej do tej pory czuję, że ten czas ma w sobie coś magicznego, być może dlatego, że jako pracownicy oświaty oboje z małżonkiem mamy w zasadzie nadal prawdziwe wakacje :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszych moich wyjazdów wakacyjnych nie pamiętam, kojarzę tylko ze slajdów czy zdjęć - mała Kasia w Ldzaniu - w kapelusiku, wśród krzaków, zapewne z jakimiś owocami. Troszkę starsza - w Dziwnowie, bawi się w piasku ze starszą kuzynką Anią. Potem już z małym Mateuszkiem - w Szczawinie... Stamtąd mam jakieś przebitki wspomnień - kleszcz w ramieniu, karmienie kur... Niewiele więcej.&lt;br /&gt;Tak naprawdę jakieś żywsze wspomnienia dotyczą dopiero wczasów w Pogorzelicy - zorganizowane spacery po lesie, gdzie zgubiłam cudną zabawkę - Poja. Zabawy organizowane dla dzieci przez grubą panią "kaowcową" ;-) Tańczyliśmy na nich Lambadę, o ile pamiętam ;-) Ognisko na terenie ośrodka, ohydny budyń z sokiem na podwieczorki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pamiętam w którym roku zaczęliśmy jeździć w góry całą rodziną. Mateusz miał chyba 6 lat, a może 7?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Krościenku byliśmy kilka razy, te pobyty zlewają mi się w jedno ogólne wspomnienie dotyczące tego miasteczka. Moje pierwsze wrażenie teraz, po latach, można zamknąć w dwóch słowach - "urocza dziura" ;-) Malutkie centrum, z budką z goframi, przystankiem PKS, sklepikami z pamiątkami (do tej pory czuję specyficzny zapach, jaki w nich panował - drewna i rzemyków), jadłodajnią przy szkole gastronomicznej, gdzie jadaliśmy pomidorówkę... Oczywiście karczma "U Walusia", gdzie również się stołowaliśmy, no i imponujący most, troszkę nie pasujący do tego małego miasteczka. Słabo pamiętam wycieczki, choć wiem, że chadzaliśmy na Trzy Korony, Sokolicę, Lubań, do Wąwozu Homole, do Szczawnicy - deptakiem wzdłuż szosy. Najbardziej chyba utkwiła mi w pamięci wyprawa do zamku w Czorsztynie, do którego przeprawialiśmy się z Mamą, jej znajomymi i ich dziećmi... na nogach przez Dunajec :-o Dziś jestem skłonna uznać to za dosyć dużą nieodpowiedzialność, wtedy to była dla mnie przygoda ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam też cudowną Milówkę. Pyszne ciastka w cukierni na rogu, restaurację u pani Danusi, w której zawsze czuliśmy się znakomicie - dzięki kontaktowej, ciepłej właścicielce. Dziwny antykwariat (a może nie antykwariat?), w którym kupiłam książeczkę o Nirvanie. Wycieczkę na Rachowiec (dobrze pamiętam, Mamo?), do Lalików (a może Lalik?), spacery do Węgierskiej Górki. Po kilku latach pojechałam tam znowu, mając chyba 18 czy 19 lat, z Konradem. Też było super, ale to już nie było to - te wyprawy z Rodzicami i Mateuszem miały niepowtarzalny urok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o góry to byliśmy też w Krynicy Górskiej i Zawoi, jednak to Krościenko i Milówka najsilniej wryły mi się w pamięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzieś po połowie podstawówki zaczęły się zagraniczne wyjazdy z naszą wychowawczynią, zwaną Kaczką. Najpierw Niemcy (miejscowość w górach nazywała się Klingenthal, jakoś dobrze zapamiętałam), potem Czechy, w końcu Słowacja. Świetne wakacje, niepowtarzalny klimat wchodzenia w okres dojrzewania ;-) A później, na przełomie podstawówki i liceum, kolonie w Zawoi, które dosyć mocne piętno odcisnęły na moim życiu. Tam zaczęłam powoli intelektualnie i emocjonalnie, stawać się osobą, którą jestem teraz - przynajmniej tak czuję. Ubierałam się na czarno, nosiłam glany pod kolana, strzygłam się na 1,5cm i czułam się ze sobą świetnie. Byłam lubiana, adorowana, zawarłam tam znajomości, które - choć nieco rozluźnione - trwają do dziś. Następnego roku pojechałam na obóz z tego samego biura, również do Zawoi, była część starej ekipy (Kamilka i Gandzia), jednak w większości były to inne osoby. I muszę przyznać, że choć także mile wspominam tamten wyjazd, to już nie było to...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No a potem nastał czas Konrada i, poza wspólnym obozem harcerskim w Bieszczadach, zupełnie inna jakość wakacji - wyjazdy we dwoje, ewentualnie z grupką przyjaciół...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpisałam się jak potłuczona, a tu trzeba by nakarmić rodzinę, o wyjazdach "innego rodzaju" napiszę więc za jakiś czas :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-2831596446217353678?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/2831596446217353678/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=2831596446217353678' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2831596446217353678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2831596446217353678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/06/wakacyjne-wspomnienia.html' title='Wakacyjne wspomnienia.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-5191325755924902620</id><published>2011-06-07T13:50:00.004+02:00</published><updated>2011-06-07T18:45:44.770+02:00</updated><title type='text'>Kolejny rok minął...</title><content type='html'>Wczoraj były moje urodziny.&lt;br /&gt;Z kalendarza wynika, że 28, choć ja wciąż, jak co roku, nie czuję się na więcej, niż 20 :-) Zdaje się, że na tyle też wyglądam, co przestało mnie martwić, więcej nawet - z każdym rokiem cieszy mnie bardziej ;-) Kiedy niedawno byłam w pewnym liceum, żeby zanieść moje CV, nie mogłam się wydostać, bo nie wiedziałam, że drzwi są na domofon. Zapytałam więc przechodzącej kobiety (chyba nauczycielki), jak otworzyć drzwi, a ona do mnie odzywa się tymi słowy: "Musisz nacisnąć ten przycisk z lewej strony" :-D&lt;br /&gt;Tak więc kalendarz swoje, a ja swoje - jak 10 lat temu chodzę w glanach i dżinsach, bardzo rzadko się maluję, głośno śmieję się na ulicy i prawie nie przybywa mi zmarszczek :-)&lt;br /&gt;Urodziny to pretekst do podsumowań. Może to banalne trochę, ale trudno mi się oprzeć :-p&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To był intensywny rok. Trochę dobry, trochę zły, jak całe życie.&lt;br /&gt;Najważniejsze oczywiście - urodził nam się Tymek :-) Choć czasem mam ochotę wystawić go za okno albo zamknąć w szafie, to nie da się zaprzeczyć, że kocham go strasznie i nie wyobrażam już sobie chyba, że mogłoby go nie być. Jest słodki jak cukiereczek, ma już 4 zęby, turla się jak szalony, eksplorując coraz większe obszary (dziś sturlał się z kołdry rozłożonej na podłodze i pocałował nogę od stołu :-D) i wcina ze smakiem gotowane przeze mnie zupki, co mnie szalenie cieszy:-)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-MD2gxAHSCQ0/Te5VmISsf8I/AAAAAAAAFYI/a-GuMss3vHM/s1600/IMG_0952.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-MD2gxAHSCQ0/Te5VmISsf8I/AAAAAAAAFYI/a-GuMss3vHM/s200/IMG_0952.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5615519898926874562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zrobiliśmy remont mieszkania i mamy swoją wymarzoną sypialnię, o ścianach w kolorze lawendy i wychuchaną kuchnię z widokiem na czereśnię, która wiosną bajecznie kwitnie.&lt;br /&gt;Pokochałam pieczenie; za sprawa męża wzbogaciłam się o formę do tarty i blachę do muffinek. Niemal co tydzień w naszym domu pachnie teraz ciastem:-)&lt;br /&gt;Ja chwilowo jestem bez pracy, nieśmiało się rozglądam, ale że brak mi entuzjazmu, to idzie średnio...&lt;br /&gt;W rodzinie ciężki czas już od dosyć dawna, podstępna choroba chce nam zepsuć radość z Tymka, ale nie do końca się jej udaje, bo ta radość jest wielka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i tak to jest...&lt;br /&gt;Mam lat 28, ważę znowu 49kg, jestem żoną, mamą, mam czarno-białego kota i chyba jednak sporo szczęścia w życiu :-)&lt;br /&gt;Oby dalej było jeszcze lepiej :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-5191325755924902620?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/5191325755924902620/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=5191325755924902620' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5191325755924902620'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5191325755924902620'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/06/kolejny-rok-mina.html' title='Kolejny rok minął...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-MD2gxAHSCQ0/Te5VmISsf8I/AAAAAAAAFYI/a-GuMss3vHM/s72-c/IMG_0952.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-6108908314213062687</id><published>2011-05-16T15:50:00.003+02:00</published><updated>2011-05-16T18:02:04.297+02:00</updated><title type='text'>Bohaterowie.</title><content type='html'>Chodzi mi ten wpis po głowie już od kilku dni...&lt;br /&gt;Zbliża się Dzień Matki, trochę potem - Dzień Ojca. Ale nie będę już z nim zwlekać.&lt;br /&gt;Kiedyś przeczytałam, żeby nie tracić nigdy okazji, by powiedzieć komuś, że się go kocha. I nie czekać.&lt;br /&gt;Ten wpis dedykuję moim Rodzicom, bo ich kocham jak nie wiem co;-)&lt;br /&gt;Zawsze byli (i nadal są!) moimi bohaterami.&lt;br /&gt;Kiedy byłam dzieckiem Mama była dobrą wróżką, która potrafiła z pudełka po butach wyczarować domek dla lalek (w jaki sposób domek skończył - na to spuszczę zasłonę milczenia;-) , uszyć złotą sukienkę jak dla królewny i piekła fantastyczne torty. Dziś podziwiam ją za determinację, z jaką zawalczyła o siebie - wyszła z ciężkiej depresji, jest świetną, energiczną, zadbaną kobietą - chciałabym taka być, mając tyle lat, ile ma Mama ;-)&lt;br /&gt;Ponad dwadzieścia lat temu Tata był moim bohaterem, który nauczył mnie jeździć na rowerze, zabierał na wyprawy w góry, wiedział wszystko o gwiazdach i planetach:-) Dziś, codziennie od nowa, zadziwia mnie siłą i walecznością. Walczy ze wstrętną chorobą tak, jak ja nigdy nie walczyłam o nic. Nie wiem czy bym potrafiła. Chciałabym być tak silna, mieć w sobie tyle woli walki, optymizmu, co on.&lt;br /&gt;Razem tworzą fajny związek, mimo ponad 30 lat spędzonych razem, wciąż wydają się być w sobie zakochani. Mają lepsze i gorsze momenty, jak to w każdym związku, ale tak naprawdę jeśli moje małżeństwo będzie za 20 lat wyglądać tak jak małżeństwo moich Rodziców, to będę uważała to za wielki sukces:-)&lt;br /&gt;Mamo, Tato - z okazji nadchodzących Waszych "świąt" i całkiem bez okazji, życzę Wam wszystkiego cudownego.&lt;br /&gt;Kocham Was bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-FpEJjiWkvgg/TdFKW4xN1UI/AAAAAAAAFPM/XgZDEBkdUdE/s1600/rodzice.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-FpEJjiWkvgg/TdFKW4xN1UI/AAAAAAAAFPM/XgZDEBkdUdE/s200/rodzice.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607344768109368642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-6108908314213062687?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/6108908314213062687/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=6108908314213062687' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6108908314213062687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6108908314213062687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/05/bohaterowie.html' title='Bohaterowie.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-FpEJjiWkvgg/TdFKW4xN1UI/AAAAAAAAFPM/XgZDEBkdUdE/s72-c/rodzice.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-7692499749196695690</id><published>2011-05-14T08:10:00.005+02:00</published><updated>2011-05-14T08:16:54.924+02:00</updated><title type='text'>No i proszę:-)</title><content type='html'>Jednak jest:-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-2HGBleZi2q0/Tc4dsJZX3QI/AAAAAAAAFN8/tcdEn8AFuRk/s1600/babka%2Bmarmurkowa.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-2HGBleZi2q0/Tc4dsJZX3QI/AAAAAAAAFN8/tcdEn8AFuRk/s200/babka%2Bmarmurkowa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606451230396636418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wprawdzie komentarze zniknęły, ale to akurat nie taka straszna strata.&lt;br /&gt;Po deszczowym wczorajszym dniu, dziś znów słonko. I ciasto mi się wczoraj udało.&lt;br /&gt;Więc humor mam dziś dobry. I dziecko moje też ma dobry, śmieje się do mnie szczerbato (choć na dole ma już PRAWIE dwie jedynki;-) i wymachuje śliniakiem. Lecę go przewinąć i ubrać, mam nadzieję, że pójdziemy we trójkę na długi spacer.&lt;br /&gt;I Wam radzę to samo;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-7692499749196695690?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/7692499749196695690/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=7692499749196695690' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7692499749196695690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7692499749196695690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/05/no-i-prosze.html' title='No i proszę:-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-2HGBleZi2q0/Tc4dsJZX3QI/AAAAAAAAFN8/tcdEn8AFuRk/s72-c/babka%2Bmarmurkowa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-5884082950569274665</id><published>2011-05-13T21:42:00.002+02:00</published><updated>2011-05-13T21:46:53.526+02:00</updated><title type='text'>Był wpis, nie ma wpisu.</title><content type='html'>Kto zdążył przeczytać ten ma szczęście.&lt;br /&gt;Przez półtora dnia były problemy z Bloggerem, wchodzę dziś wieczorem - nie ma ostatniego wpisu. A tak się naprodukowałam. Niech to szlag trafi :-/&lt;br /&gt;Bardzo mi smutno, wpis był prosto z serca, sentymentalny, na uśmiechnięcie się.&lt;br /&gt;Nie będę go powtarzać, to już by nie było to samo...&lt;br /&gt;Może cholerny Blogger jeszcze go przywróci.&lt;br /&gt;Ech... Trzynasty, i do tego piątek ;-p&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-5884082950569274665?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/5884082950569274665/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=5884082950569274665' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5884082950569274665'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5884082950569274665'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/05/by-wpis-nie-ma-wpisu.html' title='Był wpis, nie ma wpisu.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-7722120370152645833</id><published>2011-05-12T08:19:00.000+02:00</published><updated>2011-05-13T22:37:30.739+02:00</updated><title type='text'>Już maj!</title><content type='html'>Mój ulubiony miesiąc w roku.&lt;br /&gt;Niestety, jak wszystko, co ulubione, przemija zbyt szybko. Dopiero się zaczął, a tu już prawie połowa... Cieszę się więc nim, póki czas.&lt;br /&gt;Oczywiście czerwiec jest też wspaniały, lipiec i sierpień również są przyjemne, o ile nie ma zbyt dużych upałów, bardzo lubię wrzesień...&lt;br /&gt;Ale tylko maj ma to "coś".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W maju, jedenaście lat temu, po raz pierwszy spotkałam swoich teściów :-) Pogoda była przepiękna, gorąco, chyba cieplej, niż teraz. Miałam 17 lat, a mój przyszły małżonek 18 :-D Nie wiem, czy ktokolwiek sądził wtedy, że zostaniemy małżeństwem. No, ja wiedziałam ;-) Pamiętam jak mama, ciepła kobieta o głosie, który do tej pory kojarzy mi się z Kasią Nosowską, towarzyszyła mi w kuchni, gdzie jadłam przed wyjściem na ognisko kanapkę z żółtym serem i rzodkiewką :-) Na obiad były paluszki rybne...&lt;br /&gt;Poznałam też wtedy Marka i Michała, wówczas dość dla mnie przypadkowe i obojętne osoby... Nie miałam pojęcia, jak ważni będą w moim życiu - uważam ich dotąd za bardzo dobrych przyjaciół:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas szybko mijał i cztery lata później, 1 maja - w dniu wejścia Polski do UE, Konrad poprosił mnie o rękę. Znów pamiętam szczegóły, mam przed oczami jakby fotografie z tamtych dni. Poznań, znów przepiękny, słoneczny przełom kwietnia i maja. Spacery po parkach - a w nich forsycje, bzy, kwitnące kasztany. Pokój w akademiku, gdzie przyszły mąż karmił mnie zupką z serka topionego (PYCHA!), omletem z salami, awokado z twarożkiem i tuńczykiem :-) TEN wieczór - kawiarnia Drugi Dom, pierścionek z cyrkonią, ciepły deszcz na rynku, gdzie słuchaliśmy koncertu na dudy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybko minęło trochę ponad dwa lata i - też w maju, tyle że pod koniec - staliśmy na ślubnym kobiercu ;-) Kobierca wprawdzie nie pamiętam, za to utkwiły mi w pamięci jakieś przedziwne złote dekoracje na ścianach urzędu. I znowu ładna pogoda, choć nieco wietrznie. Panika przed wyjściem, bo świadek (Miśku, do tej pory pamiętam stres, jakiego mi przysporzyłeś;-) się spóźnia. Zniszczony obcas nowego kremowego pantofla. Kremowa taksówka i białe, BOSKO pachnące frezje. Tłum ludzi. Przesympatyczna pani kierownik USC. Mocny głos Konrada składającego przysięgę, i mój - też mocny, pewny, choć mniej donośny. I mój śmiech - obrączka nie chciała wejść mi na palec (utyłam z tych nerw?;-) Morze kwiatów, morze dobrych życzeń, góra prezentów i prezencików. Boski tort w kawiarni Cafe Wiedeńska. Potem w pubie Szafa tosty z żółtym serem :-D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cztery lata później, ślub Miśka i Asi. Oczywiście - piękna pogoda, ciepły wiatr, urokliwy kościółek kawałek za Sieradzem. Znów migawki - stoimy pod kościołem we trójkę - ja, Konrad i Marek, nikogo jeszcze nie ma, wygłupiamy się. Kolejna migawka - młodzi przyjeżdżają srebrnym nowym "garbusem", którego - jak się później okazuje - Michał sprezentował małżonce. Cyk - następne wspomnienie: organista uruchamia buczące jak startujący  śmigłowiec organy, Michał robi jakąś minę, wszyscy dusimy się ze  śmiechu, najbardziej dusi się partner siostry Michała - niejaki Lewy:-)  Potem cyk: już jedziemy korowodem samochodów do sali weselnej - kropi,  świeci słońce, widać tęczę. W momencie gdy wszyscy wreszcie pakujemy się  do sali, z nieba rozlewają się wiadra deszczu... Wspaniały wieczór,  bardzo mile wesele :-)&lt;br /&gt;Parę dni potem - Dzień Matki, podglądamy na monitorze USG małego człowieka w moim brzuchu. Jeszcze nie wiemy, czy to on czy ona, ale najważniejsze, że zdrowe i macha do nas rączką, nonszalancko opierając nogę o "strop" swojego mieszkanka ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-QEFEgRcviaQ/TcuHkAHYQUI/AAAAAAAAFL4/XSTXQVnf2KA/s1600/wcina%2Bskarpetki.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-QEFEgRcviaQ/TcuHkAHYQUI/AAAAAAAAFL4/XSTXQVnf2KA/s200/wcina%2Bskarpetki.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5605723213768704322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dziś jest z nami, ma 5,5 miesiąca i idzie mu już drugi ząb. Właśnie się obudził, weszłam do sypialni zwabiona jego pogruchiwaniem. Nadal nonszalancki - tym razem noga w ustach ;-)&lt;br /&gt;Zmykam więc - przewinąć, przebrać, poprzytulać - życząc Wam wspaniałego maja. Jeszcze ponad dwa tygodnie! :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-7722120370152645833?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/7722120370152645833/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=7722120370152645833' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7722120370152645833'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7722120370152645833'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/05/juz-maj.html' title='Już maj!'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-QEFEgRcviaQ/TcuHkAHYQUI/AAAAAAAAFL4/XSTXQVnf2KA/s72-c/wcina%2Bskarpetki.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-7628370842977103499</id><published>2011-04-27T16:10:00.003+02:00</published><updated>2011-04-27T16:32:35.494+02:00</updated><title type='text'>Trochę słońca.</title><content type='html'>O problemach dziś nie będzie.&lt;br /&gt;No bo nie i koniec, ani słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiosna w ostatnich dniach rozpanoszyła się po okolicy na dobre. Kiedy po niecałym tygodniu spędzonym u Rodziców wróciłam do domu, zastałam za oknami wodospad zieleni, drzewa i krzaki kipiące od drobnych białych i różowych kwiatków! A gdy wyjeżdżałam dopiero jedna czereśnia kwitła nieśmiało (przez te parę dni... jej kwiaty opadły!). Forsycje obłędnie żółte (choć też niedługo przekwitną), pod balkonem niezapominajki, mlecze... Niedługo zakwitnie bez :-D&lt;br /&gt;Dni coraz dłuższe, ciepłe, staramy się chodzić z Ptysiem na długie spacery, na ile jest to możliwe. Całkiem nieźle opanowaliśmy motanie się z chustą, więc praktykujemy spacerki "chustowe" - Tymek też za nimi przepada:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Synek skończył 5 miesięcy. Ma nadal świetny apetyt, ładnie zjada nie tylko mleko z piersi, ale też nowości - kleik ryżowy, a od wczoraj - marchewkę. Pomarańczową papkę wciągał wczoraj i dzisiaj aż mu się uszy trzęsły :-) Coraz bardziej zainteresowany światem, wszystko bierze do rąk i do buzi. Bardzo towarzyski (czasem aż za bardzo ;-) Niespecjalnie lubi się zajmować sam sobą, najszczęśliwszy jest na rączkach, ewentualnie leżąc na brzuchu, ale pod warunkiem, że ktoś go zabawia ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja, zaniepokojona nieco swoim wilczym apetytem i obłędnym spadkiem wagi, zrobiłam wreszcie badania krwi - morfologię i hormony tarczycy. Wszystko w normie, zatem chyba karmienie piersią tak mnie "zżera". W święta pojadłam pyszności nawet więcej niż zwykle, obecnie staram się nieco uspokoić rozbuchany apetyt na słodycze :-p&lt;br /&gt;Ale z praktykowania słodkich wypieków podczas weekendów zrezygnować oczywiście nie zamierzam. Ostatni mój wyczyn to chlebek bananowo-krówkowy. W jedno popołudnie w trzy osoby wciągnęliśmy całą keksówkę, do ostatniego okruszka :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znużona szukaniem alternatyw dla umowy z denerwującą firmą telekomunikacyjną (nazwa na O, pomarańczowe logo:-p), dla świętego spokoju przedłużyłam ją na kolejne dwa lata :-p Mam z głowy, a przy okazji mniejszy abonament i nowy telefon :-)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-x1bB3RamSpE/TbgoJ2L-knI/AAAAAAAAFD0/Om0qjQr0cdo/s1600/happy%2Bpills.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-x1bB3RamSpE/TbgoJ2L-knI/AAAAAAAAFD0/Om0qjQr0cdo/s200/happy%2Bpills.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5600270286264898162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak że oprócz kłopotów, których ostatnio milion wali się nam na głowę, pojawia się też trochę miłych akcentów. I naprawdę bardzo to doceniam.&lt;br /&gt;A jak już jest naprawdę niefajnie, to zawsze można posłodzić życie... pigułką szczęścia ;-) Mój kochany Brat przywiózł nam cały słoik ze swojej wyprawy do Barcelony.&lt;br /&gt;Trzymamy na mocno "chandryczne" dni.&lt;br /&gt;Oby ich było jak najmniej - życzę i sobie, i Wam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-7628370842977103499?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/7628370842977103499/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=7628370842977103499' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7628370842977103499'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7628370842977103499'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/04/troche-sonca.html' title='Trochę słońca.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-x1bB3RamSpE/TbgoJ2L-knI/AAAAAAAAFD0/Om0qjQr0cdo/s72-c/happy%2Bpills.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-2578552786366657419</id><published>2011-04-13T14:39:00.002+02:00</published><updated>2011-04-13T14:47:34.126+02:00</updated><title type='text'>Czasem smutniej...</title><content type='html'>Czasem jest smutno.&lt;br /&gt;Złe wiadomości. Zła pogoda. Żal - nie wiadomo za czym czy do kogo.&lt;br /&gt;Bolesna świadomość przemijania.&lt;br /&gt;Gdy cierpi ktoś bliski, serce pęka na tysiąc kawałków, które posklejać bardzo trudno.&lt;br /&gt;Płaczę gdy nikt nie patrzy, staram się zbierać siły na jeszcze gorszy czas.&lt;br /&gt;Pachną muffinki z niespodziankami, upieczone dla zajęcia myśli i na poprawę humoru. Zapach wlewa troszkę słońca do serca.&lt;br /&gt;Dużo spokoju dziś wszystkim życzę.&lt;br /&gt;I zdrowia, bo gdy go brak - wali się wszystko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-2578552786366657419?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/2578552786366657419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=2578552786366657419' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2578552786366657419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2578552786366657419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/04/czasem-smutniej.html' title='Czasem smutniej...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-3653956127257408903</id><published>2011-04-08T17:23:00.005+02:00</published><updated>2011-04-09T00:22:21.668+02:00</updated><title type='text'>Dawne marzenie.</title><content type='html'>Za oknem szaro, ponuro, kropi i wieje.&lt;br /&gt;Choć na trawniku od strony balkonu zakwitły nam już forsycje, pogoda dziś bardziej listopadowa. Mam nadzieję, że to chwilowe :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymul ma dziś Dzień Śpiocha, odwalił już dziś jedną drzemkę prawie 3-godzinną, co jest niewątpliwie rekordem ostatnich tygodni. Wstał, pojadł, poskrzeczał, pouśmiechał się w sumie 2,5 godziny, a teraz przysnął znowu. Oglądam, a raczej słucham, "Kuchenne rewolucje" na VOD Onet, gdzie Magda Gessler robi tzw. rozpierduchę w restauracjach, które słabo sobie radzą i... chodzi mi po głowie moje dawno wymyślone i nadal aktualne marzenie.&lt;br /&gt;Marzy mi się mianowicie mały, miły lokal na osiedlu, gdzie mieszkam, przyjazny mamom z dziećmi w wieku niemowlęcym i przedszkolnym, czyli takimi, które nie zawsze jest z kim zostawić, gdy chce się po południu (albo przed :-) ) wyskoczyć z koleżanką na kawę i plotki.&lt;br /&gt;Wszystko w głowie mam zaplanowane.&lt;br /&gt;Kameralna sala, prosto urządzona, ale przytulna, ładne zdjęcia na ścianach (może fotografie mojego Brata z jego podróży?...). Kolorowe talerzyki, kubki - każdy z innej parafii, jak u mnie w domu ;-) Krzesełka do karmienia niemowląt, małe kolorowe stoliki i krzesełka dla dzieci w wieku przedszkolnym. Niedużo, dla 10-12 kobiet i podobnej ilości dzieci. Czysta, skromna łazienka z kącikiem do pielęgnacji niemowląt. Zaciszna kanapa w kąciku, może nawet za jakąś lekką zasłonką, do karmienia piersią. Dla dzieci zabawki, kartony i kredki, kolorowy dywan, na którym można by się bawić...&lt;br /&gt;I podgrzewacz do dyspozycji mam - żeby podgrzać słoiczek z deserkiem czy kaszkę.&lt;br /&gt;Menu - oczywiście dobra kawa z ekspresu ciśnieniowego, smakowe herbaty, soki - może świeżo wyciskane. Ciasta i ciastka domowej roboty, codziennie świeże (oczywiście potrzebowałabym kogoś do pomocy ;-) ) Do kawy - kosteczka czekolady. Może też kanapki, oczywiście świeżo przygotowywane - dla kogoś kto woli na podwieczorek bułkę pełnoziarnistą z twarożkiem i rzodkiewką, zamiast ciasta czekoladowego ;-) I może owoce sezonowe - miseczka truskawek z  bitą śmietaną albo pieczone gruszki - czemu nie? :-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-DmS9bxqtZ4Q/TZ88SYpl0uI/AAAAAAAAE2I/68EAZG62JlA/s1600/kawaa.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 200px; height: 140px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-DmS9bxqtZ4Q/TZ88SYpl0uI/AAAAAAAAE2I/68EAZG62JlA/s200/kawaa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5593255548769653474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W tle cicha, kobieca muzyka - Norah Jones, Katie Melua, Dido, Eva Cassidy...&lt;br /&gt;I jeszcze książki i kolorowe czasopisma - żeby sobie wziąć z półki i poczytać przy kawie, choć podejrzewam, że panie raczej zagadywałyby siebie nawzajem, nawiązywałyby się trwałe znajomości - tak mi się marzy. Bo wiem jak to jest - być uwiązaną z dzieckiem w domu, bez koleżanek...&lt;br /&gt;Wspaniale by było, cudownie bym się czuła, prowadząc takie miejsce, patrząc jak młode mamy i ich dzieci nawiązują przyjaźnie, pałaszując babkę-pieguskę, czekoladowe muffinki, cytrynową tartę czy domowy sernik :-)&lt;br /&gt;Zawsze jak o tym pomyślę, czuję zapał, uśmiecham się :-)&lt;br /&gt;I tylko funduszy brak... (i pomysłu na nazwę;-) )&lt;br /&gt;Ech, gdyby tak wygrać w totka... Wcale nie chciałabym spocząć na laurach i żyć z procentów. Otworzyłabym wtedy taką knajpkę gdzieś niedaleko mojego domu i myślę, że byłabym bardzo szczęśliwa.&lt;br /&gt;Może kiedyś... :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-3653956127257408903?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/3653956127257408903/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=3653956127257408903' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/3653956127257408903'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/3653956127257408903'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/04/dawne-marzenie.html' title='Dawne marzenie.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-DmS9bxqtZ4Q/TZ88SYpl0uI/AAAAAAAAE2I/68EAZG62JlA/s72-c/kawaa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-7544703892379720355</id><published>2011-04-04T09:42:00.003+02:00</published><updated>2011-04-04T10:03:18.744+02:00</updated><title type='text'>Urok zwykłych poranków.</title><content type='html'>Jakoś sporo myśli mam ostatnio do przelania na... miło byłoby napisać, że na papier, bo "na klawiaturę" nie brzmi tak przyjemnie, ale jakie są fakty - każdy widzi ;-)&lt;br /&gt;Piszę więc, z nadzieją, że czyta to więcej niż jedna osoba ;-) Jeśli czytacie, zostawcie, proszę, czasem jakieś słowo, nie ukrywajcie się. Miło mi będzie wiedzieć, że ważne osoby zaglądają tu czasem.&lt;br /&gt;Piękny mamy poranek, a właściwie już przedpołudnie. Pewien portal internetowy wróżył deszcze na dzisiaj, ale na razie jakoś ich nie widać - piękne wiosenne słońce zagląda mi w okno kuchni, gdzie przy stole siedzę z laptopem. W sypialni potomek uskutecznia drzemkę.&lt;br /&gt;Miło tak słonecznie i konstruktywnie zacząć dzień :-)&lt;br /&gt;Wstałam o siódmej, razem z małżonkiem, żeby mu przygotować sałatkę do pracy. Dziś niezdrowo, ale pysznie ;-) Ser żółty, kosteczki szynki (czy też czegoś do szynki podobnego), suszone śliwki, kukurydza z puszki, nasiona słonecznika (zdrowy akcent!), majonez. Do tego bułka, banan, czekoladka. Lepsze to niż kaszanka zjedzona na kolację ;-)&lt;br /&gt;Dzięki temu, że tak wcześnie wstałam, trochę już mam zrobione, a dzień długi przed sobą. Jestem już ubrana, włosy umyte, kuchnia ogarnięta, śniadanie zjedzone, dwie herbaty wypite - z ukochanego kubka z kotami, kupionego w supermarkecie za dychę :-) Kiełki rzodkiewki i pszenicy wysiane, za trzy dni będą gotowe, może do zdrowszej sałatki dla męża :-)&lt;br /&gt;Wielkimi krokami zbliża sie koniec mojego zasiłku macierzyńskiego, najwyższa już pora rozejrzeć się za jakąś pracą... Serce mi się ściska z przerażenia, jak o tym pomyślę, ale co się odwlecze... Wiadomo... Dziś może usiądę nad CV, jak synio pozwoli, pomyślę gdzie je wysłać/zanieść. Może odważę się też w końcu wysłać aplikacje do kilku wydawnictw, może któreś da mi szansę spróbować swych sił w pracy korektora... Wspaniale byłoby dostać choć próbkę do wykazania się :-)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-rhDUkENR6vA/TZl6bP0pvcI/AAAAAAAAE1Y/6RC8THcUpHk/s1600/IMG_0593.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-rhDUkENR6vA/TZl6bP0pvcI/AAAAAAAAE1Y/6RC8THcUpHk/s200/IMG_0593.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591635020879609282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A tymczasem, przy paluszkach z sezamem, siądę z moim zeszytem w maliny, jagody, poziomki - i zaplanuję obiady na najbliższe 3 dni.&lt;br /&gt;Najpierw przyjemność, potem obowiązki ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrego dnia!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-7544703892379720355?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/7544703892379720355/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=7544703892379720355' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7544703892379720355'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7544703892379720355'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/04/urok-zwykych-porankow.html' title='Urok zwykłych poranków.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-rhDUkENR6vA/TZl6bP0pvcI/AAAAAAAAE1Y/6RC8THcUpHk/s72-c/IMG_0593.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-8263016234988144710</id><published>2011-04-02T08:49:00.004+02:00</published><updated>2011-04-02T11:26:41.500+02:00</updated><title type='text'>Zmiany.</title><content type='html'>Jak chyba każdy od razu zauważył - zmieniłam ubranko mojego bloga.&lt;br /&gt;Chciałam tak na wiosnę coś odświeżyć, być może potem wrócić do moich starych "kropek". Ale wygląda na to, że nie da się tego zrobić, takie tło już nie jest dostępne :-p Mam więc nadzieję, że to Wam się podoba, bo zapewne zostanie tu przez jakiś czas. A potem może znowu zachce mi się zmian? :-) W końcu nie tylko moje wpisy mogą oddawać mój nastrój w aktualnym czasie, dekoracje też :-) A nastrój mam ostatnio często właśnie taki: zielono-dmuchawcowy :-) Wiosenny.&lt;br /&gt;Pachnie dziś u nas w domu od rana ciastem marchewkowo-bananowym, które upiekłam pierwszy raz, wedle przepisu z internetu.&lt;br /&gt;Nie chcę tego bloga zamieniać w bloga kulinarnego. Gdzie mi tam do internetowych bogiń kuchni, których blogi przeglądam ostatnio z upodobaniem :-p Ale postanowiłam się jednak pochwalić, bo ciasto wygląda baaardzo apetycznie :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-BPS2hybqvnk/TZbqRKQIxuI/AAAAAAAAEzo/Ak5clW9gzD0/s1600/ciasto%2Bmarch.-ban.%2B1.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-BPS2hybqvnk/TZbqRKQIxuI/AAAAAAAAEzo/Ak5clW9gzD0/s200/ciasto%2Bmarch.-ban.%2B1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5590913567957763810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Miłej (i smacznej) soboty!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-8263016234988144710?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/8263016234988144710/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=8263016234988144710' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8263016234988144710'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8263016234988144710'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/04/zmiany.html' title='Zmiany.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-BPS2hybqvnk/TZbqRKQIxuI/AAAAAAAAEzo/Ak5clW9gzD0/s72-c/ciasto%2Bmarch.-ban.%2B1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4334340339729440388</id><published>2011-03-29T08:23:00.000+02:00</published><updated>2011-03-29T18:13:22.755+02:00</updated><title type='text'>Wiosna... ach to Ty! :-)</title><content type='html'>Witam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiosna, wiosna nadchodzi!&lt;br /&gt;Ach, jak mnie to cieszy ogromnie! Wprawdzie słyszałam plotki okrutne, że na Wielkanoc ma być śnieg z powrotem, ale póki co świeci boskie słońce, temperatura wyraźnie na plusie (i ma rosnąć!), a w powietrzu czuje się to COŚ, co zawsze poprzedza nadejście mojej ulubionej pory roku :-D&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-I9cobMgJtco/TZGET89QbpI/AAAAAAAAEww/UrsLz1rPTq0/s1600/bocianki.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-I9cobMgJtco/TZGET89QbpI/AAAAAAAAEww/UrsLz1rPTq0/s200/bocianki.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5589394090858933906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Aż chce się żyć!&lt;br /&gt;Do ważnych dla mnie ludzi zawitała też wiosna w postaci... wizyty bociana;-) Jestem ogromnie ucieszona, czekałam na tę wiadomość niemal jak na wiadomość o własnej ciąży :-p&lt;br /&gt;Trzymajcie się kochani i dbajcie o ten cud! Życzę Wam bardzo powodzenia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co u nas nowego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wszystkim lub prawie wszystkim wiadomo - 11 dni spędziliśmy w szpitalu, a właściwie Tymek spędził. 8 marca zostaliśmy przyjęci na oddział niemowlęcy w Szpitalu CZMP z diagnozą - obturacyjne zapalenie oskrzeli i zapalenie płuc + nieżyt noso-gardła. Tymuś był bardzo biedny, kasłał, furczał, nie mógł oddychać przez nos, nie mógł przez to ssać mleka, miał duszności. Trudne było dla mnie pozostać z nim na cichym i pustym już o tej porze (przyjęto nas koło 18-tej) oddziale, ale wiedziałam, że trzeba i że ktoś musi z nim zostać. I że to muszę być ja - z racji karmienia małego piersią.&lt;br /&gt;Całego pobytu opisywać nie chcę, bo nie bardzo chce mi się do tego wracać w szczegółach.&lt;br /&gt;Napomknę tylko, że biedny Tymuś przez 4 noce musiał być beze mnie, bo się rozchorowałam. Dostawał wtedy mleko sztuczne z butli, na szczęście po moim powrocie od razu przypomniał sobie, jak ssać "cycusia".&lt;br /&gt;Że 5 spośród 6 nocy, jakie spędziłam z nim na oddziale, przespałam na fotelu (nie mając przez ten czas możliwości położenia się nawet na chwilę). Na ostatnią noc (gdy jeszcze nie było wiadomo, że to ostatnia) dostałam - hura! - lekarską leżankę :-/&lt;br /&gt;I że malutki był bardzo dzielny, choć inhalacje to była jego zmora (moja też:-p), jak mu tylko przytykałam maseczkę do twarzy, zaczynał protestować.&lt;br /&gt;Ale wszystkie te trudności opłaciły się, bo w 11 dobie zostaliśmy wypisani do domu z czystymi oskrzelami i płucami.&lt;br /&gt;Aktualnie Tymo czuje się znakomicie, dokazując całymi dniami, aż momentami mam go dosyć :-p&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopaczek nasz skończył w sobotę 4 miesiące!&lt;br /&gt;Jak ten czas leci! Szok! Dopiero co pisałam, że skończył trzy... Ani się obejrzymy, a będzie pół roku!&lt;br /&gt;Tymul jest coraz bardziej kontaktowy, wydaje bardzo dużo różnych dźwięków. Ostatnio nauczył się - niestety! - piszczeć:-p&lt;br /&gt;Łapie już ładnie grzechotkę i potrafi nią długo potrząsać, a także czasem przekłada z ręki do ręki. No i oczywiście z upodobaniem pcha ją do ust (jak wszystko inne, co się znajdzie w jego pulchnych łapkach).&lt;br /&gt;Położony na brzuchu - wysoko i bardzo długo trzyma głowę uniesioną, najczęściej podpierając się na przedramionach, poczynił już też kilka prób przewrócenia się samodzielnie na bok/plecy.&lt;br /&gt;Noszony na rękach w pionie trzyma głowę na tyle sztywno, że nie trzeba jej już podtrzymywać.&lt;br /&gt;Posadzony w półleżeniu na kolanach dorosłego, plecami do jego brzucha, siłą mięśni swojego brzuszka próbuje podciągać się do siedzenia - nawet skutecznie, choć na razie nie bardzo pozwalamy mu siedzieć, jeszcze na to za wcześnie.&lt;br /&gt;Ma nadal olbrzymi apetyt, mam wrażenie, że nawet coraz większy. Niedługo moje piersi przestaną wystarczać i zaczniemy powoli wprowadzać jedzonka typu papka z marchewki:-) Ale to za jakiś miesiąc myślę, może półtora.&lt;br /&gt;Ma poczucie humoru, waży już chyba 7kg (przy wypisie ze szpitala 6900g) i coraz więcej rzeczy nosi już w rozmiarze 68. Kolejne pajacyki i koszulki w rozmiarze 62 wędrują do "archiwum":-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tyle o Tymku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jeszcze u mnie?&lt;br /&gt;Zmiany wiosenne. A dokładnie jedna duża zmiana. Nagle zafascynowało mnie gotowanie. Wielka od zawsze miłość do jedzenia wybuchła jakby ze zdwojoną siłą, podejrzewam, że w wyniku dwukrotnej w ostatnim czasie konieczności zastosowania rygorystycznej, lekkostrawnej diety;-) Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nagle odkryłam w sobie też miłość do gotowania :-p Może pojawiła się ona w wyniku konieczności - nasza sytuacja jest taka, że jak chcę zjeść coś konkretnego, muszę to sobie na ogół sama zrobić - Konrada ostatnio więcej nie ma w domu, niż jest... Nieistotne jednak skąd, grunt, że pojawiła się i mam nadzieję, że już zostanie. Wcześniej była przykrą koniecznością, teraz - głęboko zafascynowana przeglądam strony internetowe z przepisami kulinarnymi i planuję wypróbowanie wielu z nich w niedalekiej bądź nieco dalszej przyszłości. Plany na zupełnie bliską przyszłość to tarta na obiad (jeszcze nie wiem z czym, może z fetą i ziołami?...) oraz ciasto marchewkowo-bananowe. Na dalszą - z racji obostrzeń związanych z karmieniem - cudowne ciasta i ciastka czekoladowo-orzechowe. Już wypróbowałam przepis na cytrynową babkę piaskową, podobną jak piekło się u mnie w domu, gdy byłam dzieckiem, na weekendy. Sukces! :-) Smak dzieciństwa odtworzony:-)&lt;br /&gt;Tak więc proszę o trzymanie kciuków, żeby mi ta nowa pasja nie przeszła zbyt łatwo - chciałabym żeby moje dzieci miały dobrze gotującą mamę i żeby niedziele kojarzyły im się z domowym ciastem:-) Wprawdzie trochę czasu minie jeszcze, zanim Tymo będzie tych ciast próbował, ale... Nie zaszkodzi już się wprawiać;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tyle chyba.&lt;br /&gt;Piękna pogoda od rana, więc idę pod prysznic, żeby zdążyć wyjść z młodym na krótki spacerek, zanim Konrad wybędzie na 10 godzin do pracy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uściski wiosenne!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4334340339729440388?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4334340339729440388/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4334340339729440388' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4334340339729440388'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4334340339729440388'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/03/witam.html' title='Wiosna... ach to Ty! :-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-I9cobMgJtco/TZGET89QbpI/AAAAAAAAEww/UrsLz1rPTq0/s72-c/bocianki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-8302392693097685575</id><published>2011-03-07T22:07:00.001+01:00</published><updated>2011-03-07T22:37:07.768+01:00</updated><title type='text'>O miłości i nie tylko.</title><content type='html'>Pewna dobra znajoma (BUZIAKI, ASIU!:-)  zwróciła mi wczoraj uwagę, że dawno nic nie pisałam... Ja na to, że nie mam jakoś weny, że w sumie nie ma o czym...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-_hLfMZBg-8A/TXVP8Pw8MBI/AAAAAAAAEpU/Btte2w3YHaY/s1600/chce%2Bchwyci%25C4%2587%2B%25C5%25BCab%25C4%2599%2B-%2B3%2Bmiesi%25C4%2585ce.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_hLfMZBg-8A/TXVP8Pw8MBI/AAAAAAAAEpU/Btte2w3YHaY/s200/chce%2Bchwyci%25C4%2587%2B%25C5%25BCab%25C4%2599%2B-%2B3%2Bmiesi%25C4%2585ce.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5581455209638146066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Lecz po namyśle muszę stwierdzić, że jest o czym! Że co dzień dzieją się rzeczy ważne, wielkie, wspaniałe... Nie dzielenie się nimi z czystego lenistwa (A FE!) to po prostu egoizm.&lt;br /&gt;A nie utrwalanie ich, to głupota, której będę za kilka lat gorzko żałować.&lt;br /&gt;Patrzę na zdjęcia małego ze szpitala i w głowie mi się nie mieści, że zaledwie 3 miesiące temu był taką maluśką pchełką, z nie do końca otwartymi oczkami... Tak bardzo się zmienia!&lt;br /&gt;Trzeba łapać chwile, bo szybko mijają i nigdy nie powrócą, nigdy już nie przeżyję pewnych wrażeń, emocji, wzruszeń...&lt;br /&gt;Więc nadrabiam:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość przyszła nie wiadomo skąd i nie do końca wiadomo kiedy.&lt;br /&gt;Pierwsze wspólne tygodnie były bardzo trudne. Mały budził się w nocy, płakał podczas przewijania, obchodziliśmy się z nim trochę jak z jajkiem (nigdy nie zapomnę mojego obsesyjnego strachu związanego z jego wielką głową, kiwającą się bezwładnie na wszystkie strony jak na szypułce :-p) Ja byłam po cięciu słaba, obolała, nie wolno mi było się forsować. Hormony szalały. Piersi bolały... Rosła we mnie irytacja, zniecierpliwienie, zwątpienie - czy to była słuszna decyzja? Czy naprawdę powinniśmy mieć dziecko? Czy ja powinnam być mamą? Trudne emocje podkręcał fakt, że jakoś głupio było mi się z tego zwierzać komukolwiek - jak to, wątpić czy się chce własnego dziecka?! (nawiasem mówiąc dopiero później przeczytałam w pewnej książce dla mam, że takie emocje są udziałem większości kobiet w pierwszych tygodniach po porodzie - szkoda że tak późno to przeczytałam:-p)&lt;br /&gt;No ale nie można się było już z tego wycofać... I dobrze:-)&lt;br /&gt;Nie wiem kiedy irytacja zaczęła ustępować czułości. Pojawiła się cierpliwość, radość z obcowania z tym małym człowiekiem. Poczułam się lepiej, psychicznie i fizycznie. Mam więcej siły, bardziej mi się chce, nie tylko nabrałam wprawy w przewijaniu, ubieraniu małego, ale wręcz polubiłam to:-) To samo z karmieniem. Na początku przykry obowiązek - teraz stał się... no, może nie ulubionym elementem dnia, ale na pewno są to miłe chwile, spędzone z synkiem blisko, w spokoju...&lt;br /&gt;Przed porodem byłam zwolenniczką "chłodnego chowu"... Nie sądziłam, że to kiedyś napiszę, ale...Chromolić chłodny chów ;-) Chcę Tymkowi dać maksymalnie dużo ciepła, tulę go, noszę, biorę nad ranem do naszego łóżka (choć zarzekałam się, że nigdy w życiu;-) i ogólnie rzecz biorąc... ROZPIESZCZAM. Nie umiem inaczej, po prostu skradł moje serce. Dałabym mu wszystko, oddałabym życie za niego - teraz już jestem pewna - choć kiedyś uważałam takie stwierdzenie za patetyczny frazes...&lt;br /&gt;Aktualnie jest chory... Serce mi pęka, gdy słyszę jak kaszle i rzęzi. Oddałabym dużo, żeby zachorować zamiast niego, żeby tylko on się nie męczył... nie sadziłam, że pokocham go tak bardzo. Nie sądziłam chyba, że można tak kochać...&lt;br /&gt;Wiem, jak bardzo pompatycznie to wszystko brzmi, ale wszystko to najprawdziwsza prawda :-) I tylko to się liczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak bardziej prozaicznie...&lt;br /&gt;Tymo skończył 3 miesiące. Jest dużym chłopakiem - na ostatnim mierzeniu w przychodni miał 62cm i ważył 6600g (wciąż tylko na piersi!) W ciągu dnia coraz bardziej aktywny, absorbujący - uwielbia być noszony na rękach, a jego druga ulubiona rozrywka to siedzenie w bujaczku i obserwowanie naszej zwykłej aktywności - dzięki temu często mogę ugotować obiad czy poprasować stertę tetry nawet gdy nie śpi. Ma poczucie humoru - śmieszą go dziwne dźwięki typu imitowanie pierdzenia lub gdakania kury, rymowane wierszyki, wesołe pioseneczki. Uśmiecha się szeroko na widok pochylających się nad nim twarzy, w szczególności preferuje te znane sobie - takie mam wrażenie. Jest dzielny i grzeczny u lekarza oraz podczas podawania leków. Przeważnie przesypia całe noce - od 22-giej do 6-tej.  Leżąc na brzuchu wysoko i długo utrzymuje główkę. Włożona do ręki grzechotką potrafi potrząsać bez wypuszczania nawet 15-20 minut (dziś zaobserwowałam:-) Wydaje mnóstwo dźwięków. Ostatnio odkrył istnienie swoich rąk - wyciąga je przed siebie i w skupieniu, z pewnym zdziwieniem, kontempluje zaciśnięte piąstki. Bardzo lubi kąpiele i spacery (ale nie lubi być ubierany na spacer). Potrafi dać się we znaki, np. wymuszając histerycznym płaczem noszenie na rękach, ale w porównaniu do dzieci z zasłyszanych opowieści - jest dosyć spokojnym i bardzo pogodnym dzieckiem.&lt;br /&gt;No i w ogóle jest strasznie fajny:-)&lt;br /&gt;Prawdziwy skarb nam się trafił ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uch, rozpisałam się trochę, musi Wam znowu na dłuższy czas wystarczyć;-)&lt;br /&gt;Do następnego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-8302392693097685575?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/8302392693097685575/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=8302392693097685575' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8302392693097685575'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8302392693097685575'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/03/o-miosci-i-nie-tylko.html' title='O miłości i nie tylko.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-_hLfMZBg-8A/TXVP8Pw8MBI/AAAAAAAAEpU/Btte2w3YHaY/s72-c/chce%2Bchwyci%25C4%2587%2B%25C5%25BCab%25C4%2599%2B-%2B3%2Bmiesi%25C4%2585ce.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-122346911079117850</id><published>2011-01-03T17:51:00.000+01:00</published><updated>2011-01-03T18:50:29.126+01:00</updated><title type='text'>Kilka tygodni później...</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Życie nagle nabrało szalonego tempa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Już wcześniej myślałam, że czas szybko biegnie, ale nie doceniłam go - potrafi znacznie szybciej :-p&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Przy małym dziecku nie wiadomo kiedy zlatuje cała doba. I następna, i następna...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Dzień mój wygląda w ten sposób, że zwykle w okolicach ósmej budzi mnie kwękanie głodnego ssaka;-) Przewijam go więc, daję jeść, odkładam do łóżeczka lub zostawiam w naszym łóżku i idę &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TSIFZYQR-YI/AAAAAAAAETg/0M3CmFddZoE/s1600/na%2Blozku.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TSIFZYQR-YI/AAAAAAAAETg/0M3CmFddZoE/s200/na%2Blozku.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558010823694219650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;sobie zrobić śniadanie - o ile małemu nie włączy się syrena pt. "Niech mnie ktoś przytuli". Zjadam, przeglądam ulubione strony w internecie, przy odrobinie szczęścia uda mi się wziąć prysznic, ale to nie zawsze :-p No i okazuje się, że Dzieć znowu głodny. Więc przewijam, karmię... Przychodzi czas i mojego drugiego śniadania. Zjadam, potem wieszam pranie albo odkurzam, zależy co jest do zrobienia, posiedzę trochę w necie i... robi się pora kolejnego karmienia... Po nim robię i zjadam obiad (niekiedy jest to przerywane czynnościami typu tulenie i uspokajanie, bo młodemu akurat się nudzi albo boli go brzuch, bo się przejadł). Ogarniam kuchnię po obiedzie i... zgadnijcie co ;-) Tak, następne karmienie. Nieraz przy okazji przewijania zostaje obsrane pół sypialni, więc trzeba sprawnie uprzątnąć, czasem przebrać drania, bo bywa, że śpiochy też zarobią przy okazji... Potem z małym srajkiem trzeba posiedzieć, pogadać do niego, położyć go na brzuszku, żeby ćwiczył podnoszenie głowy... Już czas na podwieczorek, więc zjadam, szykuję obiad Konradowi, który wraca z pracy, pobuszuję chwilę po forach, poprasuję stertę tetry (której idą zastraszające ilości, bo mały ulewa jak fontanna) i - surprise, surprise - oto pora kolejnego karmienia :-D Jeśli mam mniej szczęścia to zamiast prasowania tetry i buszowania po forach uspokajam Tymka wrzeszczącego wniebogłosy, gdy tylko się oddalę na odległość większą niż 30cm :-o I tak dalej...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;I nagle robi się 23,30; wszyscy padamy wycieńczeni :-p Przeważnie mamy w ciągu nocy dwie pobudki, w odstępach około 3,5 godziny, niekiedy dłużej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Obiecywałam sobie, że Tymek nie będzie spał z nami w łóżku i dotrzymuję tej obietnicy po części;-) Mianowicie śpi u siebie w łóżeczku do ostatniego nocnego karmienia zazwyczaj, po którym zostawiam go już w naszym łóżku i śpimy sobie razem do rana. Ma to tę zaletę, że przytulony - bardzo szybko się uspokaja i zasypia, i nie trzeba go lulać, co ma dosyć istotne znaczenie dla ludzi z wiecznym deficytem snu :-p&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;No a poza tym, pomijając wadę będącą udziałem chyba każdego niemowlęcia - RYK - jest cudny. Nadal dużo śpi i względnie mało marudzi, chyba że ma zły dzień&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: arial;font-family:georgia;" &gt;(wtedy najchętniej wsadziłabym&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TSIFiCa_LxI/AAAAAAAAETo/7ik4QhIVG0s/s1600/usmiech.JPG"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TSIFiCa_LxI/AAAAAAAAETo/7ik4QhIVG0s/s200/usmiech.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558010972452368146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: arial;font-family:georgia;" &gt; go z powrotem do brzucha). Rośnie jak na drożdżach. Jest prześliczny. Podnosi głowę, rozgląda &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: arial;font-family:georgia;" &gt;się, wodzi wzrokiem za przedmiotami. Lubi muzykę (często słucha ze mną nie jakichś tam &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: arial;font-family:georgia;" &gt;kołysanek, ale porządnej muzy - Dżemu, Eddiego Veddera, Evy Cassidy, starych Wilków, ewentualnie dźwięków natury ;-) i uspokaja się przy niej. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;No i uśmiecha się - może jeszcze nie świadomie, ale adekwatnie do sytuacji:-) I jest to najsłodszy uśmiech świata :-D&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-122346911079117850?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/122346911079117850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=122346911079117850' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/122346911079117850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/122346911079117850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2011/01/kilka-tygodni-pozniej.html' title='Kilka tygodni później...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TSIFZYQR-YI/AAAAAAAAETg/0M3CmFddZoE/s72-c/na%2Blozku.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4664778552097608443</id><published>2010-12-05T21:12:00.000+01:00</published><updated>2010-12-08T20:26:08.839+01:00</updated><title type='text'>Poród.</title><content type='html'>Tymek jest już z nami:-)&lt;br /&gt;Jest prześliczny:-)&lt;br /&gt;Jest naszym cudem:-)&lt;br /&gt;A było to tak...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwaga - opis będzie dosyć szczegółowy - chcę sobie dobrze zapamiętać ten czas. Bardzo wrażliwi może powinni ominąć;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się w piątkowy poranek, w ubiegłym tygodniu. O siódmej obudził mnie dziwny ból brzucha, inny, niż różne drobne pobolewania, które odczuwałam będąc w ciąży. Świadoma jednak istnienia skurczy przepowiadających, uznałam, że trzeba czekać. Po kwadransie pojawiła się kolejna fala bólu - niezbyt silnego, ale dziwnego, z napięciem w dole brzucha. Po kolejnym kwadransie - następna. Konrad spał, w piątki pracuje dopiero od 13-tej. Wstałam, zrobiłam sobie śniadanie, zrobiłam codzienną internetową "prasówkę". Ból nadal pojawiał się i znikał. Pomyślałam, że to jednak może być to, ale byłam nadal bardzo spokojna - nie pomyślałam wcześniej, że będę tak spokojna, gdy zacznie się mój poród:-) Obudziłam Konrada i powiedziałam mu, że podejrzewam, że to może być dziś. Wstał, jeszcze na pełnym luzie, wziął prysznic, zjadł śniadanie... Ja postanowiłam wziąć ciepłą kąpiel, żeby zobaczyć, czy skurcze nie miną - sposób ze szkoły rodzenia. Nie minęły. Pojawiały się z umiarkowaną regularnością, ale konsekwentnie powracając wciąż i wciąż. Teraz już byłam niemal pewna, że to TO, ale nie chciałam nakręcać siebie ani Konrada. Dopakowałam torbę do szpitala, wysuszyłam włosy na szczotkę, żeby jakoś wyglądać;-) Przed 11-tą zdecydowałam, że nie ma co dłużej czekać, trzeba się zbierać do szpitala, bo skoro mają mnie pociąć, nie powinno się rozkręcić za bardzo, a zdawało mi się, że skurcze zwiększają częstotliwość. Konrad zadzwonił do pracy, że go nie będzie, potem jeszcze - dowcipniś - zawołał mnie, aby zrobić ostatnie zdjęcie dokumentujące progres w wielkości brzucha :-p Wreszcie wezwaliśmy taksówkę i udaliśmy się do pobliskiego szpitala Madurowicza, gdzie na Izbie Przyjęć zbadano mnie, powiedziano, że faktycznie coś się zaczyna i jak mam mieć cesarkę, to żebym nie wracała już do domu, ale... oni mnie nie przyjmą, bo nie ma miejsc (!) Lekko podenerwowani zabraliśmy swoje manatki i zadzwoniliśmy po kolejną taksówkę, która zawiozła nas do szpitala będącego naszym drugim wyborem - Centrum Zdrowia Matki Polki. Muszę przyznać, że pokonywanie torów kolejowych było prawdziwą udręką i był to moment, kiedy zaczęłam już trochę się denerwować :-p&lt;br /&gt;W rzeczonej Matce Polce przyjęto mnie bez mrugnięcia - za to z wypełnianiem tysięcy papierów i odpowiadaniem na te same pytanie każdemu kolejnemu lekarzowi i położnej:-/ Na oddziale mnie zbadali i stwierdziwszy, że skurcze są nieregularne (choć częste), a rozwarcia nie ma, zdecydowali, że poleżę ja sobie do poniedziałku (no, chyba, że się przez weekend rozkręci) Gwiazdy mi stanęły przed oczami, bo bóle były już naprawdę silne, co około 7-8 minut. No ale z lekarzami przecież się nie wykłócisz :-/ Wtedy dopiero zadzwoniliśmy do Mamy, że jestem w Matce Polce i przydałoby mi się parę rzeczy donieść, bo w pospiechu zapomniałam spakować. Po informacji, że poród będzie w poniedziałek, Konrad pojechał do wieczornej pracy, ja zaś, po serii badań (w tym tzw. ktg, mierzącego siłę i regularność skurczów), zjadłam drożdżówkę, bo ostatni mój posiłek tego dnia to było śniadanie, a zrobiła się już 16-ta. Cały czas chodziłam po korytarzu, podczas skurczu starając się oddychać spokojnie, choć nie było to łatwe. Między skurczami rozmawiałam z położnymi, nawet żartowałam - dowiedziałam się od jednej, że jak naprawdę się zacznie poród, to już nie będę się śmiać :-/ Nie minęło dużo czasu i przyszedł jakiś inny lekarz. Obejrzał wynik ktg i stwierdził - Eureka! - że jest silna, regularna czynność skurczowa (jak widać można się śmiać podczas porodu, położna nie miała racji). Powiedział, że skoro tak się sprawy mają to potną mnie jak tylko minie... 5 godzin od ostatniego jedzenia :-/ No i przyznam uczciwie, że było to 5 godzin koszmaru. Mama poszła do domu krótko przed 19-tą, a ja zadzwoniłam do Konrada, żeby po zajęciach wrócił do szpitala - miał dotrzeć ok.20-tej. Te samotne półtorej godziny na cichym oddziale Patologii Ciąży, z bólami, które wydawały się trwać non-stop, to była wieczność... Przyznaję się, koło 19-tej, po 12 godzinach skurczy, nie byłam już taka pewna, czy wolałabym rodzić siłami natury :-p&lt;br /&gt;Konrad przyjechał dosłownie w samą porę, niecałe pół godziny potem kazali mi się przebrać w szpitalną koszulę, założyli wenflon i cewnik (szczegółów oszczędzę, ale dosyć wyrafinowana tortura to jest :-p) i około 21-wszej zabrali mnie na blok operacyjny. Konrad mógł towarzyszyć mi do drzwi. Bardzo miły (i przystojny;-) pan anestezjolog obiecał, że postara się, żebym nie spanikowała na stole;-) Kazał wygiąć plecy w łuk, druga pani anestezjolog przytrzymała mnie, żebym się nie ruszyła. Poczułam dotknięcia czegoś zimnego (znieczulenie przed znieczuleniem?) na skórze, potem ledwie wyczuwalne ukłucie i... natychmiast przestało boleć:-D Poczułam się tak, jakbym weszła do pasa do ciepłej wody. Chwilę potem nogi zaczęły mi drętwieć, a potem całkiem straciłam czucie. Założyli parawanik, dali mi maseczkę z tlenem i zaczęło się. Ciągle zagadywałam anestezjologa, czy wszystko jest OK, bo wrażenie paraliżu sięga trochę wyżej, niż do pasa, miałam wrażenie, że na piersi leży mi worek cementu i że niemal nie oddycham. Dowiedziałam się, że oddycham idealnie ;-) Poczułam, że poruszają moim ciałem, odczuwałam jakieś szarpanie, naciskanie, ale żadnego bólu. Po kilku minutach powiedzieli, że mam synka :-))) Nie zapłakał od razu, dopiero po kilkunastu sekundach - potem dowiedziałam się, że był trochę śnięty, prawdopodobnie lekko niedotleniony. Kazali mi szybko przygotować mowę powitalną:-) Ja też śnięta, więc gdy mi go pokazali i dali do pocałowania, wymamrotałam tylko parę słów. Był taki słodki i biedny - zaciskał mocno oczy, pewnie go światło raziło... Po chwili dano mi do przeczytania na głos napisy na plastikowych bransoletkach, którymi "oznaczono" Tymulka. Zabrali go na oddział noworodkowy, po drodze pokazując zdenerwowanemu tacie, a mnie pozszywali - podobno trwało to ze 40 minut, ale ja kompletnie straciłam poczucie czasu. Po drodze na salę pooperacyjną z intensywną opieką zobaczyłam się z Konradem. Dał mi mój telefon, dzięki czemu już w nocy mogłam zacząć dzielić się radosną nowiną:-)&lt;br /&gt;Noc spędziłam na OIOM-ie, podpięta pod kroplówki i aparaturę kontrolującą funkcje życiowe. Mogłam sobie obserwować na kolorowym monitorze mój puls, ciśnienie i saturację ;-) Anestezjolog przyszedł zobaczyć jak się czuję i przykazał zacząć przekręcać się na boki (bez podnoszenia głowy!) jak tylko odzyskam czucie w nogach. Po około godzinie zaczęłam czuć ranę na brzuchu, nogami mogłam poruszać niewiele później. Dostałam leki przeciwbólowe i potem całą noc starałam się regularnie przekręcać z boku na plecy, potem na drugi bok i z powrotem... Posypiałam trochę, ale generalnie byłam zbyt rozemocjonowana, żeby na dobre zasnąć, napisałam też kilka smsów do "krewnych i znajomych królika":-) Konrad przysłał mi zdjęcie Tymulka zaraz po wywiezieniu z sali, jeszcze golutkiego :-)&lt;br /&gt;Na OIOM-ie poleżałam sobie do 11-tej, bo położnym z góry jakoś nie spieszyło się, żeby po mnie &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TPv-YvIZYzI/AAAAAAAAERo/dPlC-RYRdJg/s1600/powitanie.JPG"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TPv-YvIZYzI/AAAAAAAAERo/dPlC-RYRdJg/s200/powitanie.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5547307066958897970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;przyjechać :-p Jak już mnie ulokowały w zwykłej sali pooperacyjnej, jeszcze podpiętą do monitorka, kroplówek, z cholernym cewnikiem, przyjechał Konrad. I Tymulek w łóżeczku szpitalnym :-D Był po prostu przesłodki, jeszcze słodszy niż w nocy, gdy widziałam go gołego i z zaciśniętymi powiekami. Teraz dopiero mogliśmy się naprawdę przywitać:-) Choć byłam zmęczona, obolała (postanowiłam byc twardzielką i po przyjeździe z OIOM-u odmówiłam już leków przeciwbólowych:-p), lekko zamulona, to była to jedna z najcudniejszych chwil w moim życiu...&lt;br /&gt;A co było dalej... Dowiecie się kiedy indziej, bo oto nadeszła pora przewijania i karmienia :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4664778552097608443?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4664778552097608443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4664778552097608443' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4664778552097608443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4664778552097608443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/12/porod.html' title='Poród.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TPv-YvIZYzI/AAAAAAAAERo/dPlC-RYRdJg/s72-c/powitanie.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-2253791683871477233</id><published>2010-11-25T08:52:00.000+01:00</published><updated>2010-11-25T08:57:50.044+01:00</updated><title type='text'>Jeszcze jeden wpis w podwójnej osobie :-p</title><content type='html'>Mały uparciuch nie spieszy się na świat.&lt;br /&gt;Przekonuję go, że lepiej rozkręcić imprezę teraz, zanim pójdę po weekendzie do szpitala, żeby mnie pocięli "na chłodno", że to zdrowiej... A on nic. Żadnych znaków nie daje, że chciałby już wychodzić.&lt;br /&gt;Miałam nadzieję, że zrobi mamie prezent na imieniny, ale póki co nie pali mu się :-p Choć dzień jeszcze długi... Miałam zamiar umyć okna, żeby go trochę popędzić, ale pogoda nie zachęca :-p&lt;br /&gt;Chciałabym już mieć to za sobą, takie czekanie przypomina siedzenie na bombie zegarowej...&lt;br /&gt;Już jest mała wredota z niego, ciekawe co będzie, jak osiągnie okres dojrzewania ;-)&lt;br /&gt;Proszę o trochę ciepłych myśli i zaciśniętych kciuków, żeby się do weekendu zdecydował :-p&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-2253791683871477233?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/2253791683871477233/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=2253791683871477233' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2253791683871477233'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2253791683871477233'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/11/jeszcze-jeden-wpis-w-podwojnej-osobie-p.html' title='Jeszcze jeden wpis w podwójnej osobie :-p'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-2384901871625553545</id><published>2010-11-11T18:54:00.000+01:00</published><updated>2010-11-11T19:13:11.429+01:00</updated><title type='text'>Na finiszu.</title><content type='html'>Być może to już ostatni wpis poczyniony w stanie odmiennym :-)&lt;br /&gt;Tymcio jest w zasadzie oficjalnie donoszony i - choć namawiamy go z Konradem, żeby jeszcze z 10-12 dni posiedział - teoretycznie może zechcieć wynurzyć się na świat w każdej chwili.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TNwxJa98CVI/AAAAAAAAEQ0/LviL24mkttA/s1600/bdziuch%2B-%2B36tc.maly.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TNwxJa98CVI/AAAAAAAAEQ0/LviL24mkttA/s200/bdziuch%2B-%2B36tc.maly.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5538355679686560082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Teoretycznie, bo nic nie wskazuje na to, żeby się wybierał, poza tym, że brzuch mi się zaczął opuszczać. Sprawia przez to wrażenie mniejszego i już mi szkoda, że lada chwila zniknie;-) Ale ma to tę dobrą stronę, że jest mi ogólnie mniej ciężko, przestał boleć kręgosłup i lżej się oddycha. Nawet Konrad zauważył, że podczas spaceru już tak dziko nie sapię;-p Innych oznak nadchodzącego rozwiązania brak - to świeża wiadomość, byłam na ostatniej już wizycie u lekarza 2 dni temu. Teraz zobaczymy się dopiero ok.6 tygodni po porodzie :-) A póki co mam czekać spokojnie na rozwój sytuacji i w odpowiednim momencie udać się do wybranego szpitala.&lt;br /&gt;Prócz tego, że boję się samej operacji, jestem dosyć spokojna. Wykańczam mieszkanie na tyle na ile mogę (choć większość rzeczy robi oczywiście Konrad), poza tym robię zwykłe rzeczy - szwendam się po necie, trochę czytam, gotuję, odkurzam, zmywam... Nie podskakuję jak oparzona na każdy delikatny ból czy skurcz brzucha (zdarzają się coraz częściej, macica pewnie trenuje), nie czekam na początek porodu jak na szpilkach, w sumie to jestem zaskoczona swoim spokojem w tej kwestii. Mam tylko nadzieję, że nie zacznie się gwałtownie (np. gwałtownym odpłynięciem wód), gdy będę sama w domu. Lepiej byłoby jednak, gdyby do szpitala jechał ze mną ktoś trzeźwo myślący w każdej sytuacji (na przykład mój mąż ;-) , bo - jak siebie znam - wtedy jednak spanikuję :-p Więc bardzo liczę na to, że zacznie się pomału, a Konrad będzie wtedy w domu albo będzie w stanie stosunkowo szybko dojechać :-)&lt;br /&gt;Torba względnie spakowana, łóżeczko rozłożone i wstawione do sypialni, podobnie jak komódka z rzeczami Synka :-) Za 3-4 dni pewnie je ubiorę w tę cudną biało-błękitną pościel :-) Ciuszki poprane i poprasowane, zakupione akcesoria takie jak butelki na wszelki wypadek, kocyki, pieluszki, wanienka, termometr do wody, nożyczki do paznokci, krem do pupy, spray na ranę po cesarce... Wózek w drodze, liczę na to, że jutro dojdzie.&lt;br /&gt;Jesteśmy więc zwarci i gotowi.&lt;br /&gt;To już za chwilę.&lt;br /&gt;Trzymajcie kciuki! :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-2384901871625553545?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/2384901871625553545/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=2384901871625553545' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2384901871625553545'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2384901871625553545'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/11/na-finiszu.html' title='Na finiszu.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TNwxJa98CVI/AAAAAAAAEQ0/LviL24mkttA/s72-c/bdziuch%2B-%2B36tc.maly.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4331360262354897611</id><published>2010-11-01T10:11:00.000+01:00</published><updated>2010-11-01T10:13:12.343+01:00</updated><title type='text'>Kilka najnowszych zdjęć:-)</title><content type='html'>Zapraszam:-)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.com/kretka83/Spacer31102010StawyJana#"&gt;http://picasaweb.google.com/kretka83/Spacer31102010StawyJana#&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4331360262354897611?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4331360262354897611/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4331360262354897611' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4331360262354897611'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4331360262354897611'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/11/kilka-najnowszych-zdjec.html' title='Kilka najnowszych zdjęć:-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-7836118060471867047</id><published>2010-10-29T09:04:00.000+02:00</published><updated>2010-10-29T09:15:34.016+02:00</updated><title type='text'>No i nadszedł ten czas...</title><content type='html'>... kiedy myślę - mógłby już wyjść :-p&lt;br /&gt;Z jednej strony wiem, że dla swojego zdrowia powinien jeszcze 2-3 tygodnie posiedzieć, ale z drugiej - mam już dosyć. Jedyna miła rzecz, która została z ciąży to falujący pod wpływem ruchów brzuch (Tymek jest chyba wyjątkowo delikatny i rzadko się zdarza, żeby mi sprzedał bolesnego kopa, raczej się przeciąga chyba;-) A brzuch mam olbrzymi (i 15kg na plusie). Mogę się wreszcie przeglądać w całej okazałości i do woli, bo w końcu mamy szafę w przedpokoju - z wielkim lustrem. I jak tak patrzę z boku na tę banię (z góry nie wydaje się taka duża), to się dziwię, że jeszcze mogę ustać w pionie :-p Od kilku dni czuję się coraz gorzej - cóż to chyba rozwiązanie się zbliża małymi krokami. Coraz trudniej złapać mi oddech, coraz wolniej chodzę - i do tego już kompletnie przypominam w tym kaczkę. Boli mnie krzyż - czy siedzę, czy stoję, czy leżę, o chodzeniu nawet nie wspominam... Bolą mnie biodra, pachwiny, stawy kolanowe. Coraz bardziej puchną mi nogi, a dosięgnąć do nich (żeby sobie rozmasować) coraz trudniej. W nocy w łóżku trudno mi się przekulać z jednego boku na drugi, napina się wtedy brzuch, bolą plecy...&lt;br /&gt;Tak więc poza tym, że będzie mi brakować smyrania stópkami pod żebrem - chciałabym żeby już był na zewnątrz. Mieszkanie wprawdzie jeszcze nie jest idealnie gotowe, ale żyć się da. Przez te 3 tygodnie, które - jak sądzę - zostały, zdążymy chyba w miarę powykańczać te najważniejsze drobiazgi. Wyprawka gotowa za wyjątkiem wózka. Małe ciuszki poprane i poprasowane, pościel też (choć na razie czeka w workach foliowych, myślę, że ubiorę łóżeczko za jakieś 2 tygodnie). Torba do szpitala względnie spakowana. Szpital z grubsza wybrany (nie jestem jeszcze pewna na 100%, ale pewnie skończy się na tym, co jest najbliżej nas). Wczoraj tam dzwoniłam, żeby &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TMp0ebMN9GI/AAAAAAAAEM8/AkFVr3ratL8/s1600/brzuch+-+33tc%2B6d+III.maly.JPG"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 180px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TMp0ebMN9GI/AAAAAAAAEM8/AkFVr3ratL8/s200/brzuch+-+33tc%2B6d+III.maly.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5533363158221976674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;dowiedzieć się, jak wygląda u nich sprawa z planowaną cesarką. Cóż, wygląda w ten sposób, że mogę się zgłosić parę dni przed terminem, ale generalnie pewnie skończy się na tym, że przybędę, jak się akcja porodowa zacznie. Oby tylko zdążyli wtedy ze wszystkim... Szykuję się psychicznie na końcówkę listopada, może w okolicach moich imienin;-) Czyli niecały miesiąc:-o&lt;br /&gt;Szok, jak to szybko zleciało. Tak naprawdę do tej pory nie bardzo mogę uwierzyć, że jestem w ciąży, a zaraz będę mieć dziecko na rękach ;-) Niesamowite.&lt;br /&gt;Obok wpisu - brzucho mój w miarę aktualny (sprzed tygodnia). Zdaje się, że Tymek będzie wielkim klocem;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-7836118060471867047?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/7836118060471867047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=7836118060471867047' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7836118060471867047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7836118060471867047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/10/no-i-nadszed-ten-czas.html' title='No i nadszedł ten czas...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TMp0ebMN9GI/AAAAAAAAEM8/AkFVr3ratL8/s72-c/brzuch+-+33tc%2B6d+III.maly.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4736543778893301966</id><published>2010-10-04T12:33:00.000+02:00</published><updated>2010-10-04T12:50:29.901+02:00</updated><title type='text'>Coraz bliżej spotkania...</title><content type='html'>Czas biegnie, od ostatniego postu minął miesiąc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brzuch trochę zwolnił przyrost i całe szczęście, bo w przeciwnym razie chyba bym go nie udźwignęła już :-p&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Remont wszedł w fazę meblowania i wykańczania szczegółów. Większość mebli mamy skręconych, jeszcze parę półek trzeba powiesić, no i na szafę do przedpokoju musimy jeszcze trochę poczekać. Teraz trzeba rozlokować w nich nasze rzeczy - czyli posprzątać. Pomalutku zaczyna się wyłaniać jakiś kształt tego naszego mieszkania.&lt;br /&gt;W szczególności zachwyca mnie nasze nowe łóżko (ŁOŻE :-p), które ma 160cm szerokości (do tej pory spaliśmy na 110, więc różnica jest spora), średnio twardy, gruby materac (sprężyny kieszeniowe + lateksowa mata) i do tego cudna nowa pościel - kołdra jest leciutka jak piórko, a ciepła jak pierzyna:-D&lt;br /&gt;Drugi mój ulubiony mebel to stół w kuchni. Nieduży i niepozorny, ale jednak... Stół w kuchni powinien być i kropka:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do rychłego przybycia Tymka jesteśmy też już prawie przygotowani. Mamy większość akcesoriów kosmetycznych, wanienkę, łóżeczko, pościel, ciuszki - wszystko tylko jeszcze trzeba poprać. Czekam jeszcze na kilka przesyłek (m.in. dziś zamówiłam kombinezon), no i wózek musimy nabyć. I będzie wsio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety poród, którego nie mogłam się doczekać, wyobrażając sobie wspaniałą przygodę nie tylko dla siebie, ale i dla Konrada, wyzwanie, próbę sił - stał się przykrą i przerażająca koniecznością, którą chciałabym jak najdalej odwlec w czasie... A to dlatego, że okazało się, że zamiast rodzić naturalnie, tak jak sobie wymarzyłam, będę mieć cesarskie cięcie. Okulista napisał mi zaświadczenie, że mam rozrzedzoną siatkówkę i ze względu na możliwość jej odklejenia zaleca cięcie cesarskie właśnie:-(&lt;br /&gt;Jestem absolutnie załamana, przerażona. Jedna sprawa to niemożność (prawdopodobnie już definitywna) spełnienia wielkiego marzenia. Muszę jakoś się z tym pogodzić - są marzenia, które się nie spełniają... Ale osobna kwestia to moje obawy związane z zabiegiem i czysto praktyczne sprawy... Nigdy nie miałam żadnej operacji, jedynie drobne, mało inwazyjne zabiegi. Boję się strasznie tego rozcinania wszystkich powłok brzusznych. Boję się znieczulenia, cewnikowania, możliwości powikłań. Boję się, że będę mieć trudności z karmieniem piersią (podobno w przypadku cesarki bywa trudniej), że będzie mi trudno przez pierwsze dni zajmować się małym, bo z powodu bólu rany będę mogła tylko leżeć. Boję się, że będą kłopoty z kolejną ciążą (z którą będę musiała odczekać minimum rok), z kolejnym porodem...&lt;br /&gt;Znam wprawdzie kilka kobiet, które przez to przeszły i nie tylko mają się dobrze, ale niektóre wręcz sobie chwalą... Ale potrzebuję chyba trochę czasu żeby się oswoić z tą myślą... Mam nadzieję, że zdążę przed rozwiązaniem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, to tyle aktualnych wieści na ten moment.&lt;br /&gt;Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4736543778893301966?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4736543778893301966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4736543778893301966' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4736543778893301966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4736543778893301966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/10/coraz-blizej-spotkania.html' title='Coraz bliżej spotkania...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-708251024770038823</id><published>2010-09-02T10:58:00.000+02:00</published><updated>2010-09-02T11:14:45.835+02:00</updated><title type='text'>Ogólny progres:-)</title><content type='html'>Powoli do przodu.&lt;br /&gt;Tak bym określiła stan wszystkiego:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciąża rośnie i rośnie, wraz z nią mój brzuch - jak bułeczka na drożdżach. Wtaczamy się w siódmy miesiąc. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TH9qyGXg6PI/AAAAAAAAEIU/nQtsiLaI1RQ/s1600/pinokio+2.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TH9qyGXg6PI/AAAAAAAAEIU/nQtsiLaI1RQ/s200/pinokio+2.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512241877860018418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kto by pomyślał! Nie wiem kiedy to minęło, dopiero wpatrywałam się zszokowana w półprzejrzystą drugą kreskę na teście ciążowym :-p Kreska ma teraz 6 miesięcy, fika i przeciąga się w brzuchu, aż cały faluje i drga:-) Wczoraj Konrad zarobił w nos, bo trzymał głowę na moich kolanach;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posuwają się powolutku naprzód przygotowania do przybycia Tymulka. Zapisaliśmy się do szkoły rodzenia - zaczynamy zajęcia za 3 tygodnie. Będziemy się uczyli oddychać, radzić sobie z bólem i przewijać farfocla;-) Odwiedziliśmy też porodówkę, którą sobie wybrałam, o ile nie będzie przeciwwskazań&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/span&gt;do porodu siłami natury. Młoda pani położna zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie, sala porodowa też. Cały oddział jest bardzo malutki, atmosfera więc kameralna. Mąż oczywiście może być obecny przy całym porodzie, o ile nie ma komplikacji, sama rodząca natomiast może kierować swoim porodem wedle życzenia - można spacerować, korzystać z prysznica, piłek, przeć w dowolnej pozycji:-) Utwierdziło mnie to wszystko w przekonaniu, że tam chciałabym urodzić, o ile tylko będzie to możliwe.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TH9q9m7KiNI/AAAAAAAAEIc/EEoHGED4ncU/s1600/pinokio+4.JPG"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TH9q9m7KiNI/AAAAAAAAEIc/EEoHGED4ncU/s200/pinokio+4.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512242075578042578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Poczyniliśmy też postępy w kompletowaniu wyprawki. Na razie kupiliśmy drobiazgi, które można z powodzeniem trzymać w kartonach i w szafie - parę ciuszków (zdjęcia niektórych załączam:-) , kocyk, butelkę na wszelki wypadek, ręcznik z kapturem, pieluszki flanelowe i trochę innych dupereli. A już na dniach zamówimy łóżeczko i pościel oraz - mam nadzieję - wybierzemy się po wózek. I będzie można już spokojnie czekać:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Remont też posuwa się wyraźnie do przodu. Osiągnął już etap pt. "widać koniec" :-) Małe pokoje mamy pomalowane i wypanelowane;-) Przedpokój też pomalowany. Aktualnie dwaj panowie robotnicy zajmują się salonem (Konrad musiał wrócić do pracy, nie miałby już czasu z tym się bujać). Powinni do wtorku skończyć, wtedy zamówi się ludzi od paneli, a potem już będzie można zamówić meble :-D Pozostało jeszcze mnóstwo drobiazgów w rodzaju założenia parapetów, listew przypodłogowych, pomalowania drzwi, kaloryferów itp., ale to wszystko można robić w jakichś mniejszych wolnych chwilach. Cóż, przed nadejściem Tymka musimy zdążyć, czy nam się to podoba czy nie:-p Na szczęście póki co Konrad nie ma zajęć w prywatnej szkole, co oznacza wolne wieczory. Więc myślę, że da radę:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, to chyba tyle na ten moment. Wszystko w miarę w porządku i oby taka tendencja się utrzymała. Byle do wiosny;-) Bo zimno i nieprzyjemnie się robi na świecie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buziaki!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-708251024770038823?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/708251024770038823/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=708251024770038823' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/708251024770038823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/708251024770038823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/09/ogolny-progres.html' title='Ogólny progres:-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TH9qyGXg6PI/AAAAAAAAEIU/nQtsiLaI1RQ/s72-c/pinokio+2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-6328737876123375288</id><published>2010-08-13T17:56:00.000+02:00</published><updated>2010-08-13T19:29:59.580+02:00</updated><title type='text'>Będziemy mieli syna :-)</title><content type='html'>Emocje opadają.&lt;br /&gt;Początkowa euforia ustępuje miejsca spokojnemu szczęściu i bardziej długoterminowym planom, czy raczej rozważaniom, w rodzaju "Czy będzie wolał się bawić klockami czy autkami? A może misiami?", "Jak będzie wyglądał, jak będzie szedł do przedszkola?",  "Kim będzie chciał zostać jak dorośnie?", "Czy będzie się podobał dziewczynom?":-p Setki pytań, na które odpowiedzi będę poznawać... już całe życie:-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TGVyGROWbNI/AAAAAAAAEIA/iflyDUCgTxY/s1600/image_func.php.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 200px; height: 191px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TGVyGROWbNI/AAAAAAAAEIA/iflyDUCgTxY/s200/image_func.php.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5504931571558673618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądam w internecie ubranka i akcesoria, które nadawałby się dla naszego synka i strasznie się cieszę, że nie będą to różowe sukienusie z falbankami;-) Oczywiście córkę też planujemy w jakiejś przyszłości, ale na razie falbanki odsunęły się na dalszy plan, dając miejsce pięknym śpiochom i "bodziakom" w brązowe, niebieskie, zielone paseczki, z nadrukami piesków w samolocie czy jeżyków zbierających jabłuszka (ACH, JAKIE TO WSZYSTKO CUDNE!!!) Mam już też upatrzoną piękną błękitną pościel - nie żebym uważała, że niebieski to jedyny słuszny kolor dla chłopaka, ale akurat taka mi się spodobała, obok żółtej. A że ściany w pokoiku Tymka planujemy żółte, to błękitne dodatki będą wspaniale pasować :-)&lt;br /&gt;Są i obawy. Czy będę umiała pielęgnować tego małego siusiaczka? Nigdy tego nie robiłam... No ale w ogóle nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek kąpała czy przewijała noworodka, więc... Wszystkiego można się nauczyć:-) Czy będę umiała przekazać mu, jak powinien zachowywać się mężczyzna? Na szczęście będzie miał całkiem udany wzorzec do obserwowania i naśladowania, więc może i tym nie powinnam się martwić. Czy nie będę nadopiekuńcza? W końcu nie chcę, żeby wyrósł na maminsynka... Mam nadzieję, że i tutaj Konrad okaże się niezastąpiony (jak zawsze:-) i będzie umiał przystopować moje "kwocze" zapędy ;-)&lt;br /&gt;Ach... Nie mogę się doczekać, żeby go poznać, zobaczyć... Już na USG wydawał się taki doskonały - wszystko na swoim miejscu - silne serduszko, rączki z paluszkami, stópki, nosek... Nie mogę sobie wyobrazić, jak doskonały musi być "z bliska" :-) Ale do tego jeszcze ponad 3 miesiące i - mimo że ciężko mi czekać - mam nadzieję, że szybciej nie będzie chciał się z nami spotkać. Niech się jeszcze popichci, żeby był jeszcze smakowitszy, parafrazując tekst z filmu "Juno";-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja? Czuję się bardzo ciążowo:-p W końcu to już połowa 6 miesiąca! (Boże, jak ten czas leci!!!) Brzuch niemalże z dnia na dzień większy, coraz cięższa się czuję i coraz ciężej się ruszam - zaczynam już uskuteczniać charakterystyczny dla późniejszej ciąży chód kaczy ;-) Mały daje się coraz energiczniej we znaki, tworząc niejednokrotnie na powierzchni mojego brzucha fale i drgania. Najbardziej życie utrudnia mi częstsze siusianie - na ogół zachciewa mi się jakieś 10 minut po opuszczeniu domu;-) Cóż, taki urok tego stanu...&lt;br /&gt;Wyniki badań mam dobre, żadnych problemów z moczem, żadnej anemii, żadnego nadciśnienia (wręcz mam wrażenie, że w ciąży mam ciśnienie niższe, niż przed). Cóż, najwyraźniej stworzona jestem do chodzenia w ciąży;-) Nie powiem, nawet mi się ten stan podoba zazwyczaj...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do czasu, do czasu... Podobno w życiu każdej ciężarnej przychodzi taki dzień, gdy zaczyna myśleć "litości, wyjmijcie go już ze mnie"... No ale to jeszcze przede mną;-) Na pewno się dowiecie, gdy ten stan i mnie dosięgnie:-p&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem kończę i pozdrawiam wszystkich czytających!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-6328737876123375288?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/6328737876123375288/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=6328737876123375288' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6328737876123375288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6328737876123375288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/08/bedziemy-mieli-syna.html' title='Będziemy mieli syna :-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TGVyGROWbNI/AAAAAAAAEIA/iflyDUCgTxY/s72-c/image_func.php.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-2843585708883274965</id><published>2010-08-09T15:25:00.000+02:00</published><updated>2010-08-09T15:26:42.412+02:00</updated><title type='text'>TYMEK:-)</title><content type='html'>Będziemy mieli synka:-D&lt;br /&gt;Intuicja mnie nie zawiodła:-)&lt;br /&gt;Prawdopodobnie dostanie na imię Tymoteusz:-)&lt;br /&gt;Kiedyś marzyłam o pierwszej córeczce, ale jestem bardzo szczęśliwa, że będzie chłopiec:-)&lt;br /&gt;Tymianek;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-2843585708883274965?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/2843585708883274965/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=2843585708883274965' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2843585708883274965'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2843585708883274965'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/08/tymek.html' title='TYMEK:-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-3149492400383485985</id><published>2010-08-01T08:15:00.000+02:00</published><updated>2010-08-01T08:41:53.651+02:00</updated><title type='text'>Za półmetkiem...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TFUWXiVe-3I/AAAAAAAAEHk/A37k73x79Rg/s1600/kasi+bdziuch.jpeg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TFUWXiVe-3I/AAAAAAAAEHk/A37k73x79Rg/s200/kasi+bdziuch.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5500327113512647538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Płynie czas...&lt;br /&gt;Nie wiadomo kiedy i w jaki sposób przeleciała już połowa wakacji i... mojej ciąży:-) Właśnie kończy się 22 tydzień, czyli równy półmetek oblewałam sokiem dwa tygodnie temu. Już bliżej niż dalej. Cztery miesiące dzielą mnie od spotkania z dzieckiem. Z moim DZIECKIEM. Wypowiadając czy pisząc te słowa prawie w nie nie wierzę :-p Czy uwierzę, trzymając swojego synka lub córkę na rękach? Nie wiem, pewnie dopiero z czasem... Bo to jest najbardziej niewiarygodna historia, jaka mnie w życiu spotkała:-)&lt;br /&gt;Mocno już zaokrąglony brzuch nie pozostawia wątpliwości co do mojego stanu, nawet dla obcych. Zdarza mi się, że ktoś chce ustąpić miejsca, niedawno miły pan specjalnie dla mnie otworzył kasę w Tesco, widząc, że stoję w niespecjalnie krótkiej kolejce:-) Obnoszę się z nim (tzn. z brzuchem;-) dumnie, aczkolwiek jedną z głównych przyczyn jest to, że szkoda mi po prostu kasy na ciążowe ciuchy i noszę bluzki i sweterki sprzed ciąży - mocno przy ciele :-p Jedynie spodnie muszą być ciążowe (i to już niedługo będę musiała kupić kolejne), nie tylko ze względu na brzuch - niedawno wyszło na jaw, że drastycznie powiększył mi się tyłeczek i poszerzyły biodra... Spodnie sprzed ciąży nie przeszły przez uda :-p Tak więc robię się coraz cięższa i lekko przysadzista (uwierzycie? - ja, szczypiorek:-) , zaczynając pomału przypominać kwoczkę albo niewielkiego wieloryba. Nic to, tak musi być, jak dzidziuś się urodzi i będę 24 godziny na dobę na zmianę go karmić, nosić i przewijać, to nawet specjalnie nie będę musiała się martwić o zrzucenie tych dodatkowych kilogramów. Zrzucą się same;-)&lt;br /&gt;Za miesiąc zacznę trzeci trymestr i powolutku, na razie z niewielkim nasileniem, zaczynają się dolegliwości ciąży późniejszej. Czasem poboli mnie kręgosłup. Jak długo stoję, trochę puchną mi łydki, do tego niestety pojawiło mi się więcej popękanych naczynek na nogach. Coraz łatwiej się męczę (zadyszka przy wejściu na drugie piętro to już standard:-p) Często muszę siusiu (ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji, gdy Dzidź wykona kilka podskoków na moim pęcherzu, niekoniecznie pełnym). Mam lekkie kłucia w podbrzuszu, od czasu do czasu bezbolesne skurcze (to już chyba macica ćwiczy przed najważniejszym zadaniem, jakie ją czeka) - wtedy muszę przysiąść albo się położyć i chwilę przeczekać... Ale to wszystko jest mało ważne, bo prowadzi do najwspanialszego celu - naszego dzieciątka:-D I jego akrobacje w moim brzuchu (coraz intensywniejsze), choć czasem wręcz nieprzyjemne, są najsłodszą rekompensatą za te różne dolegliwości i niedogodności...&lt;br /&gt;Już za 8 dni połówkowe USG, mam wielką, wielką nadzieję, że uda nam się dowiedzieć, czy noszę chłopca czy dziewczynkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym u nas remont, więc mieszkanie bardzo mało przypomina mieszkanie w tej chwili:-p Kuchnia już prawie gotowa, w ślicznych kremowych kaflach, z pistacjowymi szafkami, pięknym nowiutkim piekarnikiem, niekapiącym (!) kranem:-D W dobrą stronę zmierza też nasza przyszła sypialnia, wygładzona, zagruntowana, za moment pomalowana na piękny lawendowy kolor... Do przeżycia pozostał jeszcze generalny remont przedpokoju i salonu, oraz poprawki w przyszłym pokoju dziecięcym... Póki co jest ciężko (pył, hałas, smród, skakanie przez przeszkody etc.), ale trzyma mnie przy życiu myśl, jak będzie ślicznie, gdy to się skończy. Wymarzona, pistacjowa kuchenka już mnie pociesza, a będzie jeszcze lawendowa sypialnia, jasny salon ze stołem i wygodną sofą, słoneczny pokoik dziecięcy i przestronny przedpokój:-) Ach, nie mogę się doczekać:-)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, kończę powoli, bo rozpisałam się dziś niesamowicie. Następny wpis traktował zapewne będzie o płci naszego potomka (rozpoznanej lub nie;-) Ciekawa jestem na co stawiacie:-) Bo ja na chłopaka, bez dwóch zdań. Już niedługo się dowiemy, czy moja intuicja jest coś warta;-)&lt;br /&gt;Do napisania zatem!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-3149492400383485985?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/3149492400383485985/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=3149492400383485985' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/3149492400383485985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/3149492400383485985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/07/za-pometkiem.html' title='Za półmetkiem...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TFUWXiVe-3I/AAAAAAAAEHk/A37k73x79Rg/s72-c/kasi+bdziuch.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-8259737138782817770</id><published>2010-07-02T21:19:00.000+02:00</published><updated>2010-07-02T21:27:13.873+02:00</updated><title type='text'>Donoszę...</title><content type='html'>... że Dzidź się rusza :-D&lt;br /&gt;Uczucie jest niezapomniane i wniosło jakby zupełnie nową jakość ciąży:-) Teraz mam namacalny dowód, że On lub Ona tam jest.&lt;br /&gt;Zaczęło się od bardzo delikatnego przesuwania się czegoś pod skórą (już w połowie 17 tygodnia, więc wcześnie dosyć), podobnego w sumie do ruchów jelit, więc nie byłam pewna od razu :-p Z dnia na dzień nasilało się jednak i wkrótce zaczęło przypominać nieregularne drgania mięśnia z niedoboru magnezu;-) Jednak nigdy czegoś takiego nie czułam i jak pierwszy raz tak mi zatrzepotało, wiedziałam od razu, że to TO:-) Teraz jak leżę na plecach lub siedzę i trzymam dłoń na brzuchu, mogę poczuć już wyraźne (choć nadal leciutkie) puknięcia w różnych miejscach :-)&lt;br /&gt;Nawet Konradowi dwa czy trzy razy się udało. Jego mina - bezcenna:-D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak poza tym, to pochwalić się chciałam, że od wczoraj jestem nauczycielem kontraktowym. Mam z głowy staż, różne formalne duperele i zagłębiam się wreszcie w pełen relaks i oczekiwanie na Dzidzia. Lub Dzidzię;-) Mam nadzieję, że za miesiąc na USG poznamy płeć:-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-8259737138782817770?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/8259737138782817770/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=8259737138782817770' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8259737138782817770'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8259737138782817770'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/07/donosze.html' title='Donoszę...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-1917232086548742540</id><published>2010-06-10T08:39:00.000+02:00</published><updated>2010-06-10T09:05:57.822+02:00</updated><title type='text'>Dwudziestosiedmiolatka :-)</title><content type='html'>Jak chyba wszyscy wiedzą, urodzinki miałam w niedzielę:-)Dwudzieste siódme!&lt;br /&gt;Ta liczba brzmi dosyć abstrakcyjnie, ale to tylko liczba. Bo w środku mnie, w moim życiu, nic się na takich "progach" nie zmienia. Jestem kim jestem, wciąż taka sama (no może cechy z młodości durnej i chmurnej wyostrzają mi się z wiekiem, bunt młodzieńczy z upływem lat przybiera na sile;-) Nic się nie zmieniło po 15 urodzinach, które były dla mnie jakimś magicznym momentem, zanim do niego dotarłam. Potem oczywiście 18 urodziny. Też naturalnie nic się nie zmieniło, poza tym, że mogłam legalnie kupić alkohol (gdybym chciała - zwykle nie chciałam;-) Matura - świat nadal wygląda tak samo. Dwudzieste... Nic nowego. Obrona magisterki - już mądrzejsza - nie oczekiwałam, że coś się zmieni (oczywiście miałam rację:-p) Dwudzieste piąte urodziny - pełne ćwierć wieku wszak! Zmieniłam się o kolczyk w nietypowym miejscu, który zafundowałam sobie w Anglii na tę okoliczność. Kolejny "próg", który wielu z nas postrzega jako magiczny, to trzydziestka. Nie ekscytuję się tym, wiem, że nic się nie zmieni:-p&lt;br /&gt;W duszy wciąż mam jakieś 17-18 lat i to się raczej nieprędko zmieni. Wiek (albo ciąża?) wyostrzają mi paskudne cechy z tamtego okresu - mam ostatnio wrażenie, że jestem coraz bardziej krnąbrna, wyrazista, trudna we współżyciu, ostra w osądach... :-p Cóż, nie będę nad tym płakać. Wolę być wyrazista niż mdła:-)To może urodzinowe podsumowanie teraz;-) Pamiętam jak dziś urodziny dwudzieste szóste, w wynajętej kawalerce, z miłymi gośćmi, tortem Pichingerem i grą w Prawo Dżungli :-) Dokładnie umiem powiedzieć, co się zdarzyło przez ten rok. Na minus - pogorszenie mojego samopoczucia "nerwiczkowego". Na plus - włosy urosły (to plus z punktu widzenia męża, ja mam ich już serdecznie dosyć;-) , w szafie pojawiły się wymarzone oryginalne Martensy:-D Kupiliśmy mieszkanie (na minus, że na kredyt, ale jest NASZE:-) , przygarnęliśmy kota, który okazał się prawdziwym futrzatym plastrem na zmartwienia:-) No i zaszliśmy w ciążę. To był dobry rok:-) Sama sobie składam spóźnione życzenia, żeby nadchodzący był jeszcze lepszy;-) A co! "Jak kochać to księcia, jak kraść to miliony!";-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TBCOujSGzoI/AAAAAAAAEGs/n9EIYEjUtzw/s1600/27+urodziny.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TBCOujSGzoI/AAAAAAAAEGs/n9EIYEjUtzw/s200/27+urodziny.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5481037676906204802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Załączam zdjęcie z dnia urodzin, z futrzatym plastrem :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-1917232086548742540?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/1917232086548742540/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=1917232086548742540' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/1917232086548742540'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/1917232086548742540'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/06/dwudziestosiedmiolatka.html' title='Dwudziestosiedmiolatka :-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/TBCOujSGzoI/AAAAAAAAEGs/n9EIYEjUtzw/s72-c/27+urodziny.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-9132044300482481146</id><published>2010-05-27T13:16:00.000+02:00</published><updated>2010-05-27T13:43:04.554+02:00</updated><title type='text'>Dzieje się :-D</title><content type='html'>Kochani.&lt;br /&gt;Wiem, że nie pisałam wieki. Nie bijcie.&lt;br /&gt;Nie chciałam pisać o byle czym, a to co najważniejsze, chciałam zostawić na moment, gdy już będę pewna, że mogę napisać :-)&lt;br /&gt;Oczywiście większość z Was już wie (a może wszyscy:-) ale i tak chcę to tutaj zapisać.&lt;br /&gt;Zwłaszcza, że okazja jest piękna - dziś nasza z Konradem czwarta rocznica ślubu :-D&lt;br /&gt;I w końcu napiszę, chociaż sama wiem od dosyć dawna, że SPODZIEWAMY SIĘ DZIECKA :-)&lt;br /&gt;Nareszcie:-)&lt;br /&gt;Przepisany przez pana doktora Bromergon zadziałał bez pudła i 17 marca, myśląc, że mam halucynacje, zobaczyłam bardzo bladą druga kreskę na teście ciążowym.&lt;br /&gt;Jednak kolejne testy w następnych dniach wychodziły wyraźniejsze! :-)&lt;br /&gt;Tuż przed Wielkanocą, w 5 tygodniu, z powodu małego plamienia, trafiłam do szpitala na badanie i tam już na USG wykryto pęcherzyk ciążowy :-)&lt;br /&gt;W 7 tygodniu po raz pierwszy zobaczyliśmy dzidziola na USG i zobaczyliśmy jego migające serduszko. Mogliśmy je tez usłyszeć!&lt;br /&gt;Dziś jestem w połowie 13 (a według USG - w połowie 14) tygodnia. Wczoraj znów podejrzeliśmy dzidziucha - miał 76mm długości, ręce z palcami, nogi, bijące serce, kręgosłup, żołądek, kość nosową... Czyli wszystko na swoim miejscu:-) Gdy zajrzeliśmy do brzucha, spał (na głowie, nawisem mówiąc:-) ale poszturchnięty głowicą USG przebudził się, trochę powierzgał, a na koniec pomachał łapką :-)&lt;br /&gt;Większość dolegliwości typowych dla I trymestru mam już za sobą, a i tak nie były one zbyt nasilone. Umiarkowane mdłości, wzdęcia, ból piersi, zmęczenie - nic wielkiego. Teraz czuję się coraz lepiej i powolutku zaczyna mi wychodzić brzuszek - na razie jest tylko lekko zaokrąglony, ale z tymi brzuchami to tak jest, że wyskakują potem nie wiadomo kiedy:-)&lt;br /&gt;Cieszę się odpoczynkiem na zwolnieniu (jeszcze tylko czeka mnie w pracy egzamin na nauczyciela kontraktowego) i rozmyślam, co też on (ona?) aktualnie robi, jak się czuje... Czy lubi jak jem słodkie? A może woli słone? Czy wygodniej mu jest jak leżę, czy jak siedzę? A może najbardziej lubi jak się ruszam? Czy słyszy nasze głosy? Czy czuje mruczenie kota, jak położy mi się blisko brzucha? Czy lubi jak biorę ciepły prysznic? Jak smaruję kremem brzuch?... Bardzo mnie to wszystko intryguje, ale niestety odpowiedzi mogę sobie tylko wymyślać, bo nigdy się tego tak naprawdę nie dowiem...&lt;br /&gt;Tak więc czeka mnie zupełnie inne lato niż zwykle - z wypukłym brzuchem i kimś kopiącym mnie od środka :-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S_5aosr-jFI/AAAAAAAAEGE/W6WvL-yafmo/s1600/dzidziu%C5%9B+-+wed%C5%82ug+OM+12tc%2B3d%3B+wed%C5%82ug+USG+13tc%2B4d+-+male.JPG"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S_5aosr-jFI/AAAAAAAAEGE/W6WvL-yafmo/s200/dzidziu%C5%9B+-+wed%C5%82ug+OM+12tc%2B3d%3B+wed%C5%82ug+USG+13tc%2B4d+-+male.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5475913852165983314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się na to.&lt;br /&gt;I mam nadzieję, że cieszycie się ze mną.&lt;br /&gt;"Obcy" na załączonym zdjęciu to sfotografowany wczoraj nasz dzidziuś. Widać duży łepek, tułów i nóżkę, opierającą się o "sufit" (większą część trwającego ponad 20 minut badania spędził w tej pozycji;-)&lt;br /&gt;Ściskam Was ciepło!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-9132044300482481146?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/9132044300482481146/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=9132044300482481146' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/9132044300482481146'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/9132044300482481146'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/05/dzieje-sie-d.html' title='Dzieje się :-D'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S_5aosr-jFI/AAAAAAAAEGE/W6WvL-yafmo/s72-c/dzidziu%C5%9B+-+wed%C5%82ug+OM+12tc%2B3d%3B+wed%C5%82ug+USG+13tc%2B4d+-+male.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-2311244339491298211</id><published>2010-03-05T09:11:00.000+01:00</published><updated>2010-03-05T09:20:31.048+01:00</updated><title type='text'>DZIESIĘĆ LAT...</title><content type='html'>... jesteśmy z Konradem razem.&lt;br /&gt;Nie do wiary...&lt;br /&gt;A jednak prawda:-)&lt;br /&gt;Fajne dziesięć lat.&lt;br /&gt;Życzę sobie z tej okazji, żeby kolejne dziesięć było jeszcze fajniejsze... I tak dalej, w postępie geometrycznym;-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S5C-v1drTkI/AAAAAAAAEDE/f6BWyYqY030/s1600-h/dwa+misie+tula+sie.jpeg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 171px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S5C-v1drTkI/AAAAAAAAEDE/f6BWyYqY030/s200/dwa+misie+tula+sie.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5445061678505610818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-2311244339491298211?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/2311244339491298211/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=2311244339491298211' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2311244339491298211'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2311244339491298211'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/03/dziesiec-lat.html' title='DZIESIĘĆ LAT...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S5C-v1drTkI/AAAAAAAAEDE/f6BWyYqY030/s72-c/dwa+misie+tula+sie.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4046143365667862858</id><published>2010-03-02T20:48:00.001+01:00</published><updated>2010-03-02T21:40:53.542+01:00</updated><title type='text'>Trzymam się jasnej strony...</title><content type='html'>Siedzę sobie sama w naszym (NASZYM! Ha!:-D) mieszkanku, jest już średnio późny wieczór (dla mnie 19 to wieczór wczesny, 21 średni, bo o 23 zwykle już jestem od ładnych paru minut w łóżku), małżonek jeszcze w pracy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmęczona jestem okrutnie dzisiejszym dniem, wszystko mnie boli. Bo schodzi ze mnie napięcie. A czym ja się tak spięłam? Ano życiem ogólnie. Większość z Was wie, że zmagam się permanentnie z lękiem. Moja wierna towarzyszka, panika, czyni niemal każdy mój dzień pełnym wrażeń, a już szczególnie, gdy w rozkładzie tegoż dnia znajduje się samodzielne gdzieś wyjście (do pracy, do lekarza, do fryzjera... whatever...). I chociaż mam tego wciąż i wciąż dosyć, wciąż i wciąż zakopuję topór wojenny z paniką (Panią K, jak kiedyś ją nazwał mój serdeczny kolega Mareczek:-) i na drżących nogach staram się ciągle iść do przodu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przetrząsając dalej worek zmartwień... Większość z Was wie - żadna to tajemnica - że od ładnych paru miesięcy staram się o jakiegoś małego lokatora do mojego brzucha... Jak też większość z Was wie - mało skutecznie. Poszłam więc do mądrego pana doktora, zrobiłam zlecone badanie i cóż - okazuje się, że hormony moje mają mnie gdzieś i robią sobie co chcą, a nie co powinny. Mądry pan doktor czym prędzej zaordynował mi więc końską niemal dawkę leku, który ma szybko zrobić z tym bajzlem porządek. Lek nie jest bynajmniej witaminką C i prócz zbawiennych działań, ma też sporo skutków ubocznych. Mimo, że i tak znoszę jego obecność w organizmie nadzwyczaj dobrze, skłamałabym mówiąc, że czuję się kwitnąco :-p Męczą mnie zawroty głowy, senność, lekkie mdłości po popołudniowej dawce (czemu po porannej nie? ot, zagadka...). I chociaż już mam tego dosyć, obsesyjny strach przed zawrotami głowy staram się zamienić na śmiech. Wszak walczę w słusznej sprawie... I - aż się sama dziwię - dosyć często mi się udaje:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby tych nieszczęść było mało, wszystko wskazuje na to, że mam alergię na kota. Czyż to nie ironia? - zaśpiewałaby Alanis Morissette... Wśród rosnącego tłumu alergików, chwaliłam się zawsze, że mnie to nie dotyczy. Nie jestem uczulona na żaden pokarm (chociaż spokojnie mogłabym być - na pomidory, owoce morza, szpinak, jagody, lukrecję... :-p), na środki czystości, trawy i drzewa, aspirynę, na roztocza kurzu, na chlorowaną wodę, nikiel, farby do włosów, lateks... Co więcej - spędziłam ładnych parę lat z kotami, mieszkając u Rodziców. Sporadycznie zdarzało się, że swędziały mnie oczy, po bezpośrednim kontakcie z kocią sierścią. A tu nagle, na nowym mieszkaniu, pojawiają się u mnie niemal codziennie napady kichania, po którym ciecze mi z nosa jak z kranu, wywołujące kaszel smyranie w krtani, no i ciągle mam zaczerwienione spojówki. Wystąpienie objawów pokrywa się mniej-więcej z przyjęciem pod nasz dach współlokatora o wielu imionach, z których najczęściej stosowane to Agrest. No i co na to powiecie?... Bo pani alergolog, z którą już się widziałam, zapisała mnie na testy skórne (niestety dopiero za 3,5 tygodnia) i potwierdziła moje obawy, że owszem - alergia może się rozwinąć w astmę. Astmy boję się panicznie (bardziej niż zawrotów głowy;-) No ale kota nie pozbędę się przecież, nie ma takiej opcji raczej. Więc pewno będę na lekach antyhistaminowych jechać... Do końca życia? Wystrzałowo:-p Ale cóż, jeśli taka jest cena mieszkania z tym puchatym, pierdzącym rozśmieszaczem-przytulaczem... Jakoś przetrzymam chyba;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narzekam, "jojczę", za dużo myślę (mówi moja Mamusia) i uprawiam czarnowidztwo... Ale głęboko pod spodem, pod pokładami lęku i niezadowolenia, uśmiecham się. Do Was:-) Nie wiem, skąd ten uśmiech tam się bierze, ale jest i to najważniejsze. Idzie wiosna, może mi się go uda trochę częściej na wierzch wyciągać:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S413b1ORnqI/AAAAAAAAECg/Er2OE5o9CJA/s1600-h/slonce1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S413b1ORnqI/AAAAAAAAECg/Er2OE5o9CJA/s200/slonce1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444138844587925154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ściskam Was serdecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"(...) Och życie - kocham cię, kocham cię, kocham cię nad życie...&lt;br /&gt;Choć barwy ściemniasz, choć tej wędrówki mi nie uprzyjemniasz.&lt;br /&gt;Choć się marnie odwzajemniasz..."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4046143365667862858?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4046143365667862858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4046143365667862858' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4046143365667862858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4046143365667862858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/03/trzymam-sie-jasnej-strony.html' title='Trzymam się jasnej strony...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S413b1ORnqI/AAAAAAAAECg/Er2OE5o9CJA/s72-c/slonce1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-2541067649737879219</id><published>2010-02-08T13:02:00.000+01:00</published><updated>2010-02-08T13:28:07.581+01:00</updated><title type='text'>Chwila czasu.</title><content type='html'>Wreszcie mam chwilę:-)&lt;br /&gt;Mieszkamy już tutaj ponad tydzień, a ja dopiero mam spokojny moment, żeby sobie poukładać w głowie i napisać parę słów...&lt;br /&gt;Duża część naszych rzeczy jest już "przeprowadzona" (wielkie ukłony dla Michała i Asi, bez pomocy których chyba nie dalibyśmy sobie rady), choć część rzeczy jeszcze jest w Sieradzu... Ale pomalutku wszystko do nas w końcu trafi:-)&lt;br /&gt;Co się dało, upchnęliśmy w pozostawionych przez byłego właściciela (nielicznych) meblach. Reszta wciąż jest składowana w pokoju, który w przyszłości będzie naszą sypialnią. Tak więc zapełniają go kartony (puste i pełne), deska do prasowania, śpiwory, namiot (oczywiście w stanie złożonym;-p) , stojąca suszarka na pranie i tego typu duperele.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S3AC3p0ZGiI/AAAAAAAAEBI/vEeuBa22osk/s1600-h/krecio.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S3AC3p0ZGiI/AAAAAAAAEBI/vEeuBa22osk/s200/krecio.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435847905377851938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Większość niezbędnych rzeczy ulokowaliśmy w sypialni tymczasowej, w śmiesznym, dziecięcym regale z biurkiem. Tam też oczywiście śpimy, na niezbyt dużej, ale wygodnej wersalce. Czasem śpi z nami kot, o którym potem:-)&lt;br /&gt;Jest jeszcze salon, dosyć pusty, poza biurkiem z komputerem i fotelami przy niewielkiej ławie. Duży przedpokój, wiecznie zadeptywany śniegowym błotem :-p , malutka toaleta i niebiesko-biała łazienka. No i kuchnia, strasznie archaicznie urządzona, zniszczona niemożebnie, ale jakoś sobie w niej radzimy (wczoraj wyszedł nam smakowity falafel na obiad:-) I kot włazi w niej na zlew i kuchenkę :-p&lt;br /&gt;No właśnie, kot... Krecio. Znaleziony przez internet, imieniem nas zwabił i od razu jak się poznaliśmy, skradł nasze serca:-) Przytulanka - wskakuje bez pardonu na kolana i każe się miziać. Mruczy wtedy jak traktor:-) W kuchni żebrze głośnym miauczeniem o okrawki wędliny, przyłazi do nas w nocy do łózka i śpi na kołdrze, gubi białe kłaki i w ogóle jest cudny:-) Zobaczyć go można na załączonym zdjęciu:-)&lt;br /&gt;No, to tak na szybko wrażenia, idę sobie zaraz falafelka na obiad odgrzać;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-2541067649737879219?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/2541067649737879219/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=2541067649737879219' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2541067649737879219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2541067649737879219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/02/chwila-czasu.html' title='Chwila czasu.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S3AC3p0ZGiI/AAAAAAAAEBI/vEeuBa22osk/s72-c/krecio.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4640458383828964121</id><published>2010-01-21T18:51:00.000+01:00</published><updated>2010-01-21T19:06:28.545+01:00</updated><title type='text'>Jedną nogą na jednego księdza, drugą na drugiego... ;-)</title><content type='html'>Co znaczy ten dziwaczny tytuł?&lt;br /&gt;Otóż oznacza on ni mniej ni więcej, tylko "przeprowadzka lada chwila":-) W tej chwili mieszkamy na ulicy nazwanej na cześć jednego z najbardziej znanych polskich księży, a już za 9 dni przeprowadzamy się do NASZEGO WŁASNEGO MIESZKANIA, na ulicę... innego bardzo znanego księdza:-p Myślałby kto, że tacy religijni jesteśmy :-D&lt;br /&gt;Jestem przerażona i podekscytowana jednocześnie.&lt;br /&gt;Nie ma już odwrotu. Kredyt uruchomiony, akt notarialny spisany, umówieni jesteśmy na oddanie mieszkania i przekazanie kluczy na sobotę 30.01. Psychicznie szykuję się do przeprowadzki. Przeprowadzek nie znoszę niemal organicznie, słabo mi się robi na samą myśl. Pociesza mnie świadomość, że to do WŁASNEGO, że to ostatnia przeprowadzka... No, może nie na zawsze, ale na pewno minimum na ładnych parę lat:-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S1iXjr-ma_I/AAAAAAAAD_Y/hfD87aXmwEs/s1600-h/przeprowadzka1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 148px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S1iXjr-ma_I/AAAAAAAAD_Y/hfD87aXmwEs/s200/przeprowadzka1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429255990151638002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W mojej głowie też ciągle kolory farb, wymiary szafek, parametry materacy, zasłonki, fotele, plakaty... Jeszcze wiele czasu minie, zanim wprowadzę w życie wszystkie swoje pomysły (nie tylko czasu, ale też dyskusji i kompromisów z drugim pomysłodawcą;-) bo przecież czeka nas trochę remontów, a to - niestety - trwa. Ale samo to planowanie jest tak przyjemne, że nie mogę się powstrzymać i ciągle to robię;-)&lt;br /&gt;No i jeszcze nowy lokator, czyli kot. NARESZCIE, NARESZCIE będziemy mogli wziąć własnego kotka do domu. Zamierzamy adoptować jakiegoś biedaka lub biedaczkę ze schroniska lub domu tymczasowego i mam nadzieję, że zrobimy to niezwłocznie po przeprowadzce...&lt;br /&gt;Tym tylko ostatnio żyję i w sumie nie mam nic innego do napisania:-p Zatem żegnam Was na dziś i do napisania... pewnie już z nowego lokum:-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4640458383828964121?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4640458383828964121/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4640458383828964121' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4640458383828964121'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4640458383828964121'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2010/01/jedna-noga-na-jednego-ksiedza-druga-na.html' title='Jedną nogą na jednego księdza, drugą na drugiego... ;-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/S1iXjr-ma_I/AAAAAAAAD_Y/hfD87aXmwEs/s72-c/przeprowadzka1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-8787495233451553080</id><published>2009-12-05T11:13:00.000+01:00</published><updated>2009-12-05T11:40:20.220+01:00</updated><title type='text'>Intensywne czasy...</title><content type='html'>Tak, wiem, nie było mnie ponad dwa miesiące.&lt;br /&gt;Tzn. byłam przez chwilę, jakiś tydzień temu, ale po napisaniu dwóch zdań stwierdziłam, że wcale nie chce mi się pisać, że nie ma o czym...&lt;br /&gt;Ale teraz chyba jakoś czuję prawdziwą potrzebę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to najłatwiejszy, najspokojniejszy czas, ci co mnie znają, wiedzą albo się domyślają zapewne...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie dwa miesiące wypełnione były głównie poszukiwaniem mieszkania, które nadawałoby się do tego, żeby wpakować w nie gigantyczny kredyt, większość oszczędności i sporo serca. Mieszkania, w którym chcielibyśmy spędzić co najmniej kilka najbliższych lat, a może większą część życia. Takie, w którym chcielibyśmy wychowywać nasze przyszłe dzieci. Chyba w zeszłym tygodniu wreszcie nam się udało. W każdym razie obecnie trzymamy się go, nie szukamy już więcej, czekamy aż właściciel załatwi wypis z księgi wieczystej, czy jak to się tam nazywa... (nie mogę uwierzyć, że używam tych "dorosłych" słów: księga wieczysta, taksa notarialna, hipoteka, umowa przedwstępna;-) &lt;br /&gt;W naszych poszukiwaniach przekonaliśmy się, że nie ma mieszkań bez wad (to tak jak z ludźmi:-) Niektóre były w kiepskim miejscu, inne kompletnie zrujnowane, niewarte swojej ceny, jeszcze inne miały beznadziejny widok z balkonu albo za mały balkon itd... To też bez wad nie jest. Przede wszystkim jest na parterze - nie marzyliśmy o tym. Ale kto wie, jak przyjdzie mi wnosić do niego dziecko w wózku albo kot mi wyskoczy z okna, to może to docenię;-) Poza tym ma mały balkon (początkowo marzyliśmy o loggii). Ale za to pod balkonem ma kawałek ogródka - kto wie, może nadejdzie moment, że zacznę go uprawiać? Posadzę porzeczki i bratki...;-) Poza tym ma trzy pokoje, całe jest rozkładowe, osobno nawet kibelek i łazienka:-) Stan bardzo przyzwoity jak na cenę, którą proponuje sprzedający - są nowe okna PCV, łazienka i toaleta w dobrym stanie, podłoga w kuchni i przedpokoju też może zostać... Kuchnia jest najsłabszym punktem, ale na to Konrad bardzo się cieszy, bo będzie mógł urządzić to - według niego najważniejsze w domu - pomieszczenie po swojemu. Kiedy przyjdzie do remontu, oprócz kuchni będziemy prawdopodobnie robić wszędzie ściany i podłogi w pokojach. No i czeka nas meblowanie - chyba najprzyjemniejsza część:-) Już się nie mogę tego doczekać. Oczywiście wszystko będzie dosyć skromne, ze względu na ograniczone fundusze, ale będzie NASZE:-D A za oknem kuchni rośnie czereśnia - już się nie mogę doczekać żeby zobaczyć, jak będzie wyglądać na wiosnę... &lt;br /&gt;Tak więc jesteśmy bardzo zmęczeni i zestresowani tym (wiadomo, boimy się czy to na pewno właściwa decyzja, ja bardzo nie lubię zmian...). Ale przynajmniej powoli zaczyna to zmierzać w jakimś konkretnym kierunku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba z tego stresu i zmęczenia, dopadł mnie w końcu wirus, który po kolei rozkłada większość znanych mi ludzi oraz dzieci w przedszkolu - zapalenie oskrzeli. I choć przebiega ogólnie raczej łagodnie (bez gorączki i innych towarzyszących objawów), kaszel mnie wykańcza. Od półtora tygodnia wypluwam płuca. Dziś dopiero, po 4 dniach antybiotyku (i siedzenia na zwolnieniu) zaczyna powoli zanosić się na poprawę... No ale nie chcę pochwalić dnia przed zachodem słońca, więc... sza:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Radością napełnia mnie wizja nadchodzących świąt. To mój ulubiony czas w roku. Część prezentów już zakupiłam, za częścią jeszcze się rozglądam (w internecie oczywiście, jestem wszak uziemiona)... Ech, jeszcze tylko 3 tygodnie:-) &lt;br /&gt;I oby do Gwiazdki. A później się zobaczy co będzie dalej;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-8787495233451553080?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/8787495233451553080/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=8787495233451553080' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8787495233451553080'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8787495233451553080'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/12/intensywne-czasy.html' title='Intensywne czasy...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-191778667582069821</id><published>2009-09-28T09:01:00.000+02:00</published><updated>2009-09-28T09:54:20.536+02:00</updated><title type='text'>Wielkopolski weekend.</title><content type='html'>Kochani!&lt;br /&gt;Żyję, żyję, mam się jako-tako, tylko tematów jakoś brak. Wszak nie będę pisać wciąż o tym samym: "poszłam do pracy, dzieci wrzeszczały, w domu zrobiłam obiad, poszliśmy na spacer..."&lt;br /&gt;Ale dziś mam temat, o którym warto napisać:-)&lt;br /&gt;Miniony weekend spędziliśmy w moim kochanym Poznaniu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SsBqa_W-BXI/AAAAAAAAD5E/uj_f4GNmyIs/s1600-h/poznan.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SsBqa_W-BXI/AAAAAAAAD5E/uj_f4GNmyIs/s200/poznan.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386422166252029298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na początek chcę strasznie podziękować tym, którzy się do tego przyczynili. Piotrkowi i Iwonce, których ślub stał się dla nas wreszcie porządnym (i miłym!) pretekstem, żeby silną ekipą ściągnąć do stolicy Wielkopolski. Michałowi i Asi, którzy użyczyli nam ręczników, zawieźli swoim samochodem i towarzyszyli w przesympatycznej wyprawie do słynnego Zapaśnika. Markowi, który towarzyszył nam prawie cały czas i rozśmieszał mnie, jak zwykle, swoim ciętym dowcipem. Ufokowi, który też strasznie mnie rozśmieszał i woził nas swoją cudną Mazdą, na której tylnym siedzeniu przebierałam się po ślubie Piotrka;-) Marcinowi, który także posłużył nam za kierowcę, choć było nas o jedną osobę do auta za dużo;-) Wreszcie Hubertowi i Joli, którzy pokazali nam wspaniałą kawiarnię i bardzo ciepło nas ugościli.&lt;br /&gt;Wyprawa zaczęła się w piątek przed 16-tą, gdy Michał (który miał wówczas urodziny) podjechał po nas, razem z Markiem. Dowcipkując dotarliśmy do Aleksandrowa, gdzie zwiedziliśmy mieszkanie Michała i Asi (świetna okolica i fajna chatka:-) Dostaliśmy od Asi ręczniki, bo w ferworze przedwyjazdowym oczywiście zapomnieliśmy ich spakować, zabraliśmy wszystkie potrzebne klamoty i wyruszyliśmy w bezproblemową, sympatyczną podróż do Poznania. Dotarłszy na miejsce, zadekowaliśmy się w wysokim, wielkim mieszkaniu (kamienica), współwynajmowanym przez Marka i pospieszyliśmy przez wieczorny Poznań do Zapaśnika. Zapaśnik, dla niewtajemniczonych, to pub-pizzeria, prowadzony przez byłego zapaśnika Pawła, który jest okropnie marudny i nieznośny, ale zaprzyjaźniony z Michem. Dlatego po krótkiej pyskówce pt."idźcie sobie gdzie indziej na pizzę, nie będę żadnej pizzy robił, oglądam mecz" (słów niecenzuralnych, które padły, nie przytoczę;-) oczywiście dostaliśmy swoje pizze i pyszne piwko Fortuna Mocne Ciemne. Jedyne piwo, któremu chyba nie potrafię się oprzeć;-) Szybko dołączył do nas kolega Michała i Marka, Marcin, oraz Ufo, który pilotowany przez telefon, przybył do Poznania z Wrocka. Było bombowo:-) Do domu zabrał nas niepijący Marcin. Jednak nie poszliśmy od razu spać (przynajmniej niektórzy;-) Gadaliśmy o głupotach jeszcze chyba do drugiej nad ranem...&lt;br /&gt;Po krótkiej nocy w niewygodnym łóżku wstaliśmy, zrobiliśmy małe zakupy w pobliskim sklepiku i zjedliśmy śniadanie. Asia poszła do fryzjera, wyczarować fryzurę na wesele Piotrka, a ja z chłopakami wybrałam się pospacerować po Poznaniu i zakupić słynne drożdżówki z kruszonką w cukierni Złoty Rożek:-) O 14-tej wróciliśmy do domu szybko się przebrać i dwoma samochodami, po drodze kupując kwiaty, pojechaliśmy do kościoła św. Rocha. Ślub skromny, ksiądz do rzeczy, piękne kolorowe światła od witraży, dobra pogoda, a do tego zagubiony motyl, fruwający pod koniec uroczystości ponad ołtarzem... Naprawdę ładnie to wypadło. Po ślubie Michał z Asią pojechali na wesele, a my z Mareczkiem i Ufokiem, po szybkim przebraniu się w aucie, udaliśmy się na świetne kanapki na ciepło do baru Canapkka, skąd przemieściliśmy się spacerem do kawiarni Stary Młynek, gdzie z kolei Konrad umówił się ze swoimi znajomymi ze studiów - Hubertem i Jolą. Kawiarnia ekstra, bardzo dużo miejsc, przytulny ogródek w podwórku, śliczny wystrój no i wybór wszystkiego - POWALAJĄCY. Zdecydowałam się na kawę Borgia - z czekoladą, bitą śmietaną i kandyzowaną skórką pomarańczy:-) Zrobił się wieczór i Ufo musiał jechać do Sieradza, rozstaliśmy się więc przy samochodzie (Ufo jeszcze Marka podrzucił do domu) - my z Hubertem i Jolą poszliśmy długim spacerem do nich. W ciasnym mieszkanku zjedliśmy kolację i gadaliśmy jeszcze do nocy:-)&lt;br /&gt;W niedzielę, po śniadaniu, zapakowaliśmy z Kretem nasze klamoty i udaliśmy się na dworzec, skąd, po nabyciu absurdalnego zapasu drożdżówek w Złotym Rożku, wyruszyliśmy w prawie 5-godzinną podróż do Łodzi.&lt;br /&gt;Teraz jestem w domu, Konrad w pracy, do której niestety zapomniał wziąć drożdżówkę:-p Zje jak wróci. Znów zaczęła się szara rzeczywistość, o której nie ma sensu pisać (praca-gotowanie-zmywanie-odpoczynek-praca-sen...), ale przez jakiś czas będzie mi towarzyszyć przemiłe wspomnienie tego weekendu.&lt;br /&gt;Jeszcze raz dziękuję tym, którzy mieli w tym swój udział i... liczę na powtórkę za mniej iż rok;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Przepraszam za nieco chaotyczny styl, ale starałam się jak najwięcej przekazać na gorąco:-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-191778667582069821?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/191778667582069821/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=191778667582069821' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/191778667582069821'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/191778667582069821'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/09/wielkopolski-weekend.html' title='Wielkopolski weekend.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SsBqa_W-BXI/AAAAAAAAD5E/uj_f4GNmyIs/s72-c/poznan.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-7393097908845517433</id><published>2009-08-19T09:24:00.000+02:00</published><updated>2009-08-19T09:27:07.760+02:00</updated><title type='text'>Rok i jeden dzień.</title><content type='html'>Ludzie!&lt;br /&gt;Wczoraj, w ferworze różnych spraw, zapomniałam jakoś zrobić notatkę "rocznicową":-p&lt;br /&gt;A wczoraj wszak minął ROK od dnia, gdy wsiedliśmy w samolot w Liverpoolu i po 9 miesiącach przylecieliśmy wreszcie na Lublinek, na który teraz jeździmy na rowerowe spacery;-)&lt;br /&gt;Rok już jesteśmy w Polsce! Dacie wiarę???&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-7393097908845517433?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/7393097908845517433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=7393097908845517433' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7393097908845517433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7393097908845517433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/08/rok-i-jeden-dzien.html' title='Rok i jeden dzień.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-7456851647729100311</id><published>2009-08-11T17:42:00.000+02:00</published><updated>2009-08-11T19:12:44.317+02:00</updated><title type='text'>Tydzień pod znakiem lasu i wody (UWAGA, długi wpis:-)</title><content type='html'>Kochani.&lt;br /&gt;Jak wiecie, byliśmy na tygodniowym urlopie. Wróciliśmy z niego już przedwczoraj, ale jakoś nie mogłam się zebrać do pisania. Muszę się jednak wreszcie za to wziąć, bo jeszcze trochę i całkiem o tym zapomnę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym zdaniem: było bardzo fajnie:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjechaliśmy sobie z Ufokiem, jego przewygodnym autkiem, koło południa w poniedziałek. Zajechawszy na miejsce, na kemping w Borkach (które nic się nie zmieniły przez 5 lat!), zameldowaliśmy się i zapakowaliśmy swe klamoty do domku. Domek jak to domek - drewniany, duszny, dość prowizorycznie urządzony, z małą lodówką i prowizoryczną łazienką. Przeraziła nas maluśka, elektryczna przepływowa terma, która miała nam grzać wodę zarówno do kranu nad zlewem jak i... prysznica:-o Żeby było śmieszniej, okazało się, że nie działa;-p Konrad poszedł do recepcji i obiecano, że ktoś ją przyjdzie naprawić. Tak się stało, z tym, że okazało się, że naprawienie nic nie dało i trzeba ją wymienić (następnego dnia ta wymieniona się popsuła i znów ją trzeba było wymienić, na szczęście od tej pory działała już dobrze:-) Tego pierwszego popołudnia przeżyłam wielkie rozczarowanie, bo okazało się, że w naleśnikarni, gdzie poszliśmy na obiad, nie ma już bilardu (graliśmy tam namiętnie poprzednim razem). No ale nic to, bilard znalazł się na terenie kempingu:-) Tego wieczoru zwiedzaliśmy sobie okolicę i pograliśmy w badmintona. Muszki prawie nas zeżarły, gdyby nie OFF, pewnie byśmy z tego wyjazdu nie wrócili;-)&lt;br /&gt;We wtorek, jak w końcu udało nam się wstać, pomyć (póki co w zbiorowej łazience dla namiotów, bo przypominam, że w tym momencie mamy jeszcze popsutą termę) i zjeść śniadanie, wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy do Tomaszowa (pogoda wyraźnie się skiepściła). Konrad wpadł na pomysł, żeby jechać do jakichś bunkrów, ale po tym, jak wyjechaliśmy parę kilometrów z Tomaszowa i spytaliśmy kogoś o drogę, okazało się, że pojechaliśmy w ogóle w złą stronę. Daliśmy więc sobie spokój i postanowiliśmy zwiedzić to, co dostępne w Tomaszowie. I tak trafiliśmy do skansenu - Muzeum Rzeki Pilicy (czy jakoś tak), gdzie było względnie ciekawie, jak na takie muzeum;-p Stamtąd poszliśmy na spacer po Niebieskich Źródłach, gdzie zrobiliśmy (w zasadzie to Ufo nam robił) trochę fajnych zdjęć z serii "ja latam!;-) Potem, błądząc kilkanaście minut po Tomaszowie, trafiliśmy w końcu do Carrefoura, gdzie zrobiliśmy duże zakupy:-) Jogurty, kabanoski, ciastka, piwo, bułeczki... Wreszcie, gdy już dochodziła 16-ta, zawlekliśmy się do pizzerii DaGrasso, gdzie wszamaliśmy półtorej dużej pizzy, pozostałą połówkę uwożąc w pudełku na kolację. Wieczór spędziliśmy grając na ganku w tzw. UNO (podobne trochę do makao, bardzo się wzbraniałam na początek, ale potem straszliwie się wciągnęłam;-)&lt;br /&gt;Środa to znów nieciekawa pogoda. Konradowi nie przeszkodziła się ona kąpać każdego dnia w jeziorze, ale ja osobiście trzęsłam się na kocu. Po południu, po pysznej rybce smażalnianej, namówiłam chłopaków na długi spacer na tamę, więc tym razem nie musiałam się trząść na kocu. Znów zrobiliśmy trochę fajnych zdjęć:-) Wieczór znów spędziliśmy rżnąc w UNO;-) W międzyczasie okazało się, że nasz domek nawiedzili jacyś głodni goście i wyjedli Ufokowi kawał bułki. Z zaschniętych bobków na desce do krojenia (BLEH!) wywnioskowaliśmy, że była to myszka (myszki?). Deski odważyłam się użyć dopiero po dwukrotnym jej sparzeniu, w Łodzi;-0 Konrad w ogóle się nie przejął i zjadł z apetytem pomidora przekrojonego na desce ZANIM zauważyliśmy bobki:-/&lt;br /&gt;W czwartek pogoda znacznie się poprawiła, zdecydowaliśmy się więc na posiedzenie na plaży. Odważyłam się nawet wejść do jeziora;-) Pograliśmy też w bilard i zjedliśmy znów przepyszny obiad w smażalni (wzięłam pstrąga - palce lizać!).&lt;br /&gt;W piątek rano spakowaliśmy się i zdecydowaliśmy się jeszcze odwiedzić plażę, bo było nadal ciepło i słonecznie. Przekąpawszy się i nagrzawszy się na słońcu, zapakowaliśmy klamoty do samochodu i poszliśmy jeszcze na przedwyjazdowy obiad. Konrad na kebab, Ufo znów na rybkę, ja na frytki. Potem zapakowaliśmy do samochodu i siebie, i Ufo powiózł nas do oddalonego o 12 kilometrów (tak powiedziała nam "Marzena" czyli GPS pożyczony od Piotrka vel Killera) hotelu Magellan, w którym Konrad wygrał weekendowy pobyt. Trochę byłam przerażona, gdy Ufo odjeżdżał, bo hotel w rzeczy samej, jak ostrzegał nas Michał, jest w samym środku niczego. Dookoła tylko las i dość nieciekawe perspektywy jeśli chodzi o wydostanie się stamtąd... No ale postanowiliśmy cieszyć się sobą i tym luksusowym, praktycznie darmowym weekendem. Cichy pokój (otwierany na kartę magnetyczną, jak na filmach, ha!), z oknem na las, czysto, elegancko, tylko lodówki i czajnika brak... No ale mówi się trudno. Rozpakowawszy się nieco, zeszliśmy na dół, skorzystać po raz pierwszy z kompleksu basenowego. Tu znowu Europa, elektroniczne opaski na nadgarstek, przypominające silikonowy zegarek, umożliwiały wejście do blokowanej elektronicznie szatni, a także otwarcie szafki (trochę się namęczyłam, zanim się zorientowałam, jak się to robi; cóż, taka ze mnie nieobyta prostaczka;-) Basen zadbany, czyściutki, choć niewielki, ale dla mnie to nie problem, wszak i tak nie pływam. Jacuzzi CUDNE (chciałabym coś takiego w domu;-) , sucha sauna trochę mniej cudna, weszłam do niej tylko eksperymentalnie. Myślę, że gdybym jakimś sposobem zdołała wytrzymać przepisowe 12 minut, czułabym się jak kurczak z rożna. Potem odkryłam, że parowa łaźnia jest nieco przyjemniejsza (co nie znaczy, że przyjemna!) i łatwiej w niej oddychać;-p Wypluskani, odświeżyliśmy się i podążyliśmy na późną obiadokolację, która rozłożyła nas na łopatki. Może hotel jest 3-gwiazdkowy, ale moje podniebienie hotelowej restauracji przyznałoby gwiazdek pięć;-) Sałatka cesarska (sałata, grillowany kurczak z grzaneczkami i parmezanem, skropione octem balsamicznym niebywałej jakości) z czosnkowym pieczywkiem sprawiła, że przeżyłam smakowy orgazm. Wspaniały posiłek przy świecy, podany przez przesympatyczną kelnerkę i umilony obserwowaniem wyczynów małego, słodkiego Karola przy sąsiednim stoliku, zwieńczył sernik z czekoladą i boska pomarańczowa herbata:-D Konrad oczywiście wziął zupełnie co innego, ale pamiętam z tego tylko szarlotkę na ciepło z lodami i bita śmietaną;-) Też był zachwycony. Sobota to relaksujący, długi prysznic w eleganckiej łazience, podczas gdy Konrad pływał z samego rana. Potem BOSKIE śniadanie (szwedzki stół, porażający wyborem - maleńkie bułeczki, croissanty, jajka, ser biały, żółty, półmisek wędlin, jajecznica, parówki na ciepło, jogurty, miód, dżemy, nutella w malutkich pojemniczkach, mleko, różne rodzaje chrupek, owoce, sałatki, soki, różne herbaty do wyboru... OBŁĘD!:-o) Dalej - spacer po lesie. Wycieczka wypożyczonymi rowerami, dzięki której dowiedzieliśmy się, że aby się wydostać nie będziemy musieli iść z walizką do przystanku 12 kilometrów, a zaledwie dwa;-) i na której zaliczyłam glebę, nie mogąc opanować dziwnego roweru ze straszliwie zwrotną kierownicą i hamulcami wyłącznie ręcznymi (w zasadzie dobrze, że skończyło się na otarciu dłoni i kolana:-) Potem znów basen i jacuzzi (w którym Konrad zanurkował i dzień później dostał zapalenia ucha, ale o tym zaraz). Przepyszna kolacja (w moim przypadku bardzo podobna do piątkowej, gdyż nie mogłam się oprzeć sałatce cesarskiej, a z deserów tak naprawdę tylko sernik mi przypasował, gdyż szarlotka lub lody z owocami, to nie są moje ulubione słodycze). Na dobranoc "Bodyguard" w dużym telewizorze;-) Nazajutrz przepyszne śniadanko, pakowanie i ostatnie korzystanie z basenu. Tym razem głównie jacuzzi, bo Konrad nie chciał już moczyć głowy z zaczynającym się bólem ucha. O 11-tej wymeldowaliśmy się (dopłacając zawrotną kwotę 36zł za rowery i nieznaczne przekroczenie przewidzianego w naszym zaproszeniu 45zł na głowę za kolację). Z walizą potoczyliśmy się szosą 2 km do przystanku PKS, przenosząc się tym samym w zupełnie inną, mniej luksusową rzeczywistość. Po przesiadce w Piotrkowie na pociąg, ok.14-tej wylądowaliśmy w końcu w Łodzi, gdzie wzięliśmy już z dworca taksówkę do domu. Nie wiedzieliśmy, że to nie będzie nasza jedyna podróż taksówką tego dnia. Po obiedzie Konrada ucho rozbolało na dobre, a kiedy grubo po 21-wszej okazało się, że sączy się z niego krew, zaczerpnąwszy informacji na normalnym pogotowiu, wezwaliśmy kolejną tego dnia taksówkę i udaliśmy się na pogotowie na Sienkiewicza, gdzie mają laryngologa. Skończyło się na strachu, nic się tam złego nie dzieje i chłop mój, choć wciąż walczy z temperaturą, pomalutku dochodzi do siebie. Życzcie mu wszyscy zdrowia:-)&lt;br /&gt;I mnie też, bo siedzę już przy kompie, zgarbiona, od godziny (w sumie dziś to więcej, ale na pisaniu posta zeszła mi godzina ponad) i zaczynam czuć to w krzyżu.&lt;br /&gt;Zatem uciekam, zapraszając jeszcze na do widzenia na moją Picasę, gdzie możecie obejrzeć całkiem sporo zdjęć z wyjazdu: http://picasaweb.google.pl/kretka83/Wakacje09#&lt;br /&gt;BUZIAKI!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-7456851647729100311?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/7456851647729100311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=7456851647729100311' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7456851647729100311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/7456851647729100311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/08/tydzien-pod-znakiem-lasu-i-wody-uwaga.html' title='Tydzień pod znakiem lasu i wody (UWAGA, długi wpis:-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-906957483343425868</id><published>2009-07-30T20:31:00.000+02:00</published><updated>2009-07-30T20:50:44.267+02:00</updated><title type='text'>Rowerek:-)</title><content type='html'>Witojta, witojta, jak zawsze mówi na nasz widok kolega Killer:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno mnie nie było, ale nie zamierzam się w żadnym razie tłumaczyć;-p Mam swoje powody, dla których nie miałam czasu lub ochoty nic napisać, a są to powody natury osobistej i spuszczę na nie zasłonę milczenia...&lt;br /&gt;No, ale teraz akurat mam czas i ochotę, a nawet trochę treści w głowie;-) Więc podzielę się z Wami pokrótce, co też u mnie słychać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A najważniejszą sprawą, którą u mnie słychać (albo raczej widać w piwnicy;-) jest... ROWEREK:-D Planowany i obiecywany od dawna, wreszcie się zmaterializował, w postaci używanej, śliwkowej damki, o olbrzymich kołach 28 cali:-) Małżonek był tak miły i poświęcił ostatnio niedzielne przedpołudnie, aby wybrać i przywieźć mi ten rowerek aż z giełdy samochodowej na Widzewie.  Ukłon też w stronę teściów, którzy w zasadzie sfinansowali rzeczony zakup:-) Rower wydaje się przy mnie olbrzymi, czuję się na nim taka wysoka;-) Ale dosięgam do pedałów, więc wszystko w porządku;-) I tak od trzech dni praktycznie wszędzie dostajemy się rowerami, ku wielkiej uciesze Konrada i rozpaczy moich ud:-p Faktem jest, że chodzi dość ciężko, więc dosłownie czuję, jak moje nieprzyzwyczajone mięśnie nóg pracują i wytwarzają kwas &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SnHqtb_V1WI/AAAAAAAADlI/XqPeblF3tUY/s1600-h/rowerek.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 170px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SnHqtb_V1WI/AAAAAAAADlI/XqPeblF3tUY/s200/rowerek.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364326697503413602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;mlekowy. Mam nadzieję, że nie urosną zanadto;-) Nie bardzo mi się widzą moje nogi rozbudowane jak u Lance'a Armstronga;-p&lt;br /&gt;Mojego śliwkowego "rumaka" możecie zobaczyć na załączonym zdjęciu, z wycieczki na lotnisko Lublinek, kiedy to pojechaliśmy obejrzeć lądowanie z Londynu, ale się nie doczekaliśmy, bo wyszło na jaw, że Kasia nie potrafi czytać rozkładu lotów w internecie;-) No ale wycieczka zaliczona i widzieliśmy dla odmiany jakieś szkolenia ratowników czy kogoś podobnego, helikopter latał w tę i z powrotem, z uczepionymi na linie ludźmi, którzy (chyba) transportowali kukły:-p Konrad się bardzo zafascynował tym;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym w ostatnich dniach zaliczyliśmy bilard z Miśkami w pubie Dwie Dłonie oraz sentymentalny wieczór przy herbacie i lodach z Killerami, w ich mieszkaniu, gdzie kiedyś mieliśmy przyjemność mieszkać, a które niebawem zostanie sprzedane... Oba spotkania bardzo udane, pomijając fakt, że jakoś zapomniałam chyba, jak się w bilard gra:-/ Może w Borkach poćwiczę, bo tam się wybieramy w przyszłym tygodniu na parę dni, a z tego co pamiętam, jest bilard... w naleśnikarni:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uff, to chyba tyle. Następny wpis pewnie będzie o naszym małym wyjeździe, więc czekajcie cierpliwie:-)&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich serdecznie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-906957483343425868?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/906957483343425868/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=906957483343425868' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/906957483343425868'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/906957483343425868'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/07/rowerek.html' title='Rowerek:-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SnHqtb_V1WI/AAAAAAAADlI/XqPeblF3tUY/s72-c/rowerek.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-5090748409620744802</id><published>2009-07-01T16:56:00.000+02:00</published><updated>2009-07-01T17:18:15.591+02:00</updated><title type='text'>Już za chwileczkę, już za momencik...</title><content type='html'>... URLOP :-D&lt;br /&gt;Dziś odbębniłam radę pedagogiczną, na której moja obecność jest w sumie czystą formalnością. Wypociłam się, mało nie przykleiłam się do krzesał w dusznej sali (upał niemiłosierny od wczoraj!), choć to tylko dwie godziny...&lt;br /&gt;Jutro ostatni dzień, dzieciaków oczywiście już nie ma (HURRRA!). Muszę posprzątać trochę w gabinecie, jakoś się przemęczyć te ostatnie 5 godzin (może się wcześniej urwę;-) i... WAKACJE:-D Prawie jak prawdziwe wakacje w szkole, bo aż 7 tygodni:-)&lt;br /&gt;Nie wierzę, że przepracowałam tu już cały rok szkolny :-o Kiedy to zleciało?? :-o Według aktualnych moich danych, wszystko wskazuje na to, że we wrześniu tam powrócę (mam już kolejną umowę). Nie wiem, czy to dobrze... Czas pokaże, jak będzie.&lt;br /&gt;Nie wiem jeszcze, co z urlopem zrobimy. Pewnie będziemy chodzić na spacery, jeździć do Sieradza, może wyskoczymy gdzieś dalej na parę dni... Na pewno jakiś weekend spędzimy w hotelu spa Magellan pod Piotrkowem:-) Małżonek mój wygrał bowiem zaproszenie dla dwóch osób na takowy weekend, na szkoleniu z Eurodialogu:-) Milutko:-D Muszę tylko kostium kąpielowy nabyć, bo - wierzcie lub nie - nie posiadam nic co można by na basen przywdziać:-p Taka ze mnie baba, że nawet kostiumu nie mam:-p A propos, zamówiłam wreszcie, po długich wahaniach, moje buciki - Martensy 1920, czarne, na 7 dziurek:-D Nie mogę się doczekać, jak przyjdą...&lt;br /&gt;I tak nam jakoś leniwie mija czas, a będzie jeszcze leniwiej, jak już wakacje mi się zaczną naprawdę:-) Oby tylko pogoda dopisała.&lt;br /&gt;Czego i Wam życzę:-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-5090748409620744802?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/5090748409620744802/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=5090748409620744802' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5090748409620744802'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5090748409620744802'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/07/juz-za-chwileczke-juz-za-momencik.html' title='Już za chwileczkę, już za momencik...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4481628737413453146</id><published>2009-06-07T09:16:00.000+02:00</published><updated>2009-06-07T13:57:27.507+02:00</updated><title type='text'>I po urodzinkach:-p</title><content type='html'>Chyba się nie wyspałam;-)&lt;br /&gt;A to znaczy, że zabawa była udana (znaczy to też, że nie potrafię spać długo, niezależnie od tego, o której się położę;-)&lt;br /&gt;Dzień zaczął się od szalonej bieganiny, bo brakowało nam paru rzeczy. Najpierw odwiedziliśmy Tesco. Zakupki odstawiliśmy do domu i poszliśmy dalej w osiedle, na rynek... Wróciliśmy z wielką siatą, ale brakowało nam jeszcze... sama już nie pamiętam czego:-p Więc poszliśmy jeszcze raz do Tesco. Jak już wróciliśmy, okazało się, że potrzeba jeszcze papieru do pieczenia, papieru toaletowego i czegoś tam jeszcze, więc Konrad przejechał się rowerem. Jak wrócił, okazało się, że zapomniał papieru toaletowego ;-p No to poszedł jeszcze raz po papier, przy okazji dokupując krakersy;-) No, to wreszcie było wszystko;-) W międzyczasie, z doskoku, zdążyliśmy zrobić kompot (Konrad), ciastka short-bread (Konrad) i tzatziki (ja:-) Ledwo zdążyłam się przebrać, wpadli Mateusz z Agatą. Podczas gdy ja "się robiłam" w łazience, chłopaki z Agatą wzięli się za ziemniaczki i twarożki. Gdy, cała w turkusach, wychynęłam z łazienki, wszystko już było prawie gotowe. Oddaliśmy się więc przyjemnym dyskusjom (głównie o filmach) i oczekiwaniu na resztę gości. Jakiś czas potem pukanie do drzwi obwieściło nam przybycie Państwa Killerów z Panem Ufokiem;-) Po wręczaniu prezentów (DZIĘKUJĘ!:-), po grzecznościach i fałszywym odśpiewaniu przez gości "Sto lat" (DZIĘKUJĘ!:-) mogliśmy wreszcie zasiąść do stolika. Ciasno było, ale wcale nie mniej pysznie przez to. Chipsy z dodatkiem tzatzików (pochwalę się, że mi się udały;-) , pieczone ziemniaczki z twarożkami (ukłony dla Agaty!), krakersy. Do tego piwko z sokiem lub bez, ewentualnie sok lub kompot dla niepijących:-) Jak już obżarliśmy się ziemniaków, wjechał tort pichinger, skomponowany przez Konrada wraz ze świeczkami w fikuśną konstrukcję.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Siuqj0L9cEI/AAAAAAAADNE/_KnVcNTnVSQ/s1600-h/urodzinki1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Siuqj0L9cEI/AAAAAAAADNE/_KnVcNTnVSQ/s200/urodzinki1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5344552915086176322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Zdmuchnęłam wszystkie jednym dmuchem, więc życzenie chyba się spełni:-) Do tortu dołączyły ciastka, truskawki i kawka dla chętnych. Powiem tylko tyle: MNIAM, MNIAM:-D&lt;br /&gt;Jak już prawie nie mogliśmy się ruszać z tego objedzenia, przenieśliśmy się na dywan, aby zagrać w moją nową, wymarzoną grę (dostałam ją, nawiasem mówiąc, w dwóch egzemplarzach, więc można zrobić DUUUŻĄ talię) "Prawo Dżungli". Na tym upłynęła nam już większa część wieczoru, bo wszyscy strasznie się wciągnęli (i nie dziwota, gra jest świetna!). W pewnym momencie z rytmu wytrąciło nas dziwne zjawisko. Ni stąd ni zowąd coś błysnęło, jakby ktoś nam zdjęcie robił zza okna, a po paru sekundach gdzieś &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SiuqvPi95tI/AAAAAAAADNM/zCS4x9Pa2_c/s1600-h/urodzinki3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SiuqvPi95tI/AAAAAAAADNM/zCS4x9Pa2_c/s200/urodzinki3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5344553111408994002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;niedaleko pierdzielnął piorun. Odłączyliśmy szybko sprzęt od prądu, a tu okazało się, że... już po burzy:-o No ludzie, dajcie spokój, co to w ogóle było?:-p Pograliśmy jeszcze potem w Jengę, pogadaliśmy, aż zrobiła się pierwsza i wszyscy nagle poczuli się zmęczeni. Nasz drogi Ufo zabrał więc wszystkich gości do swojego nowego autka i ujechali nasi goście, w deszczową noc...&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Siuq6mb5w_I/AAAAAAAADNU/Xx29gsXFizk/s1600-h/urodzinki5.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Siuq6mb5w_I/AAAAAAAADNU/Xx29gsXFizk/s200/urodzinki5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5344553306531939314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Teraz Konrad powoli się budzi, w kuchni i pokoju czeka sterta rzeczy do zmywania, a dywan-na poodkurzanie:-p&lt;br /&gt;Dlatego kończę powoli tę chaotyczną (aczkolwiek, mam nadzieję, że zrozumiałą) relację i zmykam, doprowadzić do ładu zarówno siebie, jak i chałupkę:-)&lt;br /&gt;BUZIAKI!&lt;br /&gt;Dodaję trzy zdjęcia, więcej będzie kiedyś, na Mateuszka Picasie:-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4481628737413453146?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4481628737413453146/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4481628737413453146' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4481628737413453146'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4481628737413453146'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/06/i-po-urodzinkach-p.html' title='I po urodzinkach:-p'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Siuqj0L9cEI/AAAAAAAADNE/_KnVcNTnVSQ/s72-c/urodzinki1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-2775658905633356667</id><published>2009-06-05T18:04:00.000+02:00</published><updated>2009-06-05T18:12:00.872+02:00</updated><title type='text'>Przygotowania urodzinowe:-)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SilDyGYOt_I/AAAAAAAADMk/jwyG3oZRzyY/s1600-h/URODZINY.png"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SilDyGYOt_I/AAAAAAAADMk/jwyG3oZRzyY/s200/URODZINY.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343876960836564978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Piszę krótko, żeby dać znać, że żyję ;-)&lt;br /&gt;Szykuję się do jutrzejszych moich urodzinek (nie napiszę, których; kto wie, ten wie:-p)&lt;br /&gt;Wysprzątałam już przedwczoraj kuchnię. Dziś łazienkę. Część zakupów już zrobiona, zaraz się biorę za pyszny torcik "pichinger" ;-) Pracę umila mi audiobook "Mistrz i Małgorzata" - bardzo przyjemnie się słucha, tak mimochodem (oczywiście jak się już czytało... W przeciwnym razie, słuchając mimochodem, nic bym nie zrozumiała:-p)&lt;br /&gt;Jutro będą goście, pyszne jedzonko i dobra zabawa.&lt;br /&gt;Na pewno zdam relację.&lt;br /&gt;Tymczasem życzę Wam miłego wieczoru:-*&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-2775658905633356667?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/2775658905633356667/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=2775658905633356667' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2775658905633356667'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/2775658905633356667'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/06/przygotowania-urodzinowe.html' title='Przygotowania urodzinowe:-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SilDyGYOt_I/AAAAAAAADMk/jwyG3oZRzyY/s72-c/URODZINY.png' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4982265885893740660</id><published>2009-05-04T09:01:00.000+02:00</published><updated>2009-05-04T09:30:28.389+02:00</updated><title type='text'>Majowy weekend:-)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Sf6Yfabn4eI/AAAAAAAADJU/7hyAerg0FjU/s1600-h/bez+maly.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 143px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Sf6Yfabn4eI/AAAAAAAADJU/7hyAerg0FjU/s200/bez+maly.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5331866674291794402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Weekend nazywam majowym, nie długim, jak to się zwykło od kilku lat robić. Cóż, niewiele był dłuższy od każdego zwykłego weekendu. Nie przeszkodziło mu to jednak być absolutnie perfekcyjnym, takim, jak sobie wymarzyłam:-) Już kilka tygodni wcześniej wpadłam na pomysł, żeby spędzić go w Sieradzu "na cześć" mojego pierwszego w ogóle weekendu, który tam spędziłam, poznając rodziców i znajomych Konrada. Dziewięć lat temu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przybyliśmy w piątek około południa. Pogoda od początku boska, za oknami pociągu zielono, żółto, pachnąco... Po smakowitym obiedzie, który zrobił Konrad (szparagi z szynką pod beszamelem:-) umówiliśmy się z Łukaszem vel Ufokiem na lody w mojej ulubionej kawiarni Mamma Mia. Tym razem wybrałam smaki ananasowy i limonkowy (MNIAM!) Po zjedzeniu tych pyszności Ufo zaproponował wyprawę bobem (czyli wysłużonym maluchem) przed siebie;-) Poniosło nas na Rudę, czyli tzw. żwirownię. Tam na jakiś czas porzuciliśmy boba i spędziliśmy dwie lub trzy godziny spacerując po lesie, zbiegając z hałd piachu i gadając, gadając... Wróciliśmy... mocno przykurzeni;-) Sympatyczny dzień zwieńczyła herbatka w domu Mamy Ufokowej, którą przy okazji serdecznie pozdrawiam:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny dzień rozpoczął się sympatycznym spacerem, z którego wróciliśmy na boski obiad w wykonaniu mamy Bożenki: RUSKIE PIEROGI:-D Jak już nam się pierożki trochę uleżały, zapakowaliśmy nabytą uprzednio kiełbachę, piwo, napój dla mnie i chlebek, i powędrowaliśmy na pierwszego w tym roku grilla, na którego zaprosił nas oczywiście Michał:-) Przyrzekam, nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam się tak wspaniale! Tak swobodnie, tak beztrosko... Wiem, że to brzmi, jakbym była już na emeryturze, ale poczułam się, jakbym znowu miała 20 lat;-) Huśtaliśmy się na ogrodowej huśtawce. Nagraliśmy się w kometkę, aż mnie każdy mięsień do dzisiaj boli:-p Napiekliśmy pysznej kiełbachy, nagadaliśmy się, najedliśmy... Kiedy zrobiło się już mocno chłodno, ruszyliśmy nasze tyłki z tarasu i przenieśliśmy się do mieszkania, gdzie Misiek zaproponował zabawną grę na refleks i spostrzegawczość "Prawo dżungli". Chodzi tu o to, że osoby siedzące w kręgu wykładają po kolei ze swojej kupki po jednej karcie z jakimś symbolem. Symbole powtarzają się, każdy chyba w dwóch czy czterech egzemplarzach. Jednak poszczególne symbole różnią się między sobą szczegółami, które trudno dostrzec na pierwszy rzut oka. I tu zaczyna się zabawa, bowiem gra polega na tym, aby złapać "berło" stojące pośrodku, kiedy zauważy się u kogoś identyczny symbol, jak wyłożony przez siebie. Kto nie zdąży, zabiera swoje i przeciwnika wyłożone karty. Oczywiście wygrywa osoba, która najszybciej pozbędzie się swoich kart. Śmiechu jest co nie miara, gra posuwa się naprzód bardzo dynamicznie i trzeba wciąż zachowywać czujność. Jednak co i rusz przytrafiają się pomyłki ("O Jezu! Te kółka są splecione jednak w inny sposób!":-) REWELACJA. Tak to miło upłynął nam wieczór sobotni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wczoraj poszliśmy też na długi spacer, zahaczając na pół godzinki o dziadków. Obeszliśmy kawałek Sieradza, a wszędzie zieleń, kwitnące kasztany, magnolie, mlecze, bzy... ACH! Uwielbiam maj! Zdjęcia z rzeczonego spacerku na mojej Picasie (zakładka "Moje zdjęcia"), zapraszam:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idealny weekend zakończył się sympatyczną podróżą, gdyż zabrały nas wracające do Łodzi autkiem Killery (również pozdrawiam;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naładowałam się pozytywną energią. Chociaż wszystko mnie boli po grze w kometkę (ech, gdzie moja kondycja?...), to czuję się świetnie. Czego i Wam życzę;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do napisania!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4982265885893740660?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4982265885893740660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4982265885893740660' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4982265885893740660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4982265885893740660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/05/majowy-weekend.html' title='Majowy weekend:-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Sf6Yfabn4eI/AAAAAAAADJU/7hyAerg0FjU/s72-c/bez+maly.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-8787021774201343110</id><published>2009-05-01T15:47:00.000+02:00</published><updated>2009-05-01T15:51:31.394+02:00</updated><title type='text'>BALLADA MAJOWA:-) Tak mnie jakoś naszło:-)</title><content type='html'>Brnąłem do ciebie, maju, przez mrozy i biele,&lt;br /&gt;przez śnieżyce i zaspy i lute zawieje.&lt;br /&gt;Przez bezbarwne szpitalne korytarze stycznia,&lt;br /&gt;w tych korytarzach słońce gasło ustawicznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz maj, dookoła maj&lt;br /&gt;wyświęca ogrody&lt;br /&gt;i cały ja, i cały ja&lt;br /&gt;zanurzony w Jordanie pogody.&lt;br /&gt;A teraz maj i maj i maj&lt;br /&gt;dokoła się święci,&lt;br /&gt;od wonnych bzów, szalonych bzów&lt;br /&gt;wprost w głowie się kręci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;:-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-8787021774201343110?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/8787021774201343110/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=8787021774201343110' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8787021774201343110'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8787021774201343110'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/05/ballada-majowa-tak-mnie-jakos-naszo.html' title='BALLADA MAJOWA:-) Tak mnie jakoś naszło:-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-5378332885743150990</id><published>2009-04-15T14:56:00.000+02:00</published><updated>2009-04-15T14:57:44.229+02:00</updated><title type='text'>WIOSNA!!!</title><content type='html'>Taki mam teraz widok z okna:-D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SeXZqzv0uzI/AAAAAAAADFo/_VYXriNNOdM/s1600-h/IMG_3745maly.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 171px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SeXZqzv0uzI/AAAAAAAADFo/_VYXriNNOdM/s200/IMG_3745maly.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5324901463904009010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-5378332885743150990?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/5378332885743150990/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=5378332885743150990' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5378332885743150990'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5378332885743150990'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/04/wiosna.html' title='WIOSNA!!!'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SeXZqzv0uzI/AAAAAAAADFo/_VYXriNNOdM/s72-c/IMG_3745maly.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-6625705596207480052</id><published>2009-04-08T10:10:00.000+02:00</published><updated>2009-04-08T10:38:58.338+02:00</updated><title type='text'>Ach jak cudnie!!! :-D</title><content type='html'>Wiecie co?&lt;br /&gt;Niesamowite działanie ma pogoda, jaka utrzymuje się od kilku dni! Po prostu... Jakby ktoś solidnie podładował mi baterie :-D&lt;br /&gt;Od razu przypomina mi się wierszyk (szokująco grafomański:-p), który napisałam mając lat... Czy ja wiem... Osiem, dziewięć?:-p Pochwalę się, a co?;-) Może Was też rozbawi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszła wiosna, zielona jak sosna,&lt;br /&gt;jak las albo rzeka szumiąca.&lt;br /&gt;Od razu weselej się zrobiło,&lt;br /&gt;bo ta wiosna jest zielona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;LOL:-D Niezła poezja, co? Dobrze, że od tamtej pory mój styl nieco ewoluował, bo w przeciwnym razie nikt by nawet nie otwierał tego dziennika;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SdxidOaPrgI/AAAAAAAADFE/j3h5HN4qNSI/s1600-h/bazie.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 143px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SdxidOaPrgI/AAAAAAAADFE/j3h5HN4qNSI/s200/bazie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322237113868987906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W ostatnich dniach, napędzana energią słoneczną, wysprzątałam chatkę przedświątecznie:-) Pomyłam okna, wypucowałam kuchnię, zrobiłam porządki w szafach... Uwielbiam klimat przedświątecznych porządków i samych świąt, choć nie mają dla mnie większej wartości religijnej... Jednak nie wyobrażam sobie bez nich życia, tak samo, jak bez Bożego Narodzenia. To miła, smakowita, rodzinna tradycja i cudne wspomnienia z dzieciństwa. Moja pamięć to przede wszystkim zapachy. Nie wiem dlaczego, ale jakoś tak jest, że najlepiej pamiętam węchem i to zapachy mają dla mnie największe znaczenie w przytwoływaniu wspomnień. Wielkanoc to zapach białej kiełbasy z chrzanem (choć wcale za białą kiełbasą nie szaleję), pomady do mazurków, wypranych firanek (chociaż od lat w domu rodzinnym firanek nie ma). Poza tym ten szczególny zapach wczesnej wiosny, gdy wszystko gwałtownie budzi się do życia, po ledwie zakończonej zimie... Ach, uśmiecham się na samą myśl:-) Oprócz zapachów, święta to oczywiście bazie, pisanki (skrobanki robione przez Tatę na jajkach farbowanych wywarem z cebuli:-) , dekoracje z malutkich, żółtych kurczaczków. Czekoladowe jajeczka w kolorowych sreberkach. Kwitnące krzewy forsycji...&lt;br /&gt;Już tylko kilka dni!:-) Nie mogę się doczekać!:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SdxhdXU7EiI/AAAAAAAADE0/IPrjpe0UEm8/s1600-h/forsycja.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 166px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SdxhdXU7EiI/AAAAAAAADE0/IPrjpe0UEm8/s200/forsycja.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322236016750957090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-6625705596207480052?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/6625705596207480052/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=6625705596207480052' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6625705596207480052'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6625705596207480052'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/04/ach-jak-cudnie-d.html' title='Ach jak cudnie!!! :-D'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SdxidOaPrgI/AAAAAAAADFE/j3h5HN4qNSI/s72-c/bazie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-931650899555221823</id><published>2009-03-30T12:47:00.000+02:00</published><updated>2009-03-30T13:03:49.725+02:00</updated><title type='text'>Tralalala, idzie wiosna :-)</title><content type='html'>Jak w tytule.&lt;br /&gt;Czuć ją już we wszystkich kątach, w kościach... Póki co przejawia się raczej w tzw. przesileniu wiosennym, które sprawia, że głównie chce się spać albo jeść albo płakać... Ale ja już czuję, że idzie lepsze. Że gdzieś głęboko we mnie, na razie nieśmiało i po kryjomu, gromadzi się energia:-) W Was na pewno też, choć może jeszcze tego nie rozpoznajecie  ;-)&lt;br /&gt;Zakończyłam wczoraj kurs pedagogiczny:-) JUPI! Wreszcie mam przygotowanie pedagogiczne, co oznacza przede wszystkim niewielki wzrost zarobków, a do tego - mam to z głowy raz na zawsze:-) Wczoraj odbyło się pożegnalne spotkanie, z rozdaniem dyplomów, w Sphinksie. Było baaardzo sympatycznie, najadłam się mojej ulubionej shoaremki drobiowej z frytkami i bułą, pośmiałam się i... Mimo, że kurs sam w sobie nie był moją ulubioną weekendową rozrywką, mam nadzieję, że utrzymam kontakt z poznanymi tam osobami, przynajmniej z niektórymi.&lt;br /&gt;By the way, czy zauważyliście, że w Sphinksach kelnerują nie tylko wyłącznie mężczyźni, ale wręcz wyłącznie przystojni mężczyźni?;-) Miałam okazję jeść w Sphinksach łódzkich, ale też poznańskim, toruńskim i kaliskim (a może jeszcze gdzieś, tylko nie pamiętam:-p) i wszędzie panowie kelnerzy są ogromnie atrakcyjni wizualnie;-) Taki miły dodatek do smacznego jedzonka;-)&lt;br /&gt;Niedługo święta&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SdCmuXoWa_I/AAAAAAAADDw/UMw2aLLxXpw/s1600-h/IMG_3679.naszaklasa.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 152px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SdCmuXoWa_I/AAAAAAAADDw/UMw2aLLxXpw/s200/IMG_3679.naszaklasa.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5318934475472006130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;:-) A potem jeszcze trzy miesiące i wakacje:-) No, przedszkole wprawdzie pracuje w wakacyjne miesiące, ale ja biorę urlop od połowy lipca do połowy sierpnia. A przez resztę czasu pewnie i tak nie będzie dzieci i będę tam siedzieć pro forma... No ale to dopiero za jakiś czas.&lt;br /&gt;Póki co startuje wiosna, a ja staram się przygotowywać do planowanej ciąży. Co, niestety, skutecznie utrudnia mi złośliwy los, zsyłając na mnie co i rusz przeziębienie (przez co nie mogę zrobić morfologii). Ale niech sobie nie myśli. Nie powstrzyma mnie;-) Tymczasem staram się różnorodnie jeść i łykam dzielnie kwas foliowy. Do ideału brakuje mi regularnego ruchu, na świeżym powietrzu najlepiej, ale taaak mi się nieee chceee. Może jak wiosna się rozkręci, to mi się zachce;-)&lt;br /&gt;To chyba tyle na teraz.&lt;br /&gt;Ściskam Was serdecznie i pozdrawiam wczesno-wiosennie (podobno weekend ma być piękny:-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-931650899555221823?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/931650899555221823/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=931650899555221823' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/931650899555221823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/931650899555221823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/03/tralalala-idzie-wiosna.html' title='Tralalala, idzie wiosna :-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SdCmuXoWa_I/AAAAAAAADDw/UMw2aLLxXpw/s72-c/IMG_3679.naszaklasa.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-5522566123152352659</id><published>2009-03-05T11:00:00.000+01:00</published><updated>2009-03-05T11:29:31.190+01:00</updated><title type='text'>5.03.2009... Wiecie, co oznacza ta data?</title><content type='html'>Ta data oznacza, że od 9 (sic!) lat ja i mój Małżonek stanowimy tzw. parę ;-)&lt;br /&gt;Nigdy nie lubiłam tego określenia. W ogóle nigdy nie lubiłam tego nazywać. "Chodzimy ze sobą"? Masakra. Dokąd chodzimy? "Jesteśmy parą" brzmi jakoś pretensjonalnie... Najlepsze z tego jest chyba "jesteśmy razem"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc od 5.03.2000. roku jesteśmy z moim Mężczyzną razem :-D Może po ślubie powinno się większą uwagę zwracać na rocznicę ślubu, ale jakoś mam wielki sentyment do tej właśnie daty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam niewiele. Nie wiem, czy to czas już robi swoje czy byłam wtedy po prostu otumaniona miłością ;-) Od pierwszej chwili, w której Go zobaczyłam (czyli 30.01. tego samego roku) wiedziałam, że to Miłość Mojego Życia. W marcu byłam już zakochana do nieprzytomności. Tylko on jeszcze nie do końca wiedział, co jest grane między nami. Chyba w tamten dzień, którego rocznicę teraz obchodzimy, zrozumiał wszystko :-)&lt;br /&gt;Od tamtej pory nasze ręce rzadko są rozłączone, gdy idziemy gdzieś razem :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Sa-oeBkImKI/AAAAAAAADCQ/ChpgWMWl_co/s1600-h/DSCF2904.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Sa-oeBkImKI/AAAAAAAADCQ/ChpgWMWl_co/s200/DSCF2904.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309647719462639778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Niektórzy mówią, że nie można tak wcześnie poznać swojego męża. Że trzeba popróbować. Wyszaleć się. Że guzik się wie o życiu, mając 17 lat... Może i tak. W naszym przypadku to się nie sprawdziło. Od chwili, gdy Go ujrzałam, wiedziałam, że będzie moim mężem:-) Tak się stało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie, że bywało różnie  (kwadratowo i podłużnie). Przeszliśmy razem przez ciężkie chwile, kryzysy, momenty zwątpienia... Wciąż się one zdarzają. Jak to w życiu. Jednak co do jednego nie mam wątpliwości. Że dobrze wybrałam (czy może raczej - moje serce dobrze wybrało). Wtedy, gdy pomyślałam "to TEN", nie pomyliłam się:-) Jest nam razem fajnie i... Cóż, oby jak najwięcej kolejnych rocznic przed nami :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A z okazji dzisiejszej Konrad zupełnie mnie zaskoczył. Nie mamy za bardzo w zwyczaju podarowywać sobie z tej okazji czegoś szczególnego. A tu prezent! Książka Leszka Talki... "Dziecko dla odważnych" ;-)&lt;br /&gt;Kto czytał "Wodnikowe Wzgórze" musi pamiętać, jak Kihar zapewniał Czubaka, że króliczki "dojrzały do matki":-) Zdaje się, że mój Małżonek w końcu "dojrzał do ojca";-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym optymistycznym akcentem kończę na dziś i idę ogarnąć chałupkę. Na popołudnie zapowiada nam się jedzenie pizzy i oglądanie filmów :-D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-5522566123152352659?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/5522566123152352659/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=5522566123152352659' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5522566123152352659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5522566123152352659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/03/5032009-wiecie-co-oznacza-ta-data.html' title='5.03.2009... Wiecie, co oznacza ta data?'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Sa-oeBkImKI/AAAAAAAADCQ/ChpgWMWl_co/s72-c/DSCF2904.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-1041984647905995061</id><published>2009-03-02T14:13:00.000+01:00</published><updated>2009-03-02T14:36:30.134+01:00</updated><title type='text'>Wywołana do tablicy;-)</title><content type='html'>Kochani!&lt;br /&gt;Wiele osób pyta mnie, kiedy wreszcie coś napiszę:-)&lt;br /&gt;Strasznie mi miło, że czytacie i nie możecie się doczekać ciągu dalszego, ale prawda jest taka, że w ostatnim czasie nic nie miałam ciekawego do napisania. Ale cóż, jak mus to mus. Fani czekają;-) (Ha,ha,ha:-D)&lt;br /&gt;Dużo się działo złego, kto wie, ten wie, a kto nie wie, to mu to do niczego nie będzie potrzebne...&lt;br /&gt;Półtora tygodnia temu pożegnaliśmy naszą drugą szczurę, Szaszkę, która poddała się po dzielnej walce z jakimś paskudnym guzem. Smutno nam i pusto bez szczurków, myślimy nieśmiało o zaludnieniu (zaszczurzeniu:-) klatki na nowo...&lt;br /&gt;Życie toczy się... Chciałby człowiek napisać, że powoli, lecz niestety, niestety... A więc życie toczy się w obłędnym tempie, nie wiem, w jaki sposób nie potyka się o własne nogi... Kończy się jeden weekend, jakby go prawie nie było, chwila-moment i już następny się zaczyna. Ostatnio bywało pracowicie w te weekendy, bo miewałam kurs pedagogiczny, jednak widać już kres;-) Jeszcze najbliższa sobota i niedziela, a potem ostatni weekend marca i już:-D Nie było tak źle, poznałam kilka fajnych osób, spotkałam nieoczekiwanie koleżankę ze studiów i ogólnie bywało dość sympatycznie, ALE... Wiadomo, że lepiej mieć wolne, niż nie mieć;-)&lt;br /&gt;W pracy też czas mija mi szybko, jest coraz więcej dzieci z rozmaitymi problemami. Wprawdzie nie czuję się tam do końca właściwą osobą (lepiej niż na stymulowaniu rozwoju przedszkolaków znam się na teoriach powstawania anoreksji;-) , ale przebywanie z dziećmi ma niewątpliwie swoje uroki:-) Większość dzieciaków jest naprawdę urocza i, mimo że być może nie zostanę tam długo, na pewno cenię sobie fakt, że mogę popracować w tak specyficznym miejscu, jakim jest przedszkole.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Savgq-7T8SI/AAAAAAAADCI/yeYOeg0U7Wc/s1600-h/IMG_3345.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 195px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Savgq-7T8SI/AAAAAAAADCI/yeYOeg0U7Wc/s200/IMG_3345.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5308583614837158178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I tyle, czyli nic nowego;-)&lt;br /&gt;Pozdrawiam Was wszystkich, kochani i wskakuję szybko w rolę "kurki domowej", bo mi się zaraz sos pieczarkowy przypali;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-1041984647905995061?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/1041984647905995061/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=1041984647905995061' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/1041984647905995061'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/1041984647905995061'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/03/wywoana-do-tablicy.html' title='Wywołana do tablicy;-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/Savgq-7T8SI/AAAAAAAADCI/yeYOeg0U7Wc/s72-c/IMG_3345.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-5390046634437230560</id><published>2009-01-14T13:17:00.001+01:00</published><updated>2009-01-14T13:31:01.712+01:00</updated><title type='text'>Na Retkini bez zmian ;-)</title><content type='html'>Właściwie to piszę tylko po to, żeby dać znać, że żyję i nawet mam się nie najgorzej:-)&lt;br /&gt;Infekcja, która dopadła mnie w Sylwestra, niesie się jeszcze za mną echem w postaci nagłych ataków kaszlu od czasu do czasu, ale generalnie jestem już (dopiero?!) zdrowa. Nie licząc ciągłych bólów karku i/lub głowy, prawdopodobnie spowodowanych dużym ostatnio napięciem... Cóż, życie boli;-p&lt;br /&gt;Rozeznajemy się z małżonkiem pomału w kwestii kredytów mieszkaniowych, jako że rzeczony małżonek uważa, że jedyna słuszna opcja to kupno mieszkania, i to jak najszybciej. Podjudził go wczoraj dodatkowo mąż kuzynki (Oj, Jarek, dar przekonywania to Ty masz:-) , który się na rzeczy zna, więc cóż... Niezależnie od moich poglądów w tej sprawie, przyjdzie mi się chyba poddać i płynąć z prądem, który napędzi mąż... Może to i lepiej, przynajmniej ktoś tu podejmuje odważne decyzje;-p Dwa cykory pod jednym dachem to już by było za wiele nieszczęścia na raz:-p&lt;br /&gt;W pracy OK, coraz bardziej czuję się tam u siebie, dzieci zdają się mnie lubić, nawet bardzo, a to dla mnie naprawdę duża nagroda i motywacja:-) Znalazłam też w pracy bratnią duszę, czego się w ogóle nie spodziewałam. Imienia nie zdradzę. Kto je zna, ten zna, a kto nie, to i tak mu to do niczego nie jest potrzebne. Grunt, że jest to kobitka, z którą - mam wrażenie - mogłabym przegadać tydzień i nie miałabym dość:-) Nie chcę być patetyczna, ale mam czasem wrażenie, jakby Los mnie rzucił w to miejsce po to, żebym ją poznała. Jest... Jest do mnie tak podobna, że nie mogę się przestać dziwić. I cieszyć:-)&lt;br /&gt;Pogoda dołuje mnie już, zima to zdecydowanie nie jest moja ulubiona pora roku:-/ Uczepiłam się pazurami myśli, że do wiosny już bliżej, niż dalej i jakoś chyba przetrzymam;-)&lt;br /&gt;Aha, prawdopodobnie od przyszłego tygodnia będę się opiekować kilka razy w tygodniu znajomym (a właściwie rodzinnym) dzieciaczkiem. Trzymajcie kciuki:-D&lt;br /&gt;Uściski i całuski zimowe!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-5390046634437230560?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/5390046634437230560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=5390046634437230560' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5390046634437230560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5390046634437230560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/01/na-retkini-bez-zmian.html' title='Na Retkini bez zmian ;-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-6404824046247313336</id><published>2009-01-07T16:13:00.000+01:00</published><updated>2009-01-07T16:37:25.640+01:00</updated><title type='text'>Co Paproch taszczy w plecaku...</title><content type='html'>O jeju, o jeju...&lt;br /&gt;Zainspirowana wieloma akcjami w Internecie, ukazuję Wam dziś moje wnętrze. A dokładnie rzecz biorąc - wnętrze mojego plecaka, który taszczę ze sobą do roboty.&lt;br /&gt;Uwierzycie, że noszę wszystkie te klamoty???&lt;br /&gt;Pokazuję wszystko, co z niego dziś wyjęłam, bez oszukiwania;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pierwszym zdjęciu-plecak we własnej osobie;-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SWTJlx61jII/AAAAAAAAC74/CZt53j-i4Y0/s1600-h/IMG_3484.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 178px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SWTJlx61jII/AAAAAAAAC74/CZt53j-i4Y0/s200/IMG_3484.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5288573513332264066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na drugim -  zawartość mniejszej kieszeni:-o Soczewki kontaktowe, blaszane pudełeczko na... podpaski (z Anglii mam taki wynalazek;-) , książeczka "Bądź odważny", guma do żucia, pomadka ochronna, pisak Sharpie, ołówek, błyszczyk, klucze od pracy, dezynfekujący żel do rąk, stary telefon "na wszelki wypadek" (?), Ibuprom, Glucardiamid, chusteczka higieniczna, puder prasowany, cukierek Zozol i tabletka od bólu gardła:-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SWTKERDMw5I/AAAAAAAAC8I/N1oBZouq5aM/s1600-h/IMG_3488.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 140px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SWTKERDMw5I/AAAAAAAAC8I/N1oBZouq5aM/s200/IMG_3488.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5288574037084914578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdjęcie trzecie to zawartość tajnej mini-kieszonki: jakieś papierki z pracy, ozdobiony dawno temu przez kolegę Ufoka "wafel" pod piwo, inne tabletki od bólu gardła, zniszczona bransoletka LiveStrong, dwie spinki do włosów, dowód osobisty, notesik i futerał z dalszą częścią dokumentów.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SWTL11u1aJI/AAAAAAAAC8w/I6RwHn6KaBA/s1600-h/IMG_3489.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 126px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SWTL11u1aJI/AAAAAAAAC8w/I6RwHn6KaBA/s200/IMG_3489.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5288575988256827538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na zdjęciu czwartym zawartość głównej komory. Woda, rękawiczki, pomarańczowa teczka (prawdopodobnie pusta lub prawie pusta:-p) , paczka chusteczek, portfel, brylantyna w wosku (!), kosmetyczka (to granatowe z kwiatkiem, zawartości lepiej pokazywać nie będę:-p) , kalendarz, miś Joda, brudnopis, książka-co-ją-zawsze-mam-przy-sobie;-) i bezrękawnik (!).&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SWTKcRne5jI/AAAAAAAAC8Y/1rWvl6v9RAI/s1600-h/IMG_3490.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 137px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SWTKcRne5jI/AAAAAAAAC8Y/1rWvl6v9RAI/s200/IMG_3490.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5288574449553958450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na ostatnim zdjęciu wszystko razem.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SWTKoU3yt_I/AAAAAAAAC8g/by--ABDgXrA/s1600-h/IMG_3491.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SWTKoU3yt_I/AAAAAAAAC8g/by--ABDgXrA/s200/IMG_3491.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5288574656586102770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwierzycie, że chce mi się to nosić do pracy?! Zwykle dochodzi jeszcze coś na ząb, a w te mrozy... termofor! Telefon, którego używam, odtwarzacz mp3 i klucze od mieszkania zwykle lądują w kieszeniach kurtki:-)&lt;br /&gt;No i po co mi tyle rzeczy?...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-6404824046247313336?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/6404824046247313336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=6404824046247313336' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6404824046247313336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/6404824046247313336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2009/01/co-paproch-taszczy-w-plecaku.html' title='Co Paproch taszczy w plecaku...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SWTJlx61jII/AAAAAAAAC74/CZt53j-i4Y0/s72-c/IMG_3484.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-690747361371249171</id><published>2008-12-25T17:27:00.000+01:00</published><updated>2008-12-25T17:37:52.561+01:00</updated><title type='text'>Jednak cudowne święta:-)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SVO2nQH-YqI/AAAAAAAAC5w/cbX4Zyx7Sd8/s1600-h/prezent__bozenarodzenie__zdjecie_prezentu_pod_choinke_56.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 152px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SVO2nQH-YqI/AAAAAAAAC5w/cbX4Zyx7Sd8/s200/prezent__bozenarodzenie__zdjecie_prezentu_pod_choinke_56.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283767573295293090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Chyba moje ustne reklamacje do Szefostwa zostały rozpatrzone pozytywnie:-)&lt;br /&gt;Wczoraj rano małżonek czuł się już znośnie, temperatura wyraźnie spadła.&lt;br /&gt;Spakowaliśmy więc nasze manatki (głównie prezenty;-) w torbę i przed godziną 16-tą taksówka powiozła nas na Wieczerzę do Rodziców.&lt;br /&gt;Było SUPER:-)&lt;br /&gt;To była Wigilia o jakiej marzyłam od dwóch lat:-) W niewielkim, lecz wesołym, gronie: my, Rodzice i Mateusz, Rodzice i Siostra Konrada oraz jego Babcia. Piękna choinka, jak zwykle żywa i ślicznie ubrana. Pod choinką MORZE prezentów:-) Absolutnie DOSKONAŁY barszcz z uszkami i DOSKONAŁA kapusta z grzybami. Pyszne śledzie, sałatka, smażone grzybki... Rozpływający się w ustach sernik - "domek Baby Jagi" (ukłony dla Teściowej:-) i rewelacyjne pierniczki...&lt;br /&gt;Mnóstwo prezentów, a wszystkie trafione:-D&lt;br /&gt;Wesołe rozmowy, żarty, śmiech i rodzinna atmosfera.&lt;br /&gt;Zostaliśmy u Rodziców na noc i dziś spałaszowaliśmy jeszcze cudowne świąteczne śniadanko, o jakim też marzyłam od dawna. Potem piliśmy BOSKĄ kawę z nowego ekspresu Mateusza i oglądaliśmy świetny film "Choć goni nas czas" (polecam!:-)&lt;br /&gt;Teraz jesteśmy już w domku, na stole pali się świeczka, a na oknie - kolorowe lampki. Tylko śniegu trochę mi brak, ale tak naprawdę, to jestem przeszczęśliwa. Że mimo wszystko się udało. Nawet bardzo:-) Że mam taką fajną rodzinę. I w ogóle... Lubię Boże Narodzenie, no;-)&lt;br /&gt;Niniejszym życzę Wam, aby ciąg dalszy świąt był dla Was przewspaniały, przepyszny i przeradosny. I żeby może spadło choć troszeczkę śniegu;-)&lt;br /&gt;Uściski świąteczne:-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-690747361371249171?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/690747361371249171/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=690747361371249171' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/690747361371249171'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/690747361371249171'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2008/12/jednak-cudowne-wita.html' title='Jednak cudowne święta:-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SVO2nQH-YqI/AAAAAAAAC5w/cbX4Zyx7Sd8/s72-c/prezent__bozenarodzenie__zdjecie_prezentu_pod_choinke_56.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4602677511620539133</id><published>2008-12-23T11:00:00.001+01:00</published><updated>2008-12-23T11:15:56.068+01:00</updated><title type='text'>Coraz bliżej święta ;-)</title><content type='html'>Kochani!&lt;br /&gt;Co by tu dziś napisać?...&lt;br /&gt;Dzieje się i dziwnie plecie, aż czasem mam ochotę napisać list z pogróżkami... no, Tam, na górę, gdzie podobno Ktoś nad nami czuwa... Ale oczywiście nie napiszę, no bo... Czym mogłabym Tego Kogoś postraszyć? Że przez cały nadchodzący rok będę niegrzeczna? Że nie będę robiła dobrych uczynków? Ha, ha. Akurat. Już widzę, jakby się przestraszył:-p Jedynie ja bym straciła na takim zachowaniu...&lt;br /&gt;Więc, nolens volens, pokornie przyjmuję te dziwne zdarzenia, które na nas spadają przed samymi świętami.&lt;br /&gt;Na dobry początek przedwczoraj rozpadły mi się jedyne buty zimowe. Suwak tak się posypał, że nie dało się ich już normalnie nosić. Zatem wczoraj, z lekko już pokasłującym małżonkiem, wybraliśmy się na obchód Sieradza, w poszukiwaniu przyzwoicie wyglądających zimowych butów za rozsądną cenę. Jest to nie lada wyzwanie, jak zapewne wielu z Was wiadomo. Kupić świetne buty za 300 czy 400 zł to żadna sztuka. Ale jak się ma górny limit koło 160 zł, to robi się to bardziej skomplikowane. Po dwóch godzinach poszukiwań i żmudnego mierzenia (jak ja tego nie znoszę!), udało nam się w końcu nabyć brązowe kozaki-oficerki, za jedyne 100 zł (posezonowe obniżki, hurra!:-)&lt;br /&gt;Jednak to nie koniec przedświątecznych kłopotów, a właściwie dopiero początek. Kiedy wczoraj wieczorem dotarliśmy do naszego łódzkiego mieszkanka, okazało się, że ślubny ma temperaturę 38,5 stopnia. I ból gardła. Dziś rano temperatura skoczyła do ponad 39, powędrowaliśmy więc do lekarza. Pani doktor stwierdziła zapalenie gardła. Ja tam bym strzelała w grypę, ale mój mąż jest zdolny do przechodzenia zwykłego zapalenia gardła z taką gorączką... Dała jakieś leki. Teraz rzeczony małżon leży pod kołdrą, niemal jak zabity, i stara się dojść do siebie.&lt;br /&gt;No bo jutro Wigilia przecie.&lt;br /&gt;Wyczekane, wytęsknione, wypatrywane od dwóch lat (ze względu na zeszłoroczny wyjazd do Anglii przed samymi świętami) Boże Narodzenie, zanosi się znów na niezbyt fajne. A miało być tak pięknie! Wieczerza z rodziną, długie siedzenie, rozmowy, mnóstwo prezentów.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SVC6K5dB3NI/AAAAAAAAC5o/89OLB33ZYnE/s1600-h/choinka1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 195px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SVC6K5dB3NI/AAAAAAAAC5o/89OLB33ZYnE/s200/choinka1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5282927059289627858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;.. Ech... A będzie dobrze, jak w ogóle uda nam się razem pojechać jutro na tę Wigilię...&lt;br /&gt;No i jak tu się nie wkurzać, na Tego, co w górze? Znacie do Niego adres? Może bym chociaż reklamację złożyła?...;-)&lt;br /&gt;Anyway... Życzę Wam ZDROWYCH, spokojnych, smakowitych i naprawdę udanych świąt oraz wszystkiego co najpiękniejsze i najlepsze w Nowym Roku!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4602677511620539133?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4602677511620539133/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4602677511620539133' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4602677511620539133'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4602677511620539133'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2008/12/coraz-bliej-wita.html' title='Coraz bliżej święta ;-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SVC6K5dB3NI/AAAAAAAAC5o/89OLB33ZYnE/s72-c/choinka1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4888391338804521108</id><published>2008-12-07T17:26:00.000+01:00</published><updated>2008-12-07T17:35:50.869+01:00</updated><title type='text'>Smutno (o Żabce).</title><content type='html'>Kochani.&lt;br /&gt;Chcę dzisiaj się z Wami podzielić smutną wiadomością, bo przecież nie zawsze musi tu być wesoło i fajnie. W końcu w życiu nie zawsze jest fajnie...&lt;br /&gt;Dzisiaj w nocy umarła jedna z naszych dwóch szczurzyc:-(&lt;br /&gt;Już od dawna chorowała. Przez jakiś czas, gdy ją przywieźliśmy do naszego obecnego mieszkanka, wydawało się, że jest lepiej. Stała się żywsza, miała lepszy apetyt. Ale wróg ciągle czaił się podstępnie i kilka dni temu ujawnił się ponownie. Próbowaliśmy jej pomóc, leczyliśmy przez te ostatnie dni. Ale znieczulenie, w którym miała wczoraj zabieg otwarcia ropnia, okazało się dla niej zbyt dużym obciążeniem. Obudziła się z niego, ale chyba tylko po to, żeby się z nami pożegnać...&lt;br /&gt;Niestety, w nocy zasnęła na zawsze.&lt;br /&gt;Była bardzo kochanym, a przede wszystkim dzielnym małym zwierzątkiem. Bohatersko i długo opierała się chorobie, która ją toczyła. Będziemy za nią tęsknić i mamy nadzieję, że jest już w Szczurzym Niebie. Pochowaliśmy ją w małym lasku, pod brzozą.&lt;br /&gt;Teraz musimy na spokojnie się zastanowić co dalej, bo szczury to zwierzęta stadne, a Sasza została sama. Rozważamy przygarnięcie kolejnej młodej dziewczynki, podobno nie powinno być wówczas wielkiego problemu z połączeniem... No ale poważnie zastanowimy się nad tym dopiero za parę dni, jak ochłoniemy i znajdziemy trochę czasu.&lt;br /&gt;Ściskam Was wszystkich serdecznie:-*&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4888391338804521108?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4888391338804521108/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4888391338804521108' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4888391338804521108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4888391338804521108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2008/12/smutno-o-abce.html' title='Smutno (o Żabce).'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-5271781558021547443</id><published>2008-11-21T09:15:00.000+01:00</published><updated>2008-11-21T18:11:00.096+01:00</updated><title type='text'>Praleczka, kania i "Katastrofy w przestworzach".</title><content type='html'>Dosyć dawno nie pisałam.&lt;br /&gt;Życie toczy się normalnym rytmem, czyli za szybko;-p&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ciekawszych zdarzeń...&lt;br /&gt;Kupiliśmy praleczkę, jak już pewnie większość z Was wie:-) Ta, która była w tym mieszkaniu, baaardzo wiekowy Polar, odmówiła współpracy, jak tylko zaczęliśmy jej takową sugerować;-) Najpierw ujawniła olbrzymie dziury w wężu odprowadzającym wodę do filtra. Po jego wymianie okazało się niestety, że silnik jest zepsuty. A nasz miły właściciel mieszkania poważnie się rozchorował, trafił do szpitala (życzymy dużo zdrowia!), i nie było komu załatwić naprawy (o ile takowa by się opłacała). Pani właścicielka powiedziała, że jeśli chcemy kupić i wstawić swoją pralkę, możemy tej się pozbyć. W zaistniałej sytuacji, zmęczeni wożeniem prania na Chojny (albo co gorsza do Sieradza), zdecydowaliśmy się wreszcie na zakup naszej własnej, zupełnie nowej praleczki:-) Po krótkim rekonesansie upolowaliśmy po fajnej promocji, w znanym sklepie "nie dla idiotów", zgrabniutkiego niedużego Boscha, z ładownością 4,5 kg, w sam raz dla nas:-) Wczoraj oboje z małżonkiem siedzieliśmy w kuchni na podłodze, naprzeciwko pralki (robiącej drugie już w swojej karierze pranie) i gapiliśmy się w szybkę od bębna jak w telewizor;-) Praleczka jest cudna, działa idealnie, dość cicho, super odwirowuje, wyciągamy pranie prawie suche! Jestem zachwycona. A ten zapach świeżutkiego prania, zaraz po otwarciu drzwiczek... Bezcenny;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz coś śmiesznego:-) Tytułowa kania ma zabawną historię, zupełnie prawdziwą. Pracowałam wczoraj w przedszkolu z pewnym sympatycznym, gadatliwym sześciolatkiem. Dałam mu do wykonania zadanie, w którym są cztery rzędy rysuneczków przedstawiających po cztery różne przedmioty czy zwierzęta. W każdym rzędzie trzeba wskazać jedną rzecz niepasującą do trzech pozostałych i pokolorować ją. Drugi rządek ukazuje gruszkę, jabłko, śliwkę i grzybka - na moje oko - muchomorka. Chłopiec prawidłowo wskazuje grzybka i zaczyna kolorować plamki na kapeluszu... na brązowo. Pytam się go "Te kropki powinny być brązowe? To nie jest muchomor?" A on mi na to "Nie, to jest przecież kania" :-D Pomalował jeszcze kapelusz na jasno-szaro, pozostawiając nóżkę białą. No, kania jak w mordę strzelił:-) Pytam "Znasz jeszcze jakieś grzyby?", a on: "Tak. Kurki, maślaki, podmaślaki..." :-D Aaa, UWIELBIAM dzieci! :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy akurat nie jestem w pracy i nie muszę robić nic w domu (albo gdy mi się nie chce;-) oglądam sobie w internecie jeden z moich ulubionych dokumentalnych seriali: "Katastrofy w przestworzach". Nie muszę chyba nikomu wyjaśniać, czego serial dotyczy. Oglądam z niezrozumiałą dla siebie fascynacją (przecież ja się boję latać, boję się samolotów! po co się jeszcze nakręcam???) i coraz bardziej fascynują mnie samoloty w ogóle... Kto wie, może na starość zrobię nawet licencję pilota?... ;-)                                &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SSZ2Bf8hxwI/AAAAAAAAC5A/oKdoTr8odcE/s1600-h/samolot2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 200px; height: 114px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SSZ2Bf8hxwI/AAAAAAAAC5A/oKdoTr8odcE/s200/samolot2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271030182011062018" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym surrealistycznym akcentem żegnam się z Wami na dziś.&lt;br /&gt;Do następnego:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Edycja:-) Właśnie oglądam odcinek "Katastrof...", w którym kapitan mówi przez głośniki coś, co mogę przetłumaczyć: "Panie i panowie, mówi kapitan. Mamy niewielki problem. Wszystkie cztery silniki wysiadły. Robimy co w naszej mocy, aby opanować sytuację. Ufam, że nie jesteście państwo zbyt mocno zestresowani". Ha, ha:-D Ale wiecie co? WYLĄDOWALI!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-5271781558021547443?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/5271781558021547443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=5271781558021547443' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5271781558021547443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5271781558021547443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2008/11/praleczka-kania-i-katastrofy-w.html' title='Praleczka, kania i &quot;Katastrofy w przestworzach&quot;.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SSZ2Bf8hxwI/AAAAAAAAC5A/oKdoTr8odcE/s72-c/samolot2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-8816897701389880660</id><published>2008-11-10T13:50:00.001+01:00</published><updated>2008-11-10T14:09:11.782+01:00</updated><title type='text'>Najwspanialszy wieczór tego roku:-D</title><content type='html'>Niniejszym chciałam podziękować tu tym, którzy bezpośrednio przyczynili się do tego, że wieczór minionej soboty, dnia 8 listopada, okazał się najfantastyczniejszym chyba w tym roku.&lt;br /&gt;Uściski i buziale tysiąckrotne dla mojego męża, Michasia (z którym udało nam się wreszcie spotkać, po 11 miesiącach), Ufoka oraz państwa Killerów;-) Kocham Was:-D&lt;br /&gt;Dla niewtajemniczonych i niebiorących udziału... Wieczór zaczął się sympatycznie lecz niepozornie u Miśka w domu, gdzie wyściskaliśmy się za wszystkie czasy, uradowani spotkaniem po wielu miesiącach oraz pogadaliśmy o sprawach bieżących. Zostaliśmy też z małżonem ugoszczeni przez szanownych Rodziców Miśka pysznym ciastem z kremem i winkiem domowej produkcji. Zjadłszy i wypiwszy rzeczone produkty, udaliśmy się spacerkiem po wieczornym Sieradzu do ulubionego miejsca spotkań, tj. do pubu Strefa69, gdzie umówiliśmy się z resztą wymienionej wcześniej ekipy. Po radosnych powitaniach i wypiciu po szklaneczce (niektórzy piwa, niektórzy soku), zeszliśmy do piwnicy, gdzie znajduje się jedna z moich ulubionych gier, mianowicie tzw.piłkarzyki, znane też jako bakaraki. W rozmaitych, zmieniających skład, drużynach rozegraliśmy kilka meczy, wyjąc przez większość czasu ze śmiechu, głównie za sprawą Ufoka, którego inteligentne skojarzenia i cięte riposty po prostu rozkładają mnie na łopatki:-) Dawno tak się nie śmiałam, do łez, do bólu brzucha. To przypomniało mi dawne czasu (tzn. sprzed kilku lat), kiedy to dosyć często udawało nam się podobnie spędzać wieczory w Sieradzu i uwielbiałam to. Dzięki temu poczułam się, jakbym znów miała 20 lat i była beztroską studentką:-) Anyway, po piłkarzykach i kolejnej szklaneczce podjechaliśmy autkiem (prowadzonym oczywiście przez jedyną osobę posiadającą jednocześnie prawo jazdy i całkowitą trzeźwość, tj. Olę) w okolice ulubionej naszej pizzerii, bo towarzystwo zgłodniało. W tejże pizzerii wciągnęliśmy dwie wielkie pizze, zaśmiewając się znów do łez i gadając o wszystkim. Tak nam zleciał czas do północy, choć cała zabawa zaczęła się przecież o 17-tej:-) Z pizzerii udaliśmy się spacerkiem do domu, żegnając po drodze najpierw Killerów, a spory kawałek dalej-Ufoka i Miśka... Ostatecznie dotarliśmy do domu o pierwszej.&lt;br /&gt;Do dziś mnie bolą mięśnie brzucha od śmiechu;-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SRgyT1oMC2I/AAAAAAAACag/wR3ucgQhlfs/s1600-h/to-tired-to-eat.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SRgyT1oMC2I/AAAAAAAACag/wR3ucgQhlfs/s200/to-tired-to-eat.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267015080604339042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście mam pewien niedosyt, bo z takim towarzystwem zawsze chce się jeszcze i jeszcze przebywać... Ale czuję, że zaspokoiłam "pierwszy głód", wywołany naszym pobytem w Anglii i wieloma pilnymi i czasochłonnymi sprawami po powrocie.&lt;br /&gt;Oby więcej takich wieczorów. Życzę tego sobie i Wam, kochani:-*&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-8816897701389880660?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/8816897701389880660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=8816897701389880660' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8816897701389880660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8816897701389880660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2008/11/najwspanialszy-wieczr-tego-roku-d.html' title='Najwspanialszy wieczór tego roku:-D'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SRgyT1oMC2I/AAAAAAAACag/wR3ucgQhlfs/s72-c/to-tired-to-eat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-3355591655413061648</id><published>2008-11-07T13:11:00.000+01:00</published><updated>2008-11-07T13:44:51.943+01:00</updated><title type='text'>Porządki na dysku i inne duperelki.</title><content type='html'>Kochani!&lt;br /&gt;Przede wszystkim chciałam z przyjemnością poinformować, że w ramach porządków na moim&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SRQ3shICotI/AAAAAAAACaM/hC-X9avhtuE/s1600-h/IMG_2821.maly.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 125px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SRQ3shICotI/AAAAAAAACaM/hC-X9avhtuE/s200/IMG_2821.maly.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265895102248821458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; pulpicie i powiązanych z tym operacji, dodałam WRESZCIE na Picasę zdjęcia z ostatniego dnia naszego pobytu na Wyspach, czyli z Liverpoolu, w którym zatrzymaliśmy się na prę godzin w drodze na lotnisko. (Ale długie zdanie;-) Trochę późno, ale mam nadzieję, że mimo wszystko chętnie je obejrzycie. W każdym razie bardzo zapraszam&lt;a href="http://picasaweb.google.com/kretka83/LiverpoolWreszcie#"&gt; tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Już prawie zapomniałam jak było w Anglii. Chyba chciałam zapomnieć, bo nie był to najszczęśliwszy okres w moim życiu, ale... Liverpool wspominam bardzo miło (może dlatego, że to był ostatni dzień tego niezbyt szczęśliwego czasu;-) i nawet chętnie bym tam kiedyś wróciła. Główną atrakcją było muzeum The Beatles Story. Baaardzo ciekawe, pełno naprawdę świetnych eksponatów, autentycznych instrumentów, strojów itp. Odtworzone istotne wnętrza (np. klub Cavern, gdzie narodził się zespół), piękne zdjęcia no i w ogóle cud-miód. Nawet nie trzeba dobrze angielskiego znać, bo audioguide'a (czyli elektronicznego "oprowadzacza" ze słuchawkami) można sobie zaprogramować na język polski:-) Drogo, ale warto na 100%. Jakbyście kiedyś trafili do Liverpoolu, polecam z czystym sumieniem (tylko zarezerwujcie sobie ze dwie godziny minimum, żeby na spokojnie wszystko obejrzeć i się podelektować:-)&lt;br /&gt;Ze spraw bardziej aktualnych...&lt;br /&gt;W przedszkolu dużo się dzieje, wczoraj zgłoszono mi dwa kolejne zapotrzebowania na obserwację, jeden biedulek klnie i wali głową o ścianę (podobno, nie widziałam tego jeszcze), a drugi biedulek prawdopodobnie jest lekko upośledzony, a w każdym razie poniżej normy intelektualnej. Duże przedszkole to i dużo kłopotów. Jestem też już pełnoprawnym członkiem ciała pedagogicznego, co oznacza, że będę musiała brać udział w radach i składać jakieś sprawozdania... Brrr... Pierwsza moja rada prawdopodobnie jakoś w styczniu...&lt;br /&gt;A tak poza tym, to zmywam, sprzątam, gotuję, wieszam i zdejmuję pranie, odkurzam itp;-p Aby się oderwać, śmigam po necie i, między innymi, piszę tutaj:-)&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że ktoś mnie jeszcze czyta. Proszę o zameldowanie się;-)&lt;br /&gt;Tymczasem uściskowuję serdecznie i zmykam:-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-3355591655413061648?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/3355591655413061648/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=3355591655413061648' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/3355591655413061648'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/3355591655413061648'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2008/11/porzdki-na-dysku-i-inne-duperelki.html' title='Porządki na dysku i inne duperelki.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SRQ3shICotI/AAAAAAAACaM/hC-X9avhtuE/s72-c/IMG_2821.maly.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-5377553660461180058</id><published>2008-11-03T15:06:00.000+01:00</published><updated>2008-11-03T15:17:45.277+01:00</updated><title type='text'>Nareszcie jestem:-D</title><content type='html'>Cóż, trochę potrwało, zanim udało nam się dostać nasz własny internet. Ostatniego posta zamieściłam równo miesiąc temu... Ale wreszcie JEST!:-)&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że teraz będę się ujawniać z nieco lepszą częstotliwością;-)&lt;br /&gt;Żyjemy sobie w miarę spokojnie, dni są do siebie podobne... Konrad dużo pracuje, ja tylko dwa razy w tygodniu, ale za to zajmuję się domem;-) Dziś wysprzątałam na błysk kuchnię;-p Teraz w garze dochodzi leczo, które doprowadziło pana od internetu do łez;-p Jeśli komuś nie wiadomo, to zdradzę, że robienie leczo zaczyna się od podsmażenia cebuli z czosnkiem... I już sekret wyjaśniony;-p Ja też się spłakałam...&lt;br /&gt;W przedszkolu pracuje mi się fajnie. Dzieci są różne (kwadratowe i podłużne;-) , niektóre bardziej kłopotliwe, inne mniej, ale generalnie w większości urocze. Niektórzy mnie straszyli, że po tej pracy zastanowię się parę razy, czy chcę mieć własne dzieci... Chcę, nawet bardziej niż przedtem:-) To są po prostu najcudniejsze istoty pod słońcem:-D&lt;br /&gt;W sumie to rozglądam się nieśmiało za drugą połówką etatu, też bardzo chętnie z dziećmi. Może słyszeliście o jakimś wolnym miejscu?...;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-5377553660461180058?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/5377553660461180058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=5377553660461180058' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5377553660461180058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/5377553660461180058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2008/11/nareszcie-jestem-d.html' title='Nareszcie jestem:-D'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-8420205706515307783</id><published>2008-10-03T15:40:00.000+02:00</published><updated>2008-10-03T15:52:22.766+02:00</updated><title type='text'>Znikam na trochę...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SOYjcnPS-II/AAAAAAAACWQ/MLrrO40L05k/s1600-h/Tygrysek.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SOYjcnPS-II/AAAAAAAACWQ/MLrrO40L05k/s200/Tygrysek.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252924989850712194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem czy ktoś tu w ogóle zagląda. Mam szczerą nadzieję, że tak;-)&lt;br /&gt;Dziś przeprowadzka, a więc pakowanie, stres i nerwy... Nie cierpię tego, a to już trzecia w ciągu dwóch lat:-/ Oby przedostatnia;-)&lt;br /&gt;Tak więc od rana zbieram swoje manatki, rozsypane po domu Rodziców i z przerażeniem obserwuję jak rośnie stos klamotów do zabrania. Nie mam pojęcia jak to się dzieje. Po raz trzeci w ciągu tych dwóch lat jestem tak samo zszokowana: "TO MY MAMY TYLE RZECZY???".&lt;br /&gt;No ale za to już za kilka godzin będziemy u siebie:-) No, nie do końca, bo to w końcu wynajem, ale jednak będziemy "na swoim".  Pomieszkiwanie w salonie, u najcudniejszych nawet rodziców, nie jest najszczęśliwszym sposobem na życie młodego małżeństwa;-p&lt;br /&gt;Niestety po przeprowadzce na jakiś czas zniknę stąd. Po prostu na początku nie będziemy mieć netu:-/&lt;br /&gt;Oczywiście jak tylko będziemy on-line, zamelduję się:-)&lt;br /&gt;Tymczasem pozdrawiam gorąco!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-8420205706515307783?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/8420205706515307783/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=8420205706515307783' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8420205706515307783'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8420205706515307783'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2008/10/znikam-na-troch.html' title='Znikam na trochę...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SOYjcnPS-II/AAAAAAAACWQ/MLrrO40L05k/s72-c/Tygrysek.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4167955461230017759</id><published>2008-09-29T14:48:00.000+02:00</published><updated>2008-09-29T15:09:52.512+02:00</updated><title type='text'>Na walizkach.</title><content type='html'>Przeprowadzka tuż, tuż.&lt;br /&gt;Mieszkanie zwalnia się od jutra, właściciele jeszcze chcą trochę posprzątać, tak że pod koniec tygodnia będziemy mogli tam zataszczyć swoje manatki. Co nie będzie zadaniem prostym;-p&lt;br /&gt;W tej chwili nasze rzeczy znajdują się po kawałku w trzech domach: u moich rodziców (głównie ciuchy i moje kosmetyki), u rodziców pana małżonka, czyli teściów (też ciuchy, jakieś sprzęty no i klatka ze zwierzętami) oraz u naszych zacnych przyjaciół Killerów, w piwnicy (sprzęty kuchenne, ręczniki, pościel). Tak więc żyjemy w tej chwili (a chwila ta trwa niestety od ponad miesiąca) dość prowizorycznie, z tym, co udało nam się ulokować u rodziców, w kąciku salonu;-) Niezależnie od tego, czego potrzebuję, muszę szperać i grzebać w plecakach i przepastnych kosmetyczkach. Co gorsza od czasu do czasu okazuje się, że coś, co chciałabym założyć w ogóle nie znajduje się w tym mieszkaniu i muszę chwilowo o tym zapomnieć. Podobnie rzecz się ma z moimi "zawodowymi" książkami i papierami-część jest ze mną w Łodzi, część u teściów. Z wątpliwościami zawodowymi radzę więc sobie jak umiem, podkradając fachową literaturę Mamie;-)&lt;br /&gt;Kiedy przyjdzie do przeprowadzki, będziemy musieli jakoś przemieścić nasze rzeczy z  mieszkania rodziców, z mieszkania Killerów, a potem, przy sprzyjającej okoliczności (tzn. jak się uda zorganizować transport) resztę całego tego majdanu z Sieradza.&lt;br /&gt;OJ:-/ Oto co mam do powiedzenia na ten temat.&lt;br /&gt;Nie lubię przeprowadzek i stresują mnie one niezmiernie, a to już trzecia w moim krótkim dorosłym życiu, co gorsza druga z miasta do miasta:-/ I niestety nie mogę powiedzieć, że "mam nadzieję, że ostatnia", bo wiem, że za niezbyt długi czas (rok, półtora?...) będziemy się stamtąd wynosić (w końcu nie można wiecznie mieszkać w wynajętej kawalerce, tym bardziej, że planujemy na przyszły rok powiększenie rodziny).&lt;br /&gt;Ale w sumie, póki co (pomijając konieczność przeprowadzki), cieszę się bardzo na tę zmianę. Dwa lata po ślubie chcemy wreszcie zaznać trochę prawdziwej samodzielności, rządzić się i prowadzić dom po swojemu... Wiadomo, że nie ma jak obiadki Mamy czy Taty, które czekają na stole, gdy się wraca do domu. Ale z drugiej strony... Czas już pobyć kurą domową;-) Może wreszcie rozwinę się kulinarnie, a może nawet... polubię kucharzenie? Kto wie?;-)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SODTgO2V7sI/AAAAAAAACVw/gRrXqMMI5Hc/s1600-h/Krtek6.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SODTgO2V7sI/AAAAAAAACVw/gRrXqMMI5Hc/s320/Krtek6.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5251429716209299138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem trzymajcie kciuki za naszą przeprowadzkę. Żeby poszła sprawnie i przyjemnie (o ile to możliwe;-p) i żebyśmy już mogli się cieszyć byciem "na swoim" zamiast "na walizkach":-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4167955461230017759?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4167955461230017759/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4167955461230017759' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4167955461230017759'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4167955461230017759'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2008/09/na-walizkach.html' title='Na walizkach.'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SODTgO2V7sI/AAAAAAAACVw/gRrXqMMI5Hc/s72-c/Krtek6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-8022259473486409013</id><published>2008-09-23T18:10:00.000+02:00</published><updated>2008-09-23T18:18:59.936+02:00</updated><title type='text'>Proza życia...</title><content type='html'>Mam katar.&lt;br /&gt;Jestem zmęczona.&lt;br /&gt;Przeszłam dziś w pracy wstępne szkolenie BHP, żadna frajda, tylko dużo czytania i podpisywania - zasady użytkowania czajnika elektrycznego, komputera, drukarki, kserokopiarki, niszczarki (łącznie z zaleceniem, żeby do tej ostatniej nie wkładać rączek;-) Obłęd w ciapki. Na koniec zasypałam panu od BHP szafkę proszkiem z gaśnicy proszkowej, bo powiedział, że jak nacisnę dźwignię, nic się nie powinno stać, bo wskaźnik ciśnienia pokazuje, że ciśnienia niet;-p No, jakieś chyba jednak było;-p Pan powiedział, że mam się nie przejmować, bo to przecież on mi pozwolił;-)&lt;br /&gt;A "mój" gabinecik pachnie... Sama nie wiem, jak to określić. To taki specyficzny zapach gabinetu psychologicznego. Mówię Wam, pokój mojej Mamy w poradni pachnie tak samo:-) Nie wiem co to jest:-o&lt;br /&gt;I pogoda jakaś taka nieszczególna. Listopadowa, choć to wrzesień.&lt;br /&gt;Mąż też zmęczony i podziębiony...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ot, proza życia... Oby do lata;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-8022259473486409013?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/8022259473486409013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=8022259473486409013' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8022259473486409013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/8022259473486409013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2008/09/proza-ycia.html' title='Proza życia...'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1255892177916155571.post-4995487979895478913</id><published>2008-09-21T13:52:00.000+02:00</published><updated>2008-09-21T17:35:25.048+02:00</updated><title type='text'>Inauguracja;-)</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Kochani!&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SNZpgAg-wEI/AAAAAAAACVo/KTb5jDq5FDE/s1600-h/IMG_2905.male.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SNZpgAg-wEI/AAAAAAAACVo/KTb5jDq5FDE/s320/IMG_2905.male.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248498414361952322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Rozpoczynam pisanie tego bloga... ot tak, bo mam ochotę na prawdziwego, mojego własnego bloga. Bo dobrze mi się tu pisało. Bo mam nadzieję, że czasem ktoś ze "starych znajomych" tu zajrzy:-)&lt;br /&gt;Po powrocie z Anglii rozpoczęłam zupełnie nowy etap życia.&lt;br /&gt;Tamto... Rozpłynęło się, nie wiem jak i gdzie, ale gdy o tym myślę, nie mogę sobie przypomnieć, jak to właściwie było. Czy w ogóle było?...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Nawet jak było to minęło, teraz jest nowe.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Jestem psychologiem, nie kelnerką.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;W przedszkolu, nie w hotelu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Mieszkam w Łodzi, na razie nigdzie dalej się nie wybieram. No, chyba że na weekend, do mojego Sieradza kochanego:-)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;To tyle.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Nowe życie uważam za otwarte;-)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Zapraszam do czytania i komentowania.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1255892177916155571-4995487979895478913?l=paproszezycie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://paproszezycie.blogspot.com/feeds/4995487979895478913/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1255892177916155571&amp;postID=4995487979895478913' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4995487979895478913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1255892177916155571/posts/default/4995487979895478913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://paproszezycie.blogspot.com/2008/09/inauguracja.html' title='Inauguracja;-)'/><author><name>PAPROCH</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13137227782515064777</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/-y_3BB9ljzbc/TZbxcw7wkEI/AAAAAAAAE0A/a0IPUNJBCW4/s220/IMG_2392.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_JkYhHC260W4/SNZpgAg-wEI/AAAAAAAACVo/KTb5jDq5FDE/s72-c/IMG_2905.male.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
